N
n0n4m3
Witam,
po całym zamieszaniu z lekcjami prowadzonymi w trybie zdalnym, po powrocie do szkoły ciężko jest nie zauważyć, że niektórzy nauczyciele chyba zbyt bardzo się przyzwyczaili do prowadzenia lekcji poprzez korzystanie z materiałów zamieszczonych na wspomnianej przeze mnie platformie.
Oczywiście nie mam nic przeciwko, żeby nauczyciel w celu zobrazowania danego tematu korzystał z nagrania i pokazywał jakieś jego urywki, gdzie wówczas takie nagranie służy mu jako pomoc w wyjaśnianiu niektórych tematów. Jednak niektórym z nich - mam wrażenie, że chyba się nieco pomyliły role i zamiast nauczyciela w klasie mamy osobę, która przychodzi, żeby "puścić nam filmik na YouTube'ie". Uważam, że jeżeli ktoś jest nauczycielem, to jego rolą jest przekazywać wiedzę, a nie włączyć filmik kogoś innego i takie coś uznać za realizowanie materiału - bo do tego chyba nie potrzeba kończyć żadnych studiów.
Zastanawia mnie jak wygląda sytuacja w przypadku, gdy załóżmy pojawi się u kogoś problem z zaliczeniem semestru? Lekcje wyglądały tak, a nie inaczej i nauczyciel nagle stwierdza, że na sam koniec, praktycznie w ostatnim momencie przed wystawieniem ocen będzie wymagał czegoś, czego w zasadzie nawet sam nie tłumaczył. Na stwierdzenia niektórych osób, że nie rozumieją jakiegoś aspektu, padała odpowiedź w stylu "to sobie w domu jeszcze raz oglądniecie". Dodam, że chodzi o szkołę średnią, a na dodatek nauczyciel prowadził zajęcia w sali w której są kamery i z tego co wiem nagrywają one także dźwięk.
po całym zamieszaniu z lekcjami prowadzonymi w trybie zdalnym, po powrocie do szkoły ciężko jest nie zauważyć, że niektórzy nauczyciele chyba zbyt bardzo się przyzwyczaili do prowadzenia lekcji poprzez korzystanie z materiałów zamieszczonych na wspomnianej przeze mnie platformie.
Oczywiście nie mam nic przeciwko, żeby nauczyciel w celu zobrazowania danego tematu korzystał z nagrania i pokazywał jakieś jego urywki, gdzie wówczas takie nagranie służy mu jako pomoc w wyjaśnianiu niektórych tematów. Jednak niektórym z nich - mam wrażenie, że chyba się nieco pomyliły role i zamiast nauczyciela w klasie mamy osobę, która przychodzi, żeby "puścić nam filmik na YouTube'ie". Uważam, że jeżeli ktoś jest nauczycielem, to jego rolą jest przekazywać wiedzę, a nie włączyć filmik kogoś innego i takie coś uznać za realizowanie materiału - bo do tego chyba nie potrzeba kończyć żadnych studiów.
Zastanawia mnie jak wygląda sytuacja w przypadku, gdy załóżmy pojawi się u kogoś problem z zaliczeniem semestru? Lekcje wyglądały tak, a nie inaczej i nauczyciel nagle stwierdza, że na sam koniec, praktycznie w ostatnim momencie przed wystawieniem ocen będzie wymagał czegoś, czego w zasadzie nawet sam nie tłumaczył. Na stwierdzenia niektórych osób, że nie rozumieją jakiegoś aspektu, padała odpowiedź w stylu "to sobie w domu jeszcze raz oglądniecie". Dodam, że chodzi o szkołę średnią, a na dodatek nauczyciel prowadził zajęcia w sali w której są kamery i z tego co wiem nagrywają one także dźwięk.