Kara od UFG za nie moje auto i brak odwołania.

  • Autor wątku Autor wątku ZieloneTulipany
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Z

ZieloneTulipany

Nowy użytkownik
Dołączył
03.2026
Odpowiedzi
6
Pomóżcie co zrobić?

UFG dało mi prawie 10 tys. kary za brak OC. Argumenty do nich nie trafiają. Ja im piszę, że to nie moje auto a oni odpowiadają, że mogą mi rozłożyć opłaty na raty. To jakiś absurd. Podobno kara nie podlega zaskarżeniu? Grożą egzekucją administracyjną.

Sprawa wygląda tak, że moje auto w 2024 roku zastało przejęte przez policję i przekazane na skarb państwa na podstawie postanowienia z art. 230 par. 3 kpk – jako przedmiot którego posiadanie jest zabronione.

W 2026 napisał do mnie UFG i zażądał zapłaty za brak OC. Wysłałam im informacje i postanowienie, ale oni odpisali, że nie mogą tego weryfikować i że muszę zapłacić, bo policja nie wprowadziła zmian w CEPIK. To absurd bo w ten sposób to będę do końca życia musiała albo płacić OC albo kary. Nic do nich nie trafia. Drogi zaskarżenia podobni nie ma.

Co można robić w tej sytuacji?
 
To co zrobić w tej sytuacji? ich pismo nie ma żadnych pouczeń ani nic.
Czy to postanowienie jest podstawą prawną aby kierować odwołanie do WSA?
Przez tel. powiedzieli że mogę złożyć pozew do sądu cywilnego ale i tak wcześniej musze zapłacić a potem jak wygram to najwyżej zwrócą.
WSA weźmie 100 zł (chyba) a Sąd cywilny 500 zł.
 
Z ciekawości - zgłosiłaś "zbycie" pojazdu w wydziale komunikacji?
 
forg napisał:
Z ciekawości - zgłosiłaś "zbycie" pojazdu w wydziale komunikacji?
Nie zgłaszałam. Nie było zbycia tylko zajęcie jako dowodu i przekazanie. Dzwoniłam wtedy do Wydz. Komunikacji bo nie wchodziło mi w formularz elektroniczny i powiedzieli, że to jak policja zgłosi to automatycznie ze mnie zejdzie. Ale z tego co widać nikt nie zgłosił. Poza tym przecież nawet niedopełnienie takiego obowiązku nie zmienia stanu faktycznego. Jest prawomocne postanowienie z 2024 roku. Tylko oni tego postanowienia nie uznają.

A gdyby spróbować ugodowo przed Rzecznikiem Finansowym? To podobno kosztuje 50 zł. Tylko czy UFG podlega pod Rzecznika?
 
Ostatnia edycja:
Moim zdaniem jest niedopuszczalne aby jeden podmiot państwowy nie uznawał rozstrzygnięć ostatecznych innego organu państwowego wydanych zgodnie z właściwością. Niestety UFG to państwo w państwie. Zdecydowanie odwołuj się. Kierując sprawę do sądu dołączaj wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy przez sąd w przypadku WSA lub w przypadku postępowania przed sądem cywilnym, o ustanowienie zabezpieczenia na czas procesu, poprzez zakazanie czynności egzekucyjnych - może przejdzie, chociaż naciągane. Tak czy inaczej minimum roczna batalia, a z odwołaniami kilkuletnia.

Byrhtnoth napisał:
Ostatnio Naczelny Sąd Administracyjny wydał postanowienie, w którym uznał prawo do skargi na decyzję UFG do sądu administracyjnego.

Powstaje bardzo ciekawa sytuacja prawna w wielu aspektach... Jeśli "wezwanie" jest decyzją to musi spełniać wymogi kpa. Żadne nie spełnia. Jestem bardzo ciekaw jak rozwinie się praktyka orzecznicza teraz? Co chociażby z kwestią obowiązkowego pouczenia o prawie do odwołania w kontekście, że błędne nie może szkodzić stronie pouczanej? Ja bym spróbował na miejscu pytającego wezwać UFG do doprowadzenia przesłanej decyzji do stanu wymaganego art. 107 kpa - powołując sie tutaj na ww. postanowienie NSA.

Kolejne pytanie, czy kierowanie sprawy do sadu cywilnego będzie dalej możliwe i co w przypadku jednoczesnego skierowania sprawy do obu sądów i rozstrzygnięć kolidujących? Wbrew pozorom rozstrzyganie na gruncie prawa administracyjnego nie zawsze jest korzystniejsze (nie mówię o tym przypadku tylko ogólnie). Dodatkowo warto zauważyć, że jeżeli "decyzję" traktujemy na gruncie prawa cywilnego, to z chwilą zaskarżenia staje się niepodlegająca wykonaniu jakby niebyła, zastąpi ją rozstrzygnięcie sądu, ale jeśli na gruncie prawa administracyjnego, to jest wykonalna, o ile nie zostanie wydane postanowienie wstrzymujące wykonanie.
 
Byrhtnoth napisał:
Ostatnio Naczelny Sąd Administracyjny wydał postanowienie, w którym uznał prawo do skargi na decyzję UFG do sądu administracyjnego.
To postanowienie jest wydane jednoosobowo i w dodatku przez neosędziego.
 
To co polecacie zrobić? Którą drogę wybrać?
 
Od. napisał:
To postanowienie jest wydane jednoosobowo i w dodatku przez neosędziego.
To jedyna ścieżka odwoławcza od wezwania z UFG jeżeli odrzucić postępowanie cywilne o ustalenie spełnienia obowiązku ubezpieczenia a bardziej o ustalenie nieistnienia takiego obowiązku. Nawet jeżeli orzeczenie stanowi odejście od dotychczasowej linii to otwiera możliwość działania autorce wątku.
 
Byrhtnoth napisał:
To jedyna ścieżka odwoławcza od wezwania z UFG jeżeli odrzucić postępowanie cywilne o ustalenie spełnienia obowiązku ubezpieczenia a bardziej o ustalenie nieistnienia takiego obowiązku. Nawet jeżeli orzeczenie stanowi odejście od dotychczasowej linii to otwiera możliwość działania autorce wątku.
Ale obawiam się, że jak wybiorę jedną z dróg to stracę kolejne. Przykładowo, jak pójdę do postępowania ugodowego przed RF to gdy tam przegram albo UFG nie przystąpi to stracę możliwość pójścia do WSA z powodu terminu. I analogicznie jak złożę do WSA a ten uzna, że ten precedens nie jest wiążący i odrzuci sprawę to już będzie za późno na sąd cywilny.
 
ZieloneTulipany napisał:
I analogicznie jak złożę do WSA a ten uzna, że ten precedens nie jest wiążący i odrzuci sprawę to już będzie za późno na sąd cywilny.
Powództwo o ustalenie nieistnienia obowiązku ubezpieczenia nie przedawnia się.
 
Napiszę, jak ja bym podszedł do sprawy, ale zastrzegam, @ZieloneTulipany nie traktuj jako porady ale jako głos w dyskusji. Tutaj wiele niewiadomych.

Byrhtnoth napisał:
Ostatnio Naczelny Sąd Administracyjny wydał postanowienie, w którym uznał prawo do skargi na decyzję UFG do sądu administracyjnego.

Zacznijmy od przywołanego przez @Byrhtnoth postanowienia które wskazuje dwie rzeczy, pierwszą jest charakter wezwania który powinien być traktowany jako decyzja administracyjna, a drugi, że NSA nie wskazał wprost podlegania tej decyzji obowiązkowemu podleganiu pod rozstrzygnięcia sądów administracyjnych jako organów kontroli tak jak w przypadku standardowego postępowania w stosunku do decyzji administracyjnej, ale wskazał, że jest to dopuszczalne. I tutaj pierwsza wątpliwość, co to znaczy? W odniesieniu do sprawy w której wydano postanowienie jest to jednoznaczne, sprawa wraca do WSA i tam może być rozpoznana o ile nie powstaną nowe przesłanki do nierozpoznania. W praktyce WSA nie może nie rozpatrywać skargi doń skierowanej, tylko dla tego, że jest niewłaściwym rodzajem sądu. NSA stwierdził że… No właśnie… Może być właściwym. Kto decyduje? Strona wnosząca która może wybrać sąd do którego wniesie? Moim zdaniem, praktyka pokaże odpowiedź. Teraz to trochę wróżenie z fusów.

Z punktu widzenia omawianego tutaj problemu istotniejszy wydaje się fakt traktowania wezwania jako formy decyzji administracyjnej oraz usytuowania UFG w porządku prawnym jako wykonującego określone funkcje z ramienia państwa (funkcje publiczne). Przyjmując stanowisko NSA, że wezwanie jest decyzją to musi ona spełniać wymogi art. 107 kpa, a chociaż nie widziałem tej o której tutaj mowa, to podobnych już kilka widziałem a wygooglować można setki. Żadna nawet się nie zbliża do wymogów przywołanego przepisu, a to otwiera sporo możliwości.

Przykładowo, w § 1pkt.8 - podpis z podaniem imienia i nazwiska oraz stanowiska służbowego pracownika organu upoważnionego do wydania decyzji – one zawierają nadrukowany skan podpisu a nie podpis. Stają się przez to nie decyzjami a projektami decyzji.

W § 1pkt. 9 - w przypadku decyzji, w stosunku do której może być wniesione powództwo do sądu powszechnego, sprzeciw od decyzji lub skarga do sądu administracyjnego – pouczenie o dopuszczalności wniesienia powództwa, sprzeciwu od decyzji lub skargi oraz wysokości opłaty od powództwa lub wpisu od skargi lub sprzeciwu od decyzji, jeżeli mają one charakter stały, albo podstawie do wyliczenia opłaty lub wpisu o charakterze stosunkowym, a także możliwości ubiegania się przez stronę o zwolnienie od kosztów albo przyznanie prawa pomocy – żadna z którą się zetknąłem tego nie zawierała.

Pozostałe kwestie pominę bo chcę się skupić jedynie na tych dwóch.

Otóż, w mojej ocenie, skoro mamy projekt decyzji a nie decyzję, to nie ma jej w obrocie prawnym, nie podlega zaskarżeniu, nie podlega wykonaniu, nie podlega egzekucji. Jest aktem nieistniejącym. Kwestia czym jest podpis ma bogate orzecznictwo zarówno w sądach administracyjnych jak i cywilnych i tutaj jest jednolite, ze nadrukowany skan podpisu podpisem nie jest.

W odniesieniu zaś do pouczenia, także orzecznictwo jest jednolite i skazuje wprost, że błędne pouczenie (jego brak w mojej ocenie także) nie może skutkować negatywnie dla pouczanego. W przedmiotowej sprawie to otwiera szereg możliwości. Od wezwania UFG do doprowadzenia pisma do stanu zgodnego z art. 107 kpa począwszy, co rozstrzygnie rodzaj sądu, a gdy źle rozstrzygnie to obciąży jedynie UFG. Jednak takie wezwanie na tym etapie nie koniecznie musi być taktycznie dobrym posunięciem. Ja bym poczekał. Dalej, to kwestia terminów. Brak pouczenia daje możliwość w dowolnym momencie złożyć sprawę do WSA z wnioskiem o przywrócenie terminu ze względu na wadliwe pouczenie (brak pouczenia). Jak podejdzie do tego sąd – nie wiadomo, ale jest spora szansa że uwzględni, jeśli utrzyma się podejście, że to decyzja administracyjna.

W świetle tego postanowienia powstaje sytuacja w której można na wiele sposobów rozgrywać sprawę… Tyle, że to póki co loteria, jak sądy będą podchodzić do sprawy póki nie ugruntuje się praktyka orzecznicza.

Myślę, że jeśli autor pytania skieruje sprawę w obecnym stanie do sądu polubownego przy RF to nie traci terminu wniesienia do WSA chociażby ze względu na brak pouczenia. Jeszcze jedną drogą, bo moim zdaniem sprawa jak wynika z opisu jest jednoznaczna, czyli nie jest właścicielem pojazdu, jest skarga do prezesa UFG z wnioskiem o ponowne rozpatrzenie. To byłoby najprostsze. Szczególnie, że ja tutaj nie widzę za bardzo argumentów do obrony decyzji UFG w świetle faktów. Nawet niedopełnienie wymogu formalnego zgłoszenia „zbycia” auta przez „zbywcę”, o co pytał @forg w #4 poście, nie zmienia stanu faktycznego. W przeciwnym razie, można przyjąć, że jak sprzedam samochód, ale nie zgłoszę tego faktu to mogę go w dowolnej chwili zabrać kupującemu bo wciąż jest mój. Bo zdaje się tak to interpretować UFG.

Warto też zwrócić uwagę pracowników UFG na art. 231 kk, gdyż w świetle przywołanego postanowienia, można ich uznać za funkcjonariuszy publicznych w trakcie wykonywania przedmiotowej czynności, a to powoduje ich odpowiedzialność karną jeśli doprowadzą do egzekucji administracyjnej znając stan sprawy to jest mając w aktach postanowienie o którym pisze autor w pierwszym poście. To czy prowadzą postępowanie czy nie i w jaki sposób to ich sprawa. Jeśli mają wątpliwości co do przedłożonego przez stronę dokumentu, to mają do tego postępowanie administracyjne, aby je wyjaśnić a jak nie potrafią lub nie sią w stanie to mają art. 7a i 81a kpa które wskazują jak rozstrzygać w takich sytuacjach. W mojej ocenie zrobili kompletnie na odwrót.

No i na końcu już trochę żartobliwie, ale skoro przywołane postanowienie NSA uznaje że UFG wykonuje funkcje publiczne to jego pracownicy stają się podczas jego wykonywania funkcjonariuszami publicznymi to pojawia się także obowiązek wynikający z art. 304 §2 kpk bo jak rozumiem w trakcie czynności dowiedzieli się o posiadaniu przez obywatela przedmiotu którego posiadanie jest zabronione, a jak nie to niedopełnienie obowiązku i znowu art. 231 kk. :rolleyes:😄.
 
PanGonzo napisał:
Brak pouczenia daje możliwość w dowolnym momencie złożyć sprawę do WSA z wnioskiem o przywrócenie terminu ze względu na wadliwe pouczenie (brak pouczenia).
Skoro brak pouczenia to termin nie upływa pomimo rozpoczęcia biegu więc można nawet odpuścić wniosek o przywrócenie terminu a po prostu wnieść skargę do wsa. Generalnie składałbym jednak jak najszybciej po otrzymaniu tej quasi decyzji - zanim powstanie jakieś zwarte orzecznictwo w takich sprawach to pewnie miną lata a autorka wątku nie ma tu nic do stracenia. Z resztą zgoda poza tym, że UFG jakby nie patrzeć nie podlega pod Rzecznika więc nie mam pewności co do podstawy tego postępowania polubownego w takim sporze.
 
Byrhtnoth napisał:
Z resztą zgoda poza tym, że UFG jakby nie patrzeć nie podlega pod Rzecznika więc nie mam pewności co do podstawy tego postępowania polubownego w takim sporze.
Zgadzam się, że nie podlega. Z drugiej strony niemal w każdym sporze cywilnym jest dopuszczalna mediacja co do zasady. Ten sąd ma właśnie taki charakter. Tutaj jest spór o istnienie lub nieistnienie obowiązku ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej właścicieli pojazdów mechanicznych, czyli sprawa typowo cywilna (jak dotychczas). Tak naprawdę owa opłata sankcyjna jest pochodną ustalenia właściciela pojazdu. Właściwym przedmiotem sporu jest właśnie kwestia kto jest właścicielem pojazdu na którego ustawodawca nałożył obowiązek wykupienia OC. Dopiero to ustalenie daje podstawę do nałożenia owej kary za brak OC. I stąd moja opinia, że działanie UFG jest bezprawne, bo w oczywisty sposób pytający wskazał innego właściciela. Tylko UFG tego stanu faktycznego nie uznaje i działa metodą faktów dokonanych. Już samo wskazanie innego właściciela i to poparte dokumentem państwowym powinno uruchomić postępowanie wyjaśniające zmierzające do ustalenia stanu faktycznego a nie rozstrzygnięcia jak tutaj i dalej niech się pytający martwi. Może pójdzie do sądu, może nie. A jak pójdzie, to niech sobie sąd ustala, my poczekamy na gotowe bo po co coś robić? Może wygra, może nie. W międzyczasie zrobi się egzekucję administracyjną. Tak może działać mafia, ale nie państwo! Jak słusznie zauważyła pytająca:
ZieloneTulipany napisał:
To absurd bo w ten sposób to będę do końca życia musiała albo płacić OC albo kary
W pełni się zgadzam... To nie jest sprawa jednorazowa. To będzie wracało co rok. Jeszcze jedno nie zejdzie z wokandy cywilnej czy administracyjnej (bo przecież w rok się sąd nie wyrobi) a już będzie kolejne.

Byrhtnoth napisał:
Skoro brak pouczenia to termin nie upływa pomimo rozpoczęcia biegu więc można nawet odpuścić wniosek o przywrócenie terminu a po prostu wnieść skargę do wsa.
Ja zawsze dołączam, nie szkodzi, wskazuje podstawę gdyby organ podniósł że "po terminie" a sąd nie był zbyt dociekliwy i klepnął. Szkoda lat na kasacje. Ale formalnie faktycznie nie trzeba bo WSA powinien to sprawdzić z urzędu.


A co do zawartości CEPIK to niech @ZieloneTulipany wyśle zawiadomienie teraz, nawet elektronicznie jak wcześniej tego nie zrobiła dołączy postanowienie i z głowy. Nie korzystając z formularzy tylko tak zwyczajnie. Może nawet samo postanowienie wystarczy jak skierowane do właściwego podmiotu. Ono samo w sobie będzie dla organu formą zawiadomienia o pewnym stanie faktycznym, o skutkach porównywalnych do zbycia w zakresie prowadzenia ewidencji. Tak na wszelki wypadek. Chociaż moim zdaniem to nic nie zmienia w tej sprawie.

Dodatkowo zauważmy, że art 78 prd mówi o "zbyciu". Zbycie to sytuacja w której czynność jest dokonywana z woli zbywcy. Wątpię aby tutaj tak było. Stąd pytanie czy w ogóle na tzw. "zbywcy" ciążył jakikolwiek obowiązek w związku z tą sytuacją. Jak rozumiem postanowienie przyszło na standardowym formularzu i pouczenia o takim obowiązku nie było?
 
Ostatnia edycja:
forg napisał:
Z ciekawości - zgłosiłaś "zbycie" pojazdu w wydziale komunikacji?
PanGonzo napisał:
A co do zawartości CEPIK to niech @ZieloneTulipany wyśle zawiadomienie teraz, nawet elektronicznie jak wcześniej tego nie zrobiła dołączy postanowienie i z głowy. Nie korzystając z formularzy tylko tak zwyczajnie. Może nawet samo postanowienie wystarczy jak skierowane do właściwego podmiotu. Ono samo w sobie będzie dla organu formą zawiadomienia o pewnym stanie faktycznym, o skutkach porównywalnych do zbycia w zakresie prowadzenia ewidencji. Tak na wszelki wypadek. Chociaż moim zdaniem to nic nie zmienia w tej sprawie.
Złożyłam zgodnie z waszymi poradami zawiadomienie do Wydziału Komunikacji. Już się czepiają bo nie wiedzą co z tym zrobić. Dwa razy dzwonili i dopytywali. Powiedzieli że dostane pismo ze stanowiskiem, bo ich zdaniem postanowienie takie powinien wydać sąd a nie policja a poza tym samo wskazanie, że przekazanie instytucji właściwej przedmiotu którego posiadanie jest zabronione na podst. art. 230 par. 3 kpk nie dowodzi zmiany własności. W dodatku mają jakieś rozporządzenie które wskazuje „zamknięty katalog” dokumentów będących podstawą wpisu o zmianie własności i tam nie ma postanowienia policji. Jest tylko sądu. Czy mam teraz iść z tym do sądu żeby sąd to zatwierdził?
 
Powrót
Góra