M
MAR88TYSIA
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2012
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
zwracam się do Pana z zapytaniem, czy żądanie zapłaty w mojej sprawie jest słusznie żądane.
Otóż rok temu z mężem zamawialiśmy obrączki u prywatnego jubilera. Mieliśmy swoje złoto, więc chcieliśmy je wykorzystać i zrobić stop. Pomimo tego jubiler i tak policzył sobie taką sumę jakbyśmy zapłacili za obrączki z półki salonu bez nasze złota. Moja obrączka posiada 3 brylanty, a o wydanie certyfikatu na nie prosiłam się dwa miesiące... Już przy ich zakupie w cenie jubiler zagwarantował nam że mamy gratis: 2* czyszczenie obrączek i 1*zmiana rozmiaru. Dwa tygodnie temu udałam się do tego Jubilera z prośbą o powiększenie mojej obrączki o jeden rozmiar więcej. Powiedział że zrobi to od ręki. Po analizie mojej obrączki stwierdził, żebym przyszła za dwie godziny, bo obrączka ma kamienie i zejdzie mu się więcej czasu. Podczas rozmowy powiedział, że to nie takie proste jest jej powiększenie bo są kamienie, na co ja powiedziałam że żadna różnica ze zwykłym pierścionkiem, po prostu kamienie się wyjmuję, obrączkę powiększa i kamienie wkłada. Powiedział że wyjęcie jednego kamienia będzie mnie kosztować 200 zł, a kamieni jest 3... Przytoczyłam Panu jego własne słowa sprzed roku że zmiana rozmiaru miała być w cenie, na co on że nie obrączki z kamieniami... A przecież taką mi sprzedawał i na taką bo na jaką inną dawał mi słowo zmiany rozmiaru gratis?! Powiedział że zmiana rozmiaru o jeden to mała zmiana więc ją po prostu rozciągnie. Po dwóch godzinach wróciłam do salonu jubilerskiego i tam zastała mnie niespodzianka. Jubiler poinformował, że jeden z brylantów podczas powiększania pękł... Poprosiłam o obrączkę i zobaczyłam dziurę w miejscu jednego z trzech brylantów. Poprosiłam o zwrot pękniętego brylantu i usłyszałam, że zrobił się z niego pył... Przymierzyłam obrączkę i nadal jej rozmiar nie odpowiadał moim oczekiwaniom, pytam czy jest to powiększenie o jeden pełen rozmiar?-odpowiedział że tak. Jubiler powiedział że za to powiększenie mam mu zapłacić 100zł (a miało być gratiś) gdyż to dotyczy obrączki z kamieniami. Do tego za brylant, który zepsuł się w jego rękach, ja mam zapłacić ("po taniości bo jest mi Pani żal"-jak to powiedział) tylko 80 zł... Zażądał zatem 100 zł za powiększenie, które miało być gratiś i 80 zł za brylant, który on zepsuł i nie zwrócić mi pękniętego. Mówię że chcę na ten nowy brylant, który będzie certyfikat, na co mi odpowiedział, że na jeden tak mały brylant to certyfikatu nikt mu nie wystawi... Mam wrócić za dwa tygodnie... Poprosiłam o kwit że zostawiam obrączkę. Kwit wypisywała mi pracownica, której zaptałam jak to możliwe że brylant zamienił się w pył? Na moje pytanie skierowane do niej odpowiedział Pan Jubiler, że tak małego brylantu jak wypadnie to się nawet nie znajdzie. To w końcu nie wiem czy zamienił się w pył czy wypadł bo już zeznania się mu mylą??? Do tego poprosiłam o zmierzenie rozmiarowo obrączki. Okazało się że została powiększona tylko o pół rozmiaru, a nie o pełen jak Pan Jubiler zaświadcza że powiększył. Powiedziałam że ma być powiększona o pełen rozmiar a nie o pół bo nadal będzie ciasna... W ciągu tych dwóch tygodni oczekiwania na obrączkę jeszcze raz zajrzałam do tego salonu jubilerskiego na prośbę Jubilera. Miał mi do zakomunikowania to, że zwykłe powiększenie (o te pół rozmiaru) mojej obrączki i wsadzenie nowego brylant a nie jest możliwe gdyż luka na brylant jest większa od niego samego. Powiedział że jego koncepcja naprawy obrączki jest taka, że wytnie ten kawałek obrączki gdzie są kamienie i zrobi go na nowo, potem umieści na właściwym miejscu w obrączce. Jak to usłyszałam to jakaś magia się zrobiła ze zwykłego powiększania obrączki... Pyta o koszta tej zabawy, na co usłyszałam, że nie będzie nic więcej niż miało być. Powiedział tez że dostane certyfikat na 3 brylanty. Dlaczego na 3 skoro miał być nowy jeden?
Bardzo proszę o podpowiedź co w tej dziwnej sytuacji mam robić. Czy mam płacić? Co z moją obrączką? Certyfikatem? Zepsutym brylantem? Czyja wina itd.?
Pozdrawiam,
M
zwracam się do Pana z zapytaniem, czy żądanie zapłaty w mojej sprawie jest słusznie żądane.
Otóż rok temu z mężem zamawialiśmy obrączki u prywatnego jubilera. Mieliśmy swoje złoto, więc chcieliśmy je wykorzystać i zrobić stop. Pomimo tego jubiler i tak policzył sobie taką sumę jakbyśmy zapłacili za obrączki z półki salonu bez nasze złota. Moja obrączka posiada 3 brylanty, a o wydanie certyfikatu na nie prosiłam się dwa miesiące... Już przy ich zakupie w cenie jubiler zagwarantował nam że mamy gratis: 2* czyszczenie obrączek i 1*zmiana rozmiaru. Dwa tygodnie temu udałam się do tego Jubilera z prośbą o powiększenie mojej obrączki o jeden rozmiar więcej. Powiedział że zrobi to od ręki. Po analizie mojej obrączki stwierdził, żebym przyszła za dwie godziny, bo obrączka ma kamienie i zejdzie mu się więcej czasu. Podczas rozmowy powiedział, że to nie takie proste jest jej powiększenie bo są kamienie, na co ja powiedziałam że żadna różnica ze zwykłym pierścionkiem, po prostu kamienie się wyjmuję, obrączkę powiększa i kamienie wkłada. Powiedział że wyjęcie jednego kamienia będzie mnie kosztować 200 zł, a kamieni jest 3... Przytoczyłam Panu jego własne słowa sprzed roku że zmiana rozmiaru miała być w cenie, na co on że nie obrączki z kamieniami... A przecież taką mi sprzedawał i na taką bo na jaką inną dawał mi słowo zmiany rozmiaru gratis?! Powiedział że zmiana rozmiaru o jeden to mała zmiana więc ją po prostu rozciągnie. Po dwóch godzinach wróciłam do salonu jubilerskiego i tam zastała mnie niespodzianka. Jubiler poinformował, że jeden z brylantów podczas powiększania pękł... Poprosiłam o obrączkę i zobaczyłam dziurę w miejscu jednego z trzech brylantów. Poprosiłam o zwrot pękniętego brylantu i usłyszałam, że zrobił się z niego pył... Przymierzyłam obrączkę i nadal jej rozmiar nie odpowiadał moim oczekiwaniom, pytam czy jest to powiększenie o jeden pełen rozmiar?-odpowiedział że tak. Jubiler powiedział że za to powiększenie mam mu zapłacić 100zł (a miało być gratiś) gdyż to dotyczy obrączki z kamieniami. Do tego za brylant, który zepsuł się w jego rękach, ja mam zapłacić ("po taniości bo jest mi Pani żal"-jak to powiedział) tylko 80 zł... Zażądał zatem 100 zł za powiększenie, które miało być gratiś i 80 zł za brylant, który on zepsuł i nie zwrócić mi pękniętego. Mówię że chcę na ten nowy brylant, który będzie certyfikat, na co mi odpowiedział, że na jeden tak mały brylant to certyfikatu nikt mu nie wystawi... Mam wrócić za dwa tygodnie... Poprosiłam o kwit że zostawiam obrączkę. Kwit wypisywała mi pracownica, której zaptałam jak to możliwe że brylant zamienił się w pył? Na moje pytanie skierowane do niej odpowiedział Pan Jubiler, że tak małego brylantu jak wypadnie to się nawet nie znajdzie. To w końcu nie wiem czy zamienił się w pył czy wypadł bo już zeznania się mu mylą??? Do tego poprosiłam o zmierzenie rozmiarowo obrączki. Okazało się że została powiększona tylko o pół rozmiaru, a nie o pełen jak Pan Jubiler zaświadcza że powiększył. Powiedziałam że ma być powiększona o pełen rozmiar a nie o pół bo nadal będzie ciasna... W ciągu tych dwóch tygodni oczekiwania na obrączkę jeszcze raz zajrzałam do tego salonu jubilerskiego na prośbę Jubilera. Miał mi do zakomunikowania to, że zwykłe powiększenie (o te pół rozmiaru) mojej obrączki i wsadzenie nowego brylant a nie jest możliwe gdyż luka na brylant jest większa od niego samego. Powiedział że jego koncepcja naprawy obrączki jest taka, że wytnie ten kawałek obrączki gdzie są kamienie i zrobi go na nowo, potem umieści na właściwym miejscu w obrączce. Jak to usłyszałam to jakaś magia się zrobiła ze zwykłego powiększania obrączki... Pyta o koszta tej zabawy, na co usłyszałam, że nie będzie nic więcej niż miało być. Powiedział tez że dostane certyfikat na 3 brylanty. Dlaczego na 3 skoro miał być nowy jeden?
Bardzo proszę o podpowiedź co w tej dziwnej sytuacji mam robić. Czy mam płacić? Co z moją obrączką? Certyfikatem? Zepsutym brylantem? Czyja wina itd.?
Pozdrawiam,
M