Kolizja z najechaniem na tył auta, a nie dostosowanie się do warunków drogowych?

  • Autor wątku Autor wątku MieszkanieKomunalne
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

MieszkanieKomunalne

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2012
Odpowiedzi
7
Witam :) przeglądam Forum już drugi dzień, ale nie widzę podobnego tematu, a chciałbym się coś podpytać... Otóż: 22 stycznia moja żona miała kolizję, ale zacznijmy od początku. Żona jest kelnerką. Kończyła w nocy pracę, a razem z nią barman i kucharz. Kucharz po pracy jednak pozwolił sobie na "wyluzowanie" i upił się, a do domu jakoś musiał dotrzeć. Chciał wracać własnym autem, jednak moja żona i barman postanowili go od tego pomysłu odwieźć. Padła propozycja, aby ona jechała własnym autem za pojazdem kucharza, w którym będzie jechał on i jako kierowca wspomniany wcześniej barman (ona po to, żeby barmana też ktoś potem odstawił). Pech chciał, że gdy byli już prawie pod domem kucharza, ten nie poinformował barmana wcześniej gdzie mieszka, który to z kolei zaczął ostro hamować na pokrytej lodem nawierzchni. Zaczęło nim troszkę rzucać po ulicy, jakby tracił panowanie nad autem. W związku z tą sytuacją mimo zachowania pewnej odległości żonie nie udało się już wyhamować i nasz Citroen spotkał się z Oplem kucharza. Wszystko co piszę to jej relacja, mnie przy tym nie było. Pytanie teraz jest takie- kto w tej sytuacji jest winny? Wiem, jak to wygląda ta cała historia... Jak scenariusz do dobrego filmu... Wiem też, że w większości przypadków jest to wina kierowcy z tyłu, ale czy tak będzie też w tym przypadku? Wydaje mi się, że on nie powinien tak drastycznie hamować mając świadomość panujących wtedy warunków. Czytałem na temat art. 19 prawa o ruchu drogowym, ale nie wiem czy ma on tutaj zastosowanie... Zniszczenia aut nie są duże, ale nie o to chodzi. Chodzi o samą winę, a ponieważ OC jest dziś drogie to wolałbym się wcześniej rozpytać, zanim żona podpisze oświadczenie o winie... Czy ktoś może mi podpowiedzieć jak to wygląda prawnie? Pozdrawiam
 
Skoro zaczął się ślizgać to droga jego hamowania się wydłużyła więc żona miała jeszcze więcej czasu na reakcję. Ewidentnie nie zachowała bezpiecznej odległości.
 
Skoro tak... A co z jego gwałtownym hamowaniem? Nie jest to okoliczność, która trochę zmienia?
 
Nie. Kierujacy pojazdem z tylu powinien taka sytacje przewidziec i zachowac taka odleglosc, aby nagle hamowanie tego z przodu nie spowodowalo kolizji
 
Za wątpliwości w takiej sytuacji powinni kierować na ponowny egzamin na PJ.
Nie dostosowanie prędkości do warunków drogowych połączone z niezachowaniem bezpiecznej odległości.
Wszystko inne to mydlenie oczu.
 
Shocked napisał:
Za wątpliwości w takiej sytuacji powinni kierować na ponowny egzamin na PJ.
Nie dostosowanie prędkości do warunków drogowych połączone z niezachowaniem bezpiecznej odległości.
Wszystko inne to mydlenie oczu.

dokładnie - załatwic to miedzy soba :))
 
Powrót
Góra