Konfiskata telefonu małoletniemu

  • Autor wątku Autor wątku Maxflo
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Maxflo

Nowy użytkownik
Dołączył
02.2010
Odpowiedzi
9
Witam. Sprawa wygląda następująco: synowi odebrano telefon podczas lekcji. Czy używał czy nie używał telefonu to juz jest sprawa drugorzędna. Status szkoły mówi że nauczyciel może odebrać telefon dziecku. Zatem wporząku to jest zrozumiałe...ale w moim rozumieniu wygląda to tak, że ja jako osoba dorosła - rodzic mogę odebrać de facto moją własność, bo telefon jest przecież mój, a nie syna. Ja na niego zarobiłem itp...Okazuje się, że nie chcą wydać mi moją włąsność, bo okres przetrzymania, kofiskaty, a w moim rozumieniu przywłaszczenia trwa 2 tygodnie.
Status nie mówi ile może trwać konfiskata ale Pani, która uważa się za ciało pedagogiczne oznajmiłą mi że będzie własnie trwać to 2 tygodnie. Równie dobrze możę sobie wymyślić, że będzie to trwało pół roku bo status nie mówi o ramach czasowych. Nie zmienia to faktu, że nie rozumiem jakim prawem możę mi przetrzyywać telefon...Czy jest ktoś w stanie mi to wytłumaczyć? Czy status którego nie podpisywałem jest ważniejszy niż prawo własności?

Chciałbym też przybliżyć sytuację, że to jest mała miejscowość ...zamknięta klika z licznymi powiązaniami i trzeba im utrzeć nosa...
 
W sytuacji awaryjnej napisać wezwanie do niezwłocznego wydania przedmiotu własności, przetrzymywanego bez postawy prawnej. Statut szkoły jest to akt wewnętrzny i może być niezgodny z normami prawa powszechnego. Ew zgłoszenie na policję.
 
Zaproponowano mi właśnie napisanie odwołania, co mnie szczerze mówiąć nie satysfakcjonuje, i łaskawie ma się zebrać "ciało" pedagogiczne...i może oddzadzą mi telefon. Co jest parodią. Najbardziej wkurza mnie to, że szkoła twierdzi, że działa zgodnie z prawem i rzekomo status jest zgodny z prawem. Ja rozumiem, że dziecko zrobiło żle i poniesie konsekwencje, ale wydaje mi sie, że nikt nie ma prawa przywłaszczać mojego mienia.

I pytam wprost czy mogę zgłosić sprawę na policję? I czy mam 100% rację co do tego, że muszą mi oddać telefon? Teraz natychmiast a nie łaskawie po napisaniu odwołania, bo nie mam zamiaru prosić się o oddanie mojej własności komukolwiek, a na pewno nie nauczycielowi, który myśli, że na pipidówie znaczy coś więcej niż inni ludzie...
 
Idz do nich i ich nagraj/lub ze swiadkiem jak wzywasz ich w tej chwili do wydania twojej wlasnosci z inormacja, ze w innym przadku kierujesz sprawe na policje.
Jak nie oddadza idziesz na policje.
 
Zatem mógłby mi ktoś powiedzieć jak się ma status szkoły do prawa? Czy szkoła działa w świetle prawa? Czy nie? Konkrety....
Zaznaczam, że szkoła możę zatrzymać telefon dziecku, ale dlaczego nie chce oddać mi telefonu? Wg mnie to bezprawie...
Posłać sprawę na policje?
 
Momentami można zgłupieć, bo ta Pani nauczycielka pewna siebie twierdzi, że działa w świetle prawa i status jest skonsultwany z prawnikiem....i twierdzi, że to ona jest górą...co wydaje mi się bzdurą...
 
Proszę iść na policję. Konsekwencje tego będzie ponosiło dziecko. Proszę mieć to na uwadze.
 
Zdaje sobie sprawę, że możę to się odbić na dziecku, ale skoro Pani nauczycielka na jakikolwiek mój arument odsyła mnie z kwitkiem to chyba innego wyjścia nie ma...

A jak rzeczywiście odbiję się to na dziecku to będzie świadczyłotylko o nieudolnośći tych nauczycieli i ich niskim poziomie. Wtedy można napisać skargę na danego nauczyciela do kuratorium. Mam czas i chęci żeby troszkę powalczyć.

Na szczęście o dziecko się nie martwię, bo się dobrze uczy a wyniki zawsze się same obronią.
 
Ok. Zrobi pani jak pani chce. Dziękuję za poradę
 
Maxflo napisał:
Czy używał czy nie używał telefonu to juz jest sprawa drugorzędna.
naprawdę? jak sobie wyobrażasz prowadzenie lekcji, podczas gdy pół klasy sobie telefonuje, puszcza sms itp?
Nie jestem nauczycielem, ale używanie telefonu na lekcji źle świadczy o dziecku i o tobie, a w ogóle się do tego nie odnosisz, ważniejsze jest dla ciebie "ucieranie nosa"!
 
No dokładnie. Nie chcę oceniać ale człowiek się produkuje a nawet słowa podzięki brak, szkoda...
 
Powrót
Góra