G
grzesiek_re
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2013
- Odpowiedzi
- 13
Witam
Mam taką sytuacje. Sprzedawałem auto w wrześniu. Niby nic nadzwyczajnego. Ale zastanawia mnie zachowanie sprzedającego, który chce oddać mi auto. Z swoją stratą!?
Ale od początku.
Podczas oględzin poinformowałem klienta co jest zepsute i do wymiany.
Tj. amortyzatory, zamek klapy itp. Co było robione w aucie: naprawa wężyka podciśnienia, wymiana paska wieloklinowego itp. Pytali się o przegląd i oc. Odpowiedziałem że kończą się nie długo dokładnie nie pamiętam daty. Całą rodziną + kolega oglądali auto.
Klient z kolegą podczas oględzin auta stwierdził że silnik źle chodzi. Na zmianę wsiadali dodawali gazu i nasłuchiwali. Po czym stwierdzili że jest ok. Ale mieli wątpliwości. Zrobiliśmy jazdę próbną wszystko było ok. Zdecydowali się że go kupią.
W domu klient przywiózł ze sobą własne umowy kupna.
dostał wszystkie dokumenty i wypełniał umowy. Okazało się że oc ważne ponad miesiąc a przegląd kończy się jutro.
W sumie troche głupio wyszło. Ale nie ukrywałem niczego. Klient sprawdził dodatkowo historie auta w internecie. Rozliczyliśmy się i pożegnaliśmy.
Po 2-3 tygodniach pisze mi smsa że chce odstąpić od zakupu, bo:
Żali się w nim że auto nie przeszło przeglądu. bo amortyzatory były do wymiany. I że przegląd kończy się następnego dnia. wiedział o tym przed podpisywaniem umowy.
Mechanik przekazał mu że przegub będzie niedługo do wymiany.
Głównym powodem zwrotu jest że po przejechaniu 400km auto przestało jeździć. Silnik wkręca się do 1500obr/min.
I że koszty naprawy przewyższa kwotę jaką może zaakceptować.
Na drugi dzień zadzwonił porozmawialiśmy, okazało się że nawet nie wie co jest zepsute!? Podpowiedziałem klientowi że 2-3 tygodnie przed sprzedażą miałem podobny problem i okazało się że był to przewód od podciśnienia.
Uzgodniliśmy że skoro auto jest u mechanika to niech podłączy komputer i sprawdzi co jest uszkodzone.
Po kilku dniach wysłał kody błędów. I że zostały wykasowane. Auto normalnie jeździ. Ale dalej domaga się zwrócenia go. I koszt wymiany amortyzatorów podzielić na pół. Przegląd bierze na siebie.
Odpisałem że nie przyjmę auta z powrotem. Bo wad ukrytych nie było. Wszystko powiedziałem co wiedziałem.
Po wymianie smsów okazało się.
Po wyskoczeniu błędu
- zaciągnął rady znajomego prawnika,
- nie sprawdził u mechanika co dokładnie jest zepsute.
- i chce zwrócić auto z swoją stratą!
- Wykasowali błędy i auto jeździ normalnie. Ale dalej chce zwrócić.
- Dodatkowo pisze że auto będzie się psuło co 30km. ("wada ukryta"). Ale że przejeździł 400 i było ok to zapomniał.
Obecnie auto jeździ normalnie, Diagnozować co było powodem problemu klient nie zamierza. Ale domaga się zwrotu.
Dodatkowo żali się że z racji na pore dnia nie widział paru mankamentów. Że silnik dziwnie chodził jak go oglądali. A to amortyzatory. Ogólnie sytuacja jest dziwna.
Oczywiście straszy mnie sądem itp.
Upiera się że musiałem wiedzieć coś i nie powiedziałem wszystkiego.
Ja z swojej strony nic nie ukryłem.
Koszt sprzedaży auta nie jest duży i ciągać się po sądach za 3,5tyś to trochę lipa. Czy ma jakieś szanse narobić mi kosztów/ problemów? Czy jak Pójdzie to sprawy takie długo się ciągnął? Co ogólnie mogę w tym przypadku zrobić?
Tak się zastanawiam. A może przyjąć auto z powrotem i wystawić raz jeszcze jako uszkodzone z niższą ceną. I mieć święty spokój.
Mam taką sytuacje. Sprzedawałem auto w wrześniu. Niby nic nadzwyczajnego. Ale zastanawia mnie zachowanie sprzedającego, który chce oddać mi auto. Z swoją stratą!?
Ale od początku.
Podczas oględzin poinformowałem klienta co jest zepsute i do wymiany.
Tj. amortyzatory, zamek klapy itp. Co było robione w aucie: naprawa wężyka podciśnienia, wymiana paska wieloklinowego itp. Pytali się o przegląd i oc. Odpowiedziałem że kończą się nie długo dokładnie nie pamiętam daty. Całą rodziną + kolega oglądali auto.
Klient z kolegą podczas oględzin auta stwierdził że silnik źle chodzi. Na zmianę wsiadali dodawali gazu i nasłuchiwali. Po czym stwierdzili że jest ok. Ale mieli wątpliwości. Zrobiliśmy jazdę próbną wszystko było ok. Zdecydowali się że go kupią.
W domu klient przywiózł ze sobą własne umowy kupna.
dostał wszystkie dokumenty i wypełniał umowy. Okazało się że oc ważne ponad miesiąc a przegląd kończy się jutro.
W sumie troche głupio wyszło. Ale nie ukrywałem niczego. Klient sprawdził dodatkowo historie auta w internecie. Rozliczyliśmy się i pożegnaliśmy.
Po 2-3 tygodniach pisze mi smsa że chce odstąpić od zakupu, bo:
Żali się w nim że auto nie przeszło przeglądu. bo amortyzatory były do wymiany. I że przegląd kończy się następnego dnia. wiedział o tym przed podpisywaniem umowy.
Mechanik przekazał mu że przegub będzie niedługo do wymiany.
Głównym powodem zwrotu jest że po przejechaniu 400km auto przestało jeździć. Silnik wkręca się do 1500obr/min.
I że koszty naprawy przewyższa kwotę jaką może zaakceptować.
Na drugi dzień zadzwonił porozmawialiśmy, okazało się że nawet nie wie co jest zepsute!? Podpowiedziałem klientowi że 2-3 tygodnie przed sprzedażą miałem podobny problem i okazało się że był to przewód od podciśnienia.
Uzgodniliśmy że skoro auto jest u mechanika to niech podłączy komputer i sprawdzi co jest uszkodzone.
Po kilku dniach wysłał kody błędów. I że zostały wykasowane. Auto normalnie jeździ. Ale dalej domaga się zwrócenia go. I koszt wymiany amortyzatorów podzielić na pół. Przegląd bierze na siebie.
Odpisałem że nie przyjmę auta z powrotem. Bo wad ukrytych nie było. Wszystko powiedziałem co wiedziałem.
Po wymianie smsów okazało się.
Po wyskoczeniu błędu
- zaciągnął rady znajomego prawnika,
- nie sprawdził u mechanika co dokładnie jest zepsute.
- i chce zwrócić auto z swoją stratą!
- Wykasowali błędy i auto jeździ normalnie. Ale dalej chce zwrócić.
- Dodatkowo pisze że auto będzie się psuło co 30km. ("wada ukryta"). Ale że przejeździł 400 i było ok to zapomniał.
Obecnie auto jeździ normalnie, Diagnozować co było powodem problemu klient nie zamierza. Ale domaga się zwrotu.
Dodatkowo żali się że z racji na pore dnia nie widział paru mankamentów. Że silnik dziwnie chodził jak go oglądali. A to amortyzatory. Ogólnie sytuacja jest dziwna.
Oczywiście straszy mnie sądem itp.
Upiera się że musiałem wiedzieć coś i nie powiedziałem wszystkiego.
Ja z swojej strony nic nie ukryłem.
Koszt sprzedaży auta nie jest duży i ciągać się po sądach za 3,5tyś to trochę lipa. Czy ma jakieś szanse narobić mi kosztów/ problemów? Czy jak Pójdzie to sprawy takie długo się ciągnął? Co ogólnie mogę w tym przypadku zrobić?
Tak się zastanawiam. A może przyjąć auto z powrotem i wystawić raz jeszcze jako uszkodzone z niższą ceną. I mieć święty spokój.