UFG to "car i bóg", w rzeczywistości nie ma odwołania od ich decyzji - oni NIGDY nie umarzają kar - pytałam prawników, ubezpieczycieli. Dostałam 2800 kary bo zaraz po kupieniu samochodu pomyliłam daty ubezpieczenia - nie dostałam do ręki polisy poprzedniego właściciela, bo nie ma już obowiązku mieć jej w formie papierowej, o czym nawet nie wiedziałam, bo trudno wiedzieć absolutnie o wszystkim i w umowie nie było ani daty, ani nazwy ubezpieczyciela, ale to nie był problem, bo przecież nie zamierzałam oszukiwać, ani "oszczędzać" - zamiast 4-go stycznia zapłaciłam 9-go (auto kupiłam 31-go grudnia, przełom roku, mnóstwo spraw, łatwo o pomyłkę). Ubezpieczyciel nie ma możliwości sprawdzić, czy auto było ubezpieczone! Ma moje dane, nawet te najbardziej "wrażliwe", może MNIE sprawdzić u innych ubezpieczycieli, ale auta sprawdzić nie może?! 4 dni, 2800 kary i po kilku odwołaniach rozłożenie tego na raty na ponad 4 lata po 56 zł! Podczas gdy mnie na życie zostaje 200 zł. z którego jeszcze muszę uregulować OC i inne potrzeby, jak buty chociażby, czy naprawy auta lub w domu. A samochód mieć muszę i paliwo do niego. Jestem samotna, nie ma mi kto pomóc, a jestem niesprawna ruchowo w stopniu znacznym - orzeczenie przesłałam. Na pomoc społeczną się "nie łapię" - za wysoki dochód, bo kwoty graniczne poniżej minimum biologicznego. Mieszkam 7 km od najbliższego wiejskiego sklepiku, do innych sklepów i lekarzy mam od 12 do 200 km (specjalistów ratujących mi wzrok). Jak mam sobie z tym poradzić?! Samochód mam ponad 20-letni, mieszkam w ruinie, dach grozi zawaleniem, modlę się, żeby mi na głowę nie spadł. l co? l nic! Mają to gdzieś! Płać bo musisz być maszyną, robotem, cyborgiem. Znam osobę, która za świadome kłamstwo w ważnych dokumentach dostała 2 lata w zawieszeniu, Nie poniosła w zasadzie żadnych obciążeń z tego powodu. Kara już dawno wymazana. A ja za to, że się pomyliłam przez ponad 4 lata będę oddawać ponad 1/4 swojego podstawowego wyżywienia! l nawet nie mam się gdzie odwołać. To już nawet nie jest złodziejstwo, to jest rozbój w majestacie prawa, a i to mało powiedziane. Na to brak określenia! Po prostu dno i beznadziejna rozpacz.