G
GodzinęWymyślamNick
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2019
- Odpowiedzi
- 1
Witam! Przeszukałam już forum, ale nie znalazłam odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie, a niestety sprawa jest dość pilna (mam czas do 6stego lutego na znalezienie odpowiedzi).
Mamy problem z wychowawczynią syna. Zgodnie z jej prośbą skonsultowałam go w poradni psychologiczno- pedagogicznej, zapisałam go tez do psychiatry. Jestem niemal codziennie nagabywana i wypytywana na ten temat, choć nauczycielka doskonale zna terminy wizyt u poszczególnych specjalistów. Syn z otwartego, chętnego do nauki dziecka, stał się zamkniętym w sobie kłębkiem nerwów, który niejednokrotnie wymiotował na widok podręczników szkolnych! Nauczycielka przeinacza moje słowa. Przykład: podczas spotkania z p. psycholog i p. pedagog powiedziała, że we wrześniu BŁAGAŁAM ją o pomoc, podczas gdy w rzeczywistości pani zasugerowała wizytę w PPP, a ja przystałam na ta propozycję. Codziennie syn przynosi idiotyczne uwagi np "pani syn wchodzi pod ławkę"- wszedł sięgnąć ołówek, co potwierdziła obserwująca go pani psycholog. Nie rozumiem dlaczego nauczyciel- mówiąc kolokwialnie- robi wariata z dziecka, które dotąd przez 2 lata przedszkola i rok zerówki w szkole nie wykazywało najmniejszych odstępstw od normy... Nauczycielka zabroniła mu wyjazdu z innymi dziećmi na wycieczkę, stanęła po stronie kilku chłopców, którzy bili moje dziecko i pchnęli na ścianę, ponieważ mój syn pomachał do nich butelką... Wygoniła syna z toalety na przerwie, ponieważ w drodze do kabiny powiedział "Uuu", nie pozwoliła mu zabrać kanapki na stołówkę w czasie przerwy obiadowej, wstawiła najgorsza ocenę z zachowania, ponieważ na wfie powiedział do kolegi "o, twoja drużyna zaraz wygra!", oddziela go od każdego chłopca, z którym syn złapie kontakt (nawet podczas przerw). Inni rodzice mają podobne spostrzeżenia, ale nie chca nic z tym robić. Jedna z mam powiedziała mi, że dyrekcja szkoły jest jeszcze gorsza... Przeniosę syna do innej szkoły, żal jego męczenia i naszych nerwów, ale teraz... Do czego zmierzam. Wczoraj dostałam notkę, że po zebraniu pani "powiadomi mnie o dalszych krokach jakie zamierza podjąć". Po pierwsze: jakie to mają być kroki? Na co mogę się przygotować? Jakie sa moje prawa w takiej sytuacji, jak wykazać, że problem nie tkwi w moim dziecku, które do września było całkowicie normalne i grzeczne? Które podczas zastępstw zachowuje się poprawnie i nikt nie zgłasza z jego powodu skarg? Co robić, jeśli nauczycielka zarzuca mi brak kontaktu, podczas gdy pisze maile w środku nocy? Pani czuje się bezkarna, ponieważ dyrekcja stoi za nią murem, więc dyrekcji angażować nie mogę. Czy p. nauczycielka narusza prawo sugerując chorobę psychiczną 7letniemu dziecku?
Mamy problem z wychowawczynią syna. Zgodnie z jej prośbą skonsultowałam go w poradni psychologiczno- pedagogicznej, zapisałam go tez do psychiatry. Jestem niemal codziennie nagabywana i wypytywana na ten temat, choć nauczycielka doskonale zna terminy wizyt u poszczególnych specjalistów. Syn z otwartego, chętnego do nauki dziecka, stał się zamkniętym w sobie kłębkiem nerwów, który niejednokrotnie wymiotował na widok podręczników szkolnych! Nauczycielka przeinacza moje słowa. Przykład: podczas spotkania z p. psycholog i p. pedagog powiedziała, że we wrześniu BŁAGAŁAM ją o pomoc, podczas gdy w rzeczywistości pani zasugerowała wizytę w PPP, a ja przystałam na ta propozycję. Codziennie syn przynosi idiotyczne uwagi np "pani syn wchodzi pod ławkę"- wszedł sięgnąć ołówek, co potwierdziła obserwująca go pani psycholog. Nie rozumiem dlaczego nauczyciel- mówiąc kolokwialnie- robi wariata z dziecka, które dotąd przez 2 lata przedszkola i rok zerówki w szkole nie wykazywało najmniejszych odstępstw od normy... Nauczycielka zabroniła mu wyjazdu z innymi dziećmi na wycieczkę, stanęła po stronie kilku chłopców, którzy bili moje dziecko i pchnęli na ścianę, ponieważ mój syn pomachał do nich butelką... Wygoniła syna z toalety na przerwie, ponieważ w drodze do kabiny powiedział "Uuu", nie pozwoliła mu zabrać kanapki na stołówkę w czasie przerwy obiadowej, wstawiła najgorsza ocenę z zachowania, ponieważ na wfie powiedział do kolegi "o, twoja drużyna zaraz wygra!", oddziela go od każdego chłopca, z którym syn złapie kontakt (nawet podczas przerw). Inni rodzice mają podobne spostrzeżenia, ale nie chca nic z tym robić. Jedna z mam powiedziała mi, że dyrekcja szkoły jest jeszcze gorsza... Przeniosę syna do innej szkoły, żal jego męczenia i naszych nerwów, ale teraz... Do czego zmierzam. Wczoraj dostałam notkę, że po zebraniu pani "powiadomi mnie o dalszych krokach jakie zamierza podjąć". Po pierwsze: jakie to mają być kroki? Na co mogę się przygotować? Jakie sa moje prawa w takiej sytuacji, jak wykazać, że problem nie tkwi w moim dziecku, które do września było całkowicie normalne i grzeczne? Które podczas zastępstw zachowuje się poprawnie i nikt nie zgłasza z jego powodu skarg? Co robić, jeśli nauczycielka zarzuca mi brak kontaktu, podczas gdy pisze maile w środku nocy? Pani czuje się bezkarna, ponieważ dyrekcja stoi za nią murem, więc dyrekcji angażować nie mogę. Czy p. nauczycielka narusza prawo sugerując chorobę psychiczną 7letniemu dziecku?