P
prafuso
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2015
- Odpowiedzi
- 3
witam.
moj problem:
mieszkam w irlandii, bylem na urlopie w polsce, pilem piwo na ulicy, podjechala do mnie policja:
1. zaczeli mnie sprawdzac w komputerze, w tym czasie prawie wytrzezwialem, wiec zaczalem sie robic niemily dla panow p. uzywalem slow powszechnie uwazanych za obrazliwe w publicznym miejscu + picie alkoholu.
2. zaczalem naduzywac slow powszechnie uwazanych za wulgarne w obecnosci strozow prawa, nie obrazajac ich samych (czyt: pp. do mnie:"blablabla... moze troche kultury itd... i nie jestesmy na ty... blablabla", ja(cytat):"a moze ja jestem cham je&*(y, pomyslales..?" ... ogolnie rzecz biorac po 5minutach biedacy mowili ze oni maja przykazane lapac:
- babcie przechodzace na czerwonym
- ludzi pijacych piwo w miejscach dotepnych tylko dla tych wlasnie pijacych & policji itp.
3. pan p. wsadzil mnie do swego odrzutowego forda micry, zaczal do mnie mowic takze na 'ty' za co oczywiscie nie mam pretensji, ale ogolnie rzecz biorac 'ulzylo' mi kiedy mnie dali usiasc w aucie, tzn wiekszych ekscesow nie bylo. sprawdzili co mieli posprawdzac, nie mieli sie do czego przyczepic, takze puscili.... pod koniec pogawedki poprosilem pp o tylko jak najwyzszy mandat jaki tylko mi moga dac za moje wystepki... drzwi otworzone, WOLNOSC prawie jak w europie
4. pan p. rzucil mimochodem przez okienko swego auta, na pozegnanie 'do zobaczenia w sadzie'... na co usmiechnalem sie od ucha do ucha i serdecznie zaczalem sie z nich smiac..
TERAZ..
wrocilem do irlandii, po czym dostaje tel. od matki, ze przychodzi cos do odebrania z sadu, a moze to byc tylko jedna rzecz... mowie, zeby nie odbierala. po czym zawiadomienie wymagajace podpisu na mohe nazwisko przychodzi po raz drugi, wiec mowie zeby tez nie odbierala.... pozniej (w skrocie) przychodzi normalny list z czyms-tam-z-sadu (taz na moje nazwisko..). droga znajomosci dowiadujemy sie ze:
-pp wyslal mnie do sadu
-po 2 listach wolajacych mnie na sprawe, ktore nie zostaly odebrane, sprawa i tak sie odbyla
-dostalem miesiac robot spolecznych
..
podsumowujac:
-kiedy pp mnie zatrzymali byl ze mna moj kolega, ktory prowadzil auto, nie byl pijany, pp go widzieli, calosc rozegrala sie na przestrzeni 9m kw. wiec kolega byl swiadkiem tego co ja mowie i co oni mowia. kiedy pp. wsadzili mnie do auta, kolega stal jakis metr od auta..
- pp. nie wystawili mi mandatu (pomimo tego ze prosilem o jak najsurowszy wymiar kary), nie postawili zadnego pytania, nie wlepili mi mandatu itd,itp (stwierdzili "ze musze byc nacpany czy cos.." na co prosilem o przeszukanie, ale tego tez nie zrobili..)
Panow Policjantow bylo 2
moje wrazenie:
-pp. wiedzieli ze nie jestem z pl
- kolega prowadzil auto na rejestracjach uk
- pp wydaje mi sie ze stwierdzil ze w sadzie i tak nie bede mial swiadka (auto na uk blachach) ktory by przytoczyl moja wersje.
-kolega, ktory byl obecny przy zdarzeniu mieszka w promieniu 10 km, ma firme w polsce, zyje w polsce ... ale
placi podatki oraz jezdzi autem na blachach uk.
ale jako swiadek jest dostepny od reki;d
ufff..
czy moge cos z tym zrobic?
czy moge panu policjantowi (tylko temu 1, drugi nic nie mowil
zalozyc sprawe, bo przeciez musial sie gdzies w ktoryms miejscu za mnie podpisac... poza tym nie wolno im az tak ja wiem ze nie bylem zbyt grzeczny i kulturalny ale niestety pp nie mieli jak sie odgryzc, jak tylko wlepic mi mandat za alko + slownictwo... ale chcieli wiecej i czy dali rade??
sorry jesli zle forum
moj problem:
mieszkam w irlandii, bylem na urlopie w polsce, pilem piwo na ulicy, podjechala do mnie policja:
1. zaczeli mnie sprawdzac w komputerze, w tym czasie prawie wytrzezwialem, wiec zaczalem sie robic niemily dla panow p. uzywalem slow powszechnie uwazanych za obrazliwe w publicznym miejscu + picie alkoholu.
2. zaczalem naduzywac slow powszechnie uwazanych za wulgarne w obecnosci strozow prawa, nie obrazajac ich samych (czyt: pp. do mnie:"blablabla... moze troche kultury itd... i nie jestesmy na ty... blablabla", ja(cytat):"a moze ja jestem cham je&*(y, pomyslales..?" ... ogolnie rzecz biorac po 5minutach biedacy mowili ze oni maja przykazane lapac:
- babcie przechodzace na czerwonym
- ludzi pijacych piwo w miejscach dotepnych tylko dla tych wlasnie pijacych & policji itp.
3. pan p. wsadzil mnie do swego odrzutowego forda micry, zaczal do mnie mowic takze na 'ty' za co oczywiscie nie mam pretensji, ale ogolnie rzecz biorac 'ulzylo' mi kiedy mnie dali usiasc w aucie, tzn wiekszych ekscesow nie bylo. sprawdzili co mieli posprawdzac, nie mieli sie do czego przyczepic, takze puscili.... pod koniec pogawedki poprosilem pp o tylko jak najwyzszy mandat jaki tylko mi moga dac za moje wystepki... drzwi otworzone, WOLNOSC prawie jak w europie
4. pan p. rzucil mimochodem przez okienko swego auta, na pozegnanie 'do zobaczenia w sadzie'... na co usmiechnalem sie od ucha do ucha i serdecznie zaczalem sie z nich smiac..
TERAZ..
wrocilem do irlandii, po czym dostaje tel. od matki, ze przychodzi cos do odebrania z sadu, a moze to byc tylko jedna rzecz... mowie, zeby nie odbierala. po czym zawiadomienie wymagajace podpisu na mohe nazwisko przychodzi po raz drugi, wiec mowie zeby tez nie odbierala.... pozniej (w skrocie) przychodzi normalny list z czyms-tam-z-sadu (taz na moje nazwisko..). droga znajomosci dowiadujemy sie ze:
-pp wyslal mnie do sadu
-po 2 listach wolajacych mnie na sprawe, ktore nie zostaly odebrane, sprawa i tak sie odbyla
-dostalem miesiac robot spolecznych
..
podsumowujac:
-kiedy pp mnie zatrzymali byl ze mna moj kolega, ktory prowadzil auto, nie byl pijany, pp go widzieli, calosc rozegrala sie na przestrzeni 9m kw. wiec kolega byl swiadkiem tego co ja mowie i co oni mowia. kiedy pp. wsadzili mnie do auta, kolega stal jakis metr od auta..
- pp. nie wystawili mi mandatu (pomimo tego ze prosilem o jak najsurowszy wymiar kary), nie postawili zadnego pytania, nie wlepili mi mandatu itd,itp (stwierdzili "ze musze byc nacpany czy cos.." na co prosilem o przeszukanie, ale tego tez nie zrobili..)
Panow Policjantow bylo 2
moje wrazenie:
-pp. wiedzieli ze nie jestem z pl
- kolega prowadzil auto na rejestracjach uk
- pp wydaje mi sie ze stwierdzil ze w sadzie i tak nie bede mial swiadka (auto na uk blachach) ktory by przytoczyl moja wersje.
-kolega, ktory byl obecny przy zdarzeniu mieszka w promieniu 10 km, ma firme w polsce, zyje w polsce ... ale
placi podatki oraz jezdzi autem na blachach uk.
ale jako swiadek jest dostepny od reki;d
ufff..
czy moge cos z tym zrobic?
czy moge panu policjantowi (tylko temu 1, drugi nic nie mowil
sorry jesli zle forum