Kowalski vs zleceniobiorca ?

  • Autor wątku Autor wątku 1024
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
1

1024

Nowy użytkownik
Dołączył
03.2009
Odpowiedzi
14
Witam

Chcac przetestowac ludzi z internetu co chodzi o powierzenie jakiejs pracy postąpiłem w pewien sposob...

Finalnie znalazłem odpowiednia osobe ktora od samego poczatku wzbudziła moje zaufanie. Dostałem zamowiony program w takiej formie w jakiej tego oczekiwalem. Płaciłem za to oczywiscie bez umowy. Kiedy praca doszła do 1/5 tego co chce zrealizowac zatrzymałem sie i pomyslałem: wykonawca jest uczciwy i pomocny, wypada przejsc do fazy 2, podpisac umowe bo zblizaja sie rzeczy wazne dla mnie.

Zaproponowałem umowe o dzieło z przeniesieniem praw.

Troszke było oporu bo wykonawca jest student ktory mieszka raz tu raz tam i na dodatek ta osoba nie posiadała jeszcze swojego NIPu.

Poprosilem wiec o NIP i po pewnych ociąganiach, dostałem i NIP.

Z tego forum przesłałem sprawdzoną przez was umowe do mojego wykonawcy, taka wersja podgladowa. Na tym forum napisano ze brakuje PESELU, nazwy banku i nr konta.

Wykonawca napisał do mnie ze umowe chyba powinien napisac prawnik (lub sprawdzic czy jakos tak), ze zawiera błedy jakies literki w nazwach programow podał.

Uznałem ze moze miec racje i poprosilem tylko o maila z PESELEM nr konta i nazwa banku zeby potem juz nie zawracac głowy - poprosilem w jednym mailu wszystko.

Dostałem pstryczka ze nie trzymam porządku, jednak poprosilem ponownie i jeszcze raz zdaje sie.
Powiedział podesle jutro. Czego nie uczynił.

Wczesniej zdaje sie powiedzial ze ktos ze jego rodziny prowadzi kancelarie wiec wiedzac i o tym poprosiłem o nr telefonu - chcialem zapłacic za usluge i dostac w sam raz dwie rzeczy - niestety bez odzewu, totalna cisza.

Jego opór zaczął mnie niepokoić. Zacząłem się wiec zastanawiac i nawet żartowac pisząc - co boisz sie ze zmusze cie do podpisania przystawiajac ci dubeltówke do głowy...

Niestety żarty żartami nic nie dostałem, takie olewanie za to odczułem.

Zadzwonilem do urzędu skarbowego i po dobijaniach dostalem jakies tam informacje i zebym dzwonil gdzies indziej. Dzwonilem poniewaz chciałem sie upewnic czy moge ja zapłacic ten podatek. Okazało sie ze moge tylko musze to tam w umowie ująć. Jednak czułem niedosyt informacji. Udalem sie osobiscie do urzedu, dostałem pewien nr telefonu gdzie bezpłatnie moge zaczerpnac rady w temacie umowe o dzieło....

Poinformowalem wykonawce ze jeszcze musze niestety zadzwonic w nowym tygodniu aby rozwiac moje wątpliwosci.

Dostalem od niego odpowiedz, powiedział no to zapłąc mi to co zaległe a potem podpiszemy umowe.

Napisalem ze będzie lepiej gdy zapłące po podpisaniu umowy bo cos mi sie widzi ze cos kręci, ze ten Pesel nie chcial dac itp. Rozmowa pozbawiona sensu gdyz wogole nie zmierzal aby mi go dac.

Naskoczył na mnie ze w grudniu wykonal dla mnie ostatnie zlecenie i nie dostał zapłaty. Uwaga zaplacilem blisko 2tys zł a on teraz upomina sie o 250zł. W grudniu pytałem sie czy mu zapłacic te 250zł, jednak miał robic dla mnie wiecej wiec uznalismy ze zaplace wraz z zakonczeniem kolejnego erapu pracy. Jednak pojawiły sie problemy poniewaz wydluzylo sie w czasie to wszsytko. Ja musialem wiedziec czy moge wykorzystac bezplatne biblioteki komercyjnie i na to czekałem. Potem planowalem i projektowałem komendy ktore budowały w aplikacji pewne inne funkcjonalnosci. Jako amator strasznie sie z tym wlekłem, jednak przed przystąpieniem do tego całego projektu wykonawca znał moje zdanie - wyrazilem jasno ze czas dla mnie nie gra specjalnie roli moze to trwac i z rok. Co jakis czas chcialem doadawac nowe pomysly do programu.................

Mowie wiec do niego że wypłąta tych pieniedzy nie jest dla mnie żadnym problemem, problemem jest to ze nie wiem czemu zaczyna unikac umowy. Ze posiadam legalne aplikacje i chciałbym miec i umowe na to co robimy zeby wszystko wygladało dobrze...

Przeczuwam ze moja umowa była jak na amatora dosc dobra skoro zaczął sie wywijac.

Pomyslałem, nie bede sie z kims spierał, napisze umowe tak aby i on był zadowolony jak i ja. Jednak juz nie moglem nic zmienic.

Dostalem ultimatum. Ze albo zapłące do konca tego tygodnia zaległosc albo zajmie sie tą sprawą sąd.

No i mamy z byle czego sprawe o byle co w zasadzie, poniewaz umowa jest prosta i zupelnie nazwałbym to - weryfikujaca ze nie naruszamy programem prywatnosci osob trzecich.

I tu wyczulem czuly punkt. Zaczyna mi powaznie źle pachniec ten program. Jak twierdzi wykonawca to był program szkoleniowy na zasadzie tutoriala dla mnie co nie jest prawdą. To program w ktorym była mowa ze bedzie działac darmowo lub komercyjnie w przyszłosci.

No i teraz pytanie jak załagodzic sprawe aby dojsc jak ludzie normalni do porozumienia. Wiem ze umowy nie podpisze, dostał podglądówke a napisał ze nie dostał odemnie umowy. Nie wiem jak to rozumiec.

Posiadam legalne oprogramowanie oraz licencje na biblioteki ktore wykorzystywal do tworzenia aplikacji.

Jestem tworcą i pomysłodawcą jak i wlascicielem praw autorskich do komend ktore pisalem dla niego a one realizował funkcje tych komend.
Czyli program jako aplikacja jest moim pomyslelem, moim zestawem funkcjonalnosci ktore przemyslalem i ktore on zrealizował pisząc kod programu.

Ujął takze ze nie mam do tego praw, co z mojego punktu widzenia nie jest prawdą gdyz jestem pomysłodawcą i dostawcą plików flasha ktore zawieraly komendy ktore odpalało sie w jego aplikacji.
W jego aplikacji nazwy moich komend oraz jaka pełniły tam funkcje przypadaja mnie, napisał ty tu jestes szefem ty wymyslaj ja realizuje....

Proszę o poradę jak rozwiązac te sprawe aby nie było roku jeżdzenia po sądzie w tak blachej sprawie. Na dodatek dodał ze zapłace za sprawe, to troche dziwne bo on mi ją chce założyc. Z tego co wiem to przegrany płaci wszystkie koszta. To bez sensu tak to zakonczyc chciałbym i chciałem łagodnie ale wyprowadził mnie z rownowagi - olewaniem mnie. Zawsze byłem wypłacalny w duzo wiekszych kwotach.

Bardzo prosze o poradę pierwszy raz stykam sie wogole z umową i tego typu sytuacją.

EDIT: Posty należy pisać po polsku, przy użyciu polskich liter!!!
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
1024 napisał:
Finalnie znalazłem odpowiednia osobę która od samego początku wzbudziła moje zaufanie. Dostałem zamówiony program w takiej formie w jakiej tego oczekiwałem. Płaciłem za to oczywiście bez umowy.
Problem w tym, że płaciłeś zgodnie z umową - tyle, tylko, że była to umowa ustna. Mieliście zawartą pomiędzy sobą umowę o dzieło. Poczytaj na początek więcej o umowach o dzieło - http://forumprawne.org/umowy-zlecenia-o-dzielo/73780-kodeks-cywilny-umowy-o-dzielo.html.
Naskoczył na mnie ze w grudniu wykonał dla mnie ostatnie zlecenie i nie dostał zapłaty. Uwaga zapłaciłem blisko 2tys zł a on teraz upomina się o 250zł. W grudniu pytałem się czy mu zapłacić te 250zł, jednak miał robić dla mnie więcej wiec uznaliśmy ze zapłacę wraz z zakończeniem kolejnego etapu pracy.

Dostałem ultimatum. Że albo zapłacę do końca tego tygodnia zaległość albo zajmie się tą sprawą sąd.
rozumiem, że ultimatum odnosiło się do owych 250zł. No, cóż, jeśli było faktycznie ustalone, że płatność będzie połączona z innymi późniejszymi, a da się to jakoś udowodnić (maile?), to wygląda, że wykonawca nie ma racji.
No i teraz pytanie jak załagodzić sprawę aby dojść jak ludzie normalni do porozumienia. Wiem ze umowy nie podpisze, dostał podglądowe a napisał ze nie dostał ode mnie umowy. Nie wiem jak to rozumieć.
powiedziałbym tak: zapłacić wykonawcy owo 250zł, a następnie odstąpić od umowy, zapomnieć o całej sprawie i niech wykonawca będzie szczęśliwy, że nie będzie musiał płacić odszkodowania (vide z Art.635. - 636.kc).
Jestem twórcą i pomysłodawcą jak i właścicielem praw autorskich do komend które pisałem dla niego a one realizował funkcje tych komend.
muszę Cię zmartwić, jeśli dobrze rozumiem przez ciebie użyte słowo komenda (jako opcje wyboru), to mała jest szansa, aby można je uznać z utwory w świetle Art.1. USTAWY z dnia 4 lutego 1994 r. "o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (zwanej dalej upaipp) - czyli aby były twórcze i posiadały indywidualny charakter. Zaś same pomysły, algorytmy czy idee nie są chronione przez upaipp (Art.1.).
Czyli program jako aplikacja jest moim pomysłem, moim zestawem funkcjonalności które przemyślałem i które on zrealizował pisząc kod programu.
pomysłem twoim jest, ale vide wyżej, nie przekłada się to bezpośrednio na prawa autorskie do wykonanego oprogramowania.
Ujął także ze nie mam do tego praw, co z mojego punktu widzenia nie jest prawdą gdyż jestem pomysłodawcą i dostawcą plików flasha które zawierały komendy które odpalało się w jego aplikacji.
W jego aplikacji nazwy moich komend oraz jaka pełniły tam funkcje przypadają mnie, napisał ty tu jesteś szefem ty wymyślaj ja realizuje...
czyli masz tylko prawa autorskie do dostarczonych przez siebie plików flasha - o ile jesteś ich autorem lub w inny sposób wszedłeś w posiadanie majątkowych praw autorskich do nich. Co najwyżej można by mówić w takim przypadku o współautorstwie...

A przede wszystkim, co jest istotne - abyś został posiadaczem majątkowych praw autorskich do zamówionego oprogramowania powinieneś mieć spisaną pisemną umowę z wykonawcą na przeniesienie owych praw na ciebie. Samo przekazanie Ci kodów przez wykonawcę oznacza w takim przypadku, że jesteś posiadaczem jedynie licencji na korzystanie z zamówionego oprogramowania. Więcej - Art.52. oraz 53. upaipp.
Proszę o poradę jak rozwiązać te sprawę aby nie było roku jeżdżenia po sądzie w tak błahej sprawie.
moim zdanie - jak napisałem powyżej - ugodowo. A co do lokalizacji sądu - to byłoby to sąd najbliższy twojemu miejscu zamieszkania.
Na dodatek dodał ze zapłacę za sprawę, to trochę dziwne bo on mi ją chce założyć. Z tego co wiem to przegrany płaci wszystkie koszta.
Tak, w ogólności płaci strona przegrywająca sprawę. Pytanie, kto przegra...
 
Ostatnia edycja:
Dziekuje za odpowiedzi. Zanim padła odpowiedz zadzwonilem do firmy Microsoft sprawdzajac czy to co mowił w przeszłosci jest prawda. Rzekomo jako student moze korzystac z Visual Studio Proffesional. Microsoft powiedzial ze tytuł studenta czy certyfikaty nie upowazniaja go do korzystania z tego pakietu. Zalatuje mi tu kłamstwem z jego strony, jednak nie wiem czy posiada licencje na VS. Nawet jesli posaida studencką ona nie ma mozliwosci tworzenia programow do uzytku komercyjnego a własnie wersja pro zawiera instalator za ktory mu zapłaciłem. Przeczuwam ze dlatego ociagał sie z umową i nie chciał jej podpisac bo nie ma licencji wiec program został prawdopodobnie stworzony w oparciu o nielegalne oprogramowanie.

Jakie moga byc tego konsekwencje ?
 
MS ma specjalne pakiety swoich oprogramowań dla użytku dydaktycznego dla studentów. Nie wiem czy jest taka wersja VC, ale jeśli nawet gdyby była, to regułą jest, że dla takich wersji MS daje pozwolenie wyłącznie na korzystanie w zakresie studiów - w żadnym wypadku do zastosowań komercyjnych.

No cóż, można by odpowiadać za korzystanie z oprogramowania stworzonego na nielegalnym oprogramowaniu. Bezpośrednio odpowiadałby oczywiście autor - co do korzystającego z tego oprogramowania to producent narzędzia musiałby chyba udowodnić, że nabywca oprogramowania wykonanego na tym nielegalnym narzędziu odniósł jakąś korzyść z tego faktu - czyli, że kupił je taniej niż gdyby tworzone byłoby na legalnym oprogramowaniu. Chyba, w przypadku umowy o dzieło byłoby to trudne...
 
Powrót
Góra