S
Sukkub
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2014
- Odpowiedzi
- 8
Witam.
Tydzień temu w mojej szkole miała miejsce dość nieprzyjemna sytuacja, a mianowicie ktoś postanowił zrobić mi durny "żart", który polegał na kradzieży JEDNEGO buta. Nie został on nigdzie schowany, sprzątaczki przetrząsnęły każdy możliwy kąt szkoły (nawet kratki wentylacyjne, chociaż mówiłam, że to bezsensowne, bo glan raczej by się tam nie zmieścił), podwórze, kontenery i tak dalej.
Do tej pory nie został znaleziony, sprawcy nie ma, nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał (jaaaasne). Podobno sprawa została zgłoszona przez dyrekcję na policję, ale nie jesteśmy z mamą pewne, gdyż to mała szkoła w mieścinie gdzie psy szczekają drugą stroną i pewnie dyrekcja nie chce mieć problemów, cokolwiek. Same też nie zgłaszałyśmy sprawy, bo miałyśmy nadzieję, że jednak but się znajdzie.
I teraz pytanie: czy szkoła odpowiada za rzeczy pozostawione w szatni? Zmiana obuwia jest obowiązkowa. W szkole nie ma monitoringu, szatnie nie były zamykane na klucz (nie było sensu, bo w szkole jest nie więcej niż 100 osób). Czy mogę domagać się zwrotu pieniędzy za skradzioną rzecz? Jest z tym problem, dyrektorka twierdzi, że nie zmusi uczniów do poskładania się po parę złoty, ona pewnie z kieszeni nie wyciągnie, rada rodziców milczy. Czy sprawca, jeżeli się oczywiście znajdzie, poniesie jakieś konsekwencje poza naganą w szkole?
Nie przejmowałabym się, gdyby to były 'zwkłe' trampki za grosze, ale to glan za 250zł, a ja nie śpię na pieniądzach, żeby kupić sobie kolejną parę, a taka przydałaby się, bo idzie zima a ja zostałam w samych adidasach.
Bardzo proszę o odpowiedź na pytania i ewentualne rady co dalej z tym fantem zrobić. Pozdrawiam.
Tydzień temu w mojej szkole miała miejsce dość nieprzyjemna sytuacja, a mianowicie ktoś postanowił zrobić mi durny "żart", który polegał na kradzieży JEDNEGO buta. Nie został on nigdzie schowany, sprzątaczki przetrząsnęły każdy możliwy kąt szkoły (nawet kratki wentylacyjne, chociaż mówiłam, że to bezsensowne, bo glan raczej by się tam nie zmieścił), podwórze, kontenery i tak dalej.
Do tej pory nie został znaleziony, sprawcy nie ma, nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał (jaaaasne). Podobno sprawa została zgłoszona przez dyrekcję na policję, ale nie jesteśmy z mamą pewne, gdyż to mała szkoła w mieścinie gdzie psy szczekają drugą stroną i pewnie dyrekcja nie chce mieć problemów, cokolwiek. Same też nie zgłaszałyśmy sprawy, bo miałyśmy nadzieję, że jednak but się znajdzie.
I teraz pytanie: czy szkoła odpowiada za rzeczy pozostawione w szatni? Zmiana obuwia jest obowiązkowa. W szkole nie ma monitoringu, szatnie nie były zamykane na klucz (nie było sensu, bo w szkole jest nie więcej niż 100 osób). Czy mogę domagać się zwrotu pieniędzy za skradzioną rzecz? Jest z tym problem, dyrektorka twierdzi, że nie zmusi uczniów do poskładania się po parę złoty, ona pewnie z kieszeni nie wyciągnie, rada rodziców milczy. Czy sprawca, jeżeli się oczywiście znajdzie, poniesie jakieś konsekwencje poza naganą w szkole?
Nie przejmowałabym się, gdyby to były 'zwkłe' trampki za grosze, ale to glan za 250zł, a ja nie śpię na pieniądzach, żeby kupić sobie kolejną parę, a taka przydałaby się, bo idzie zima a ja zostałam w samych adidasach.
Bardzo proszę o odpowiedź na pytania i ewentualne rady co dalej z tym fantem zrobić. Pozdrawiam.