Napiszę, jak ja bym podszedł do sprawy, ale zastrzegam,
@ZieloneTulipany nie traktuj jako porady ale jako głos w dyskusji. Tutaj wiele niewiadomych.
Byrhtnoth napisał:
Ostatnio Naczelny Sąd Administracyjny wydał
postanowienie, w którym uznał prawo do skargi na decyzję UFG do sądu administracyjnego.
Zacznijmy od przywołanego przez
@Byrhtnoth postanowienia które wskazuje dwie rzeczy, pierwszą jest charakter wezwania który powinien być traktowany jako decyzja administracyjna, a drugi, że NSA nie wskazał wprost podlegania tej decyzji obowiązkowemu podleganiu pod rozstrzygnięcia sądów administracyjnych jako organów kontroli tak jak w przypadku standardowego postępowania w stosunku do decyzji administracyjnej, ale wskazał, że jest to dopuszczalne. I tutaj pierwsza wątpliwość, co to znaczy? W odniesieniu do sprawy w której wydano postanowienie jest to jednoznaczne, sprawa wraca do WSA i tam może być rozpoznana o ile nie powstaną nowe przesłanki do nierozpoznania. W praktyce WSA nie może nie rozpatrywać skargi doń skierowanej, tylko dla tego, że jest niewłaściwym rodzajem sądu. NSA stwierdził że… No właśnie… Może być właściwym. Kto decyduje? Strona wnosząca która może wybrać sąd do którego wniesie? Moim zdaniem, praktyka pokaże odpowiedź. Teraz to trochę wróżenie z fusów.
Z punktu widzenia omawianego tutaj problemu istotniejszy wydaje się fakt traktowania wezwania jako formy decyzji administracyjnej oraz usytuowania UFG w porządku prawnym jako wykonującego określone funkcje z ramienia państwa (funkcje publiczne). Przyjmując stanowisko NSA, że wezwanie jest decyzją to musi ona spełniać wymogi art. 107 kpa, a chociaż nie widziałem tej o której tutaj mowa, to podobnych już kilka widziałem a wygooglować można setki. Żadna nawet się nie zbliża do wymogów przywołanego przepisu, a to otwiera sporo możliwości.
Przykładowo, w § 1pkt.8 -
podpis z podaniem imienia i nazwiska oraz stanowiska służbowego pracownika organu upoważnionego do wydania decyzji – one zawierają nadrukowany skan podpisu a nie podpis. Stają się przez to nie decyzjami a projektami decyzji.
W § 1pkt. 9 -
w przypadku decyzji, w stosunku do której może być wniesione powództwo do sądu powszechnego, sprzeciw od decyzji lub skarga do sądu administracyjnego – pouczenie o dopuszczalności wniesienia powództwa, sprzeciwu od decyzji lub skargi oraz wysokości opłaty od powództwa lub wpisu od skargi lub sprzeciwu od decyzji, jeżeli mają one charakter stały, albo podstawie do wyliczenia opłaty lub wpisu o charakterze stosunkowym, a także możliwości ubiegania się przez stronę o zwolnienie od kosztów albo przyznanie prawa pomocy – żadna z którą się zetknąłem tego nie zawierała.
Pozostałe kwestie pominę bo chcę się skupić jedynie na tych dwóch.
Otóż, w mojej ocenie, skoro mamy projekt decyzji a nie decyzję, to nie ma jej w obrocie prawnym, nie podlega zaskarżeniu, nie podlega wykonaniu, nie podlega egzekucji. Jest aktem nieistniejącym. Kwestia czym jest podpis ma bogate orzecznictwo zarówno w sądach administracyjnych jak i cywilnych i tutaj jest jednolite, ze nadrukowany skan podpisu podpisem nie jest.
W odniesieniu zaś do pouczenia, także orzecznictwo jest jednolite i skazuje wprost, że błędne pouczenie (jego brak w mojej ocenie także) nie może skutkować negatywnie dla pouczanego. W przedmiotowej sprawie to otwiera szereg możliwości. Od wezwania UFG do doprowadzenia pisma do stanu zgodnego z art. 107 kpa począwszy, co rozstrzygnie rodzaj sądu, a gdy źle rozstrzygnie to obciąży jedynie UFG. Jednak takie wezwanie na tym etapie nie koniecznie musi być taktycznie dobrym posunięciem. Ja bym poczekał. Dalej, to kwestia terminów. Brak pouczenia daje możliwość w dowolnym momencie złożyć sprawę do WSA z wnioskiem o przywrócenie terminu ze względu na wadliwe pouczenie (brak pouczenia). Jak podejdzie do tego sąd – nie wiadomo, ale jest spora szansa że uwzględni, jeśli utrzyma się podejście, że to decyzja administracyjna.
W świetle tego postanowienia powstaje sytuacja w której można na wiele sposobów rozgrywać sprawę… Tyle, że to póki co loteria, jak sądy będą podchodzić do sprawy póki nie ugruntuje się praktyka orzecznicza.
Myślę, że jeśli autor pytania skieruje sprawę w obecnym stanie do sądu polubownego przy RF to nie traci terminu wniesienia do WSA chociażby ze względu na brak pouczenia. Jeszcze jedną drogą, bo moim zdaniem sprawa jak wynika z opisu jest jednoznaczna, czyli nie jest właścicielem pojazdu, jest skarga do prezesa UFG z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie. To byłoby najprostsze. Szczególnie, że ja tutaj nie widzę za bardzo argumentów do obrony decyzji UFG w świetle faktów. Nawet niedopełnienie wymogu formalnego zgłoszenia „zbycia” auta przez „zbywcę”, o co pytał
@forg w #4 poście, nie zmienia stanu faktycznego. W przeciwnym razie, można przyjąć, że jak sprzedam samochód, ale nie zgłoszę tego faktu to mogę go w dowolnej chwili zabrać kupującemu bo wciąż jest mój. Bo zdaje się tak to interpretować UFG.
Warto też zwrócić uwagę pracowników UFG na art. 231 kk, gdyż w świetle przywołanego postanowienia, można ich uznać za funkcjonariuszy publicznych w trakcie wykonywania przedmiotowej czynności, a to powoduje ich odpowiedzialność karną jeśli doprowadzą do egzekucji administracyjnej znając stan sprawy to jest mając w aktach postanowienie o którym pisze autor w pierwszym poście. To czy prowadzą postępowanie czy nie i w jaki sposób to ich sprawa. Jeśli mają wątpliwości co do przedłożonego przez stronę dokumentu, to mają do tego postępowanie administracyjne, aby je wyjaśnić a jak nie potrafią lub nie sią w stanie to mają art. 7a i 81a kpa które wskazują jak rozstrzygać w takich sytuacjach. W mojej ocenie zrobili kompletnie na odwrót.
No i na końcu już trochę żartobliwie, ale skoro przywołane postanowienie NSA uznaje że UFG wykonuje funkcje publiczne to jego pracownicy stają się podczas jego wykonywania funkcjonariuszami publicznymi to pojawia się także obowiązek wynikający z art. 304 §2 kpk bo jak rozumiem w trakcie czynności dowiedzieli się o posiadaniu przez obywatela przedmiotu którego posiadanie jest zabronione, a jak nie to niedopełnienie obowiązku i znowu art. 231 kk.


.