Oto jak wygląda moja sprawa.
Na początku marca tego roku dostałem wezwanie do zapłaty od firmy KGPN. Na kwotę ponda 10.000 zł w tej kwocie znawierają się dwa niezapłacone czesne na kwotę 5164 zł za studia które przerwałem w 2012 roku po przyznanym urlopie dziekańskim. Reszta to odsetki ustawowe + jakieś tam drobne braki wpłaty, które znaleźli. Reszta to odsetki.
Zdawałem sobie sprawę, że to zadłużenie wisiało od czasów kiedy skreślono mnie z listy studentów. Raz się o nie uczelnia upomniała, próbowałem nawet pisać wniosek, żeby rozłożyli mi zadłużenie na raty. Jednak nie otrzymałem, żadnego harmonogramu spłat. Nikt więc przez pięć lat się o to nie upominał.
Jednak próbowałem zawrzeć, z nimi ugodę napisałem pismo, że uznaję zadłużenie tylko częściowo 2400,33 zł. Pozostała kwota wymaga dodatkowych wyjaśnień.
Odpisali mi mailowo, że podobno uznałem zadłużenie w całości i przesłali skan pisma w którym proszę o rozłożenie zadłużenia na raty. Pismo jest podpisane przez rektora który prosi o przesłanie harmonogramu ratalnej spłaty. Pismo jest z dnia 29 listopada 2012.
Dodatkowo KGPN napisało mailowo, że jedyna kwota która ich satyfakcjonuje w sprawie spłaty zadłużenia to 1000 zł miesęcznie. Na tą wiadomość odpisałem, że jest to dla mnie kwota zdecydowanie za duża i znacznie pogorszyła by moją sytuację życiową gdyż jestem osobą o znacznym stopniu niepełnosprawności. Nie odpisali mi nic na tą wiadomość, ale po kilku dniach zadzwoniła od nich jakaś kobieta i powiedziała, że odnotowuję taką informację iż będę spłacał po 500 zł miesięcznie. I tyle.
Po tej wiadomości nie przyszła od nich żadna wiadomość, ale ponieważ naprawdę się wystraszyłem dnia 15 marca przelałem im pierwszą ratę w wysokości 500 zł i przesłałem potwierdzenie. Po tej wiadomości oczywiście przychodziły smsy, że zadłużenie nadal istnieje. Informowałem ich mailowo, że uzgodniony sposób spłaty to 500 zł miesięcznie.
Kilka dni temu przyszło pismo przedsądowe wezwanie do zapłaty, odpisałem im na to kolejnym pismem, że moja sytuacja finansowa nie zmieniła się i jestem w stanie im spłacać zadłużenie w ratach po 500 zł miesięcznie. Po mimo tego, że w piśmie które przysłali wymagają spłaty całości zadłużenia w ciągu 3 dni.
Dziś rano kolejny sms - prosimy o kontakt w sprawie spłaty zadłużenia. Wysłałem im potwierdzenie wpłaty kolejnej raty w wysokości 500 zł i tyle.
I tutaj moje pytanie. Czy skoro zacząłem już im to spłacać to nie mam szans na umożenie. Czy to się już nie przedawniło? Czy mogę w jakiś sposób z nimi wygrać, by chociaż częściowo umożyć to zadłużenie. Kwota 10.000 zł jest dla mnie mega wysoka i nie jestem w stanie jej spłacać po 1000 zł mesięcznie, a rata nawet po 500 jest dla mnie za wysoka. Najbardziej boję się, że już wkrótce wejdą mi na rentę socjalną i poinformują mojego pracodawcę u którego mam umowę na okres próbny do połowy maja. Dodatkowo samodzielnie prowadzę gospodarstwo domowe o czym informowałem KGPN w stosownym piśmie o mojej sytuacji majątkowej.
Czy ktoś z Państwa jest w stanie mi pomóc i podpowiedzieć jak z nimi postępować. Wiem, że sprawa jest skoplikowana, ale nikt się o ten dług przez 5 lat nie upominał i prawdę mówiąc nie pamiętałem o nim.
Bardzo proszę o pomoc. Chętnie spotkam się z osobą z mojego regionu czyli Chrzanowa i okolic. Proszę o kontakt poprzez wiadomośc prywatną.