N
new.stick
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2007
- Odpowiedzi
- 4
Witam,
Wczoraj uczestniczyłem w kolizji drogowej której skutki są dla mnie nie do końca przekonujące więc bardzo proszę o opinię/rady.
Zdarzenie miało na prostej, brukowanej drodze dwukierunkowej ok. godz. 18:00 (droga sucha, bez pasów na jezdni). Na drodze jechałem tylko ja i za mną jeden samochód w odległości ok. 3-4 m za mną. Zacząłem właśnie bardzo zwalniać do ok. 10 km/h gdyż za ok. 5 metrów po przeciwległej stronie jezdni znajdował się wjazd do mojej posesji. Sprawdziłem w lusterku bocznym, za mną jechał tylko wspomniany samochód, dałem więc kierunkowskaz skrętu w lewo (do bramy wjazdowej) i po przejechaniu ok. 2-3 m z włączonym kierunkowskazem zacząłem skręcać w kierunku bramy wjazdowej. W tym momencie samochód jadący za mną zaczął mnie wyprzedzać co skończyło się lekkim uderzeniem jego prawym błotnikiem w moje lewe drzwi od strony kierowcy. Samochód mnie wyprzedzający nie miał włączonych kierunkowskazów. Po zdarzeniu kierowca samochodu który we mnie wjechał przyznał się że się spieszył i nie zauważył na czas mojego kierunkowskazu i że przykro mu że tak wyszło. Czyja jest wina?
Według policji … moja, bo zajechałem drogę wyprzedzającemu mnie panu. Tyle że ja gdy upewniałem się przed skrętem czy ktoś mnie nie wyprzedza widziałem samochód jadący za mną a nie na pasie obok i według mnie nie miałem możliwości uniknięcia kolizji. Dostałem mandat i punkty karne. Dodam jeszcze, że nie sprawdzono naszej trzeźwości a decyzja Policji o mojej winie zapadła jedynie na podstawie moich zeznań. Drugi pan wszedł do samochodu Policji po mnie i chyba już nie musiał opisywać zdarzenia no bo niby po co skoro winny został już ukarany.
Pomóżcie mi proszę odpowiedzieć na pytanie:
Czy była to moja wina?
Czy/ jak mogłem uniknąć kolizji?
Czy można jeszcze coś z tym zrobić?
Wczoraj uczestniczyłem w kolizji drogowej której skutki są dla mnie nie do końca przekonujące więc bardzo proszę o opinię/rady.
Zdarzenie miało na prostej, brukowanej drodze dwukierunkowej ok. godz. 18:00 (droga sucha, bez pasów na jezdni). Na drodze jechałem tylko ja i za mną jeden samochód w odległości ok. 3-4 m za mną. Zacząłem właśnie bardzo zwalniać do ok. 10 km/h gdyż za ok. 5 metrów po przeciwległej stronie jezdni znajdował się wjazd do mojej posesji. Sprawdziłem w lusterku bocznym, za mną jechał tylko wspomniany samochód, dałem więc kierunkowskaz skrętu w lewo (do bramy wjazdowej) i po przejechaniu ok. 2-3 m z włączonym kierunkowskazem zacząłem skręcać w kierunku bramy wjazdowej. W tym momencie samochód jadący za mną zaczął mnie wyprzedzać co skończyło się lekkim uderzeniem jego prawym błotnikiem w moje lewe drzwi od strony kierowcy. Samochód mnie wyprzedzający nie miał włączonych kierunkowskazów. Po zdarzeniu kierowca samochodu który we mnie wjechał przyznał się że się spieszył i nie zauważył na czas mojego kierunkowskazu i że przykro mu że tak wyszło. Czyja jest wina?
Według policji … moja, bo zajechałem drogę wyprzedzającemu mnie panu. Tyle że ja gdy upewniałem się przed skrętem czy ktoś mnie nie wyprzedza widziałem samochód jadący za mną a nie na pasie obok i według mnie nie miałem możliwości uniknięcia kolizji. Dostałem mandat i punkty karne. Dodam jeszcze, że nie sprawdzono naszej trzeźwości a decyzja Policji o mojej winie zapadła jedynie na podstawie moich zeznań. Drugi pan wszedł do samochodu Policji po mnie i chyba już nie musiał opisywać zdarzenia no bo niby po co skoro winny został już ukarany.
Pomóżcie mi proszę odpowiedzieć na pytanie:
Czy była to moja wina?
Czy/ jak mogłem uniknąć kolizji?
Czy można jeszcze coś z tym zrobić?