Ja też się zgadzam z orzeszki. W niedalekim otoczeniu znam co najmniej 2 takie przypadki. Jeden ma 40 lat, drugi 14. U 14 latka już od lat widać, co będzie. U 40 latka również od dziecka było widać, co będzie. No i .... jest. A rodzice "pod siebie robią", żeby było ok. Na nic ich trudy i starania.
A matka tego 40 latka, już od lat na emeryturze, pracuje po 12 godzin dziennie (fizycznie !), bo emeryturka nie wystarcza na utrzymanie siebie, synka i w szczególności jeszcze 3ki dzieci, które ochoczo spłodził, a babci ich szkoda. Zanosi sie, że do śmierci będzie pracowała, chyba umrze na stanowisku pracy. Zgodnie z zasada, jaka niektórzy jak sztandarem machają : " bo dziecko się na świat nie prosiło". I tyle ma z życia ta kobieta odkąd urodziła TO dziecko. Lepiej, zeby go nigdy nie urodziła.
Głośny był tez przypadek, kiedy ludzie wyjechali za granicę, dziadki chowali córunię, sprawiała kłopoty od małego, ale brali na karb, ze starzy, brak sił, cierpliwosci. Rodzice pracowali za granica na utrzymanie. Wreszcie ściągnęli córeczkę do siebie. Tam w szkole zatakowała jakąs dziewczyne, wyrządzając jej krzywdę. Policja, sprawa etc. Potem ojciec wrócił z córką do Polski. (moze ją wyrzucili ze szkoły?). Tu poszła go gimnazjum i "na dzień dobry" przejechała szkolną koleżankę lat 13 nożem z powodu jakieś kłótni. Nóz przyniosła do szkoły, najwyraźniej planowała. Dziewczyna nie jest nienormalna od strony niepoczytalności.
Niektóre bachory potrafią rodzicom zrujnować całe życie. A w szczególności takim rodzicom, którzy właśnie są kochający, porządni etc i żal im serce ściska oddawać niesfornego dzieciaka do internatu, zakładu wychowawczego itp. A nieraz właśnie TO należy zrobić. I mieć "gdzieś" opinie co poniektórych, jak to dziecko się na świat samo nie prosiło.
Również jestem zainteresowana tematem, co można zrobić w sprawie dorosłego dzieciaka - pasożyta.