B
bielmo75
Użytkownik
- Dołączył
- 06.2009
- Odpowiedzi
- 135
Witam,
Proszę o pomoc w interpretacji sprawcy wypadku.
Otóż jest taka sytuacja, z drogi głównej skręcałam w prawo w mniejsza uliczkę, odpowiednio wcześniej użyłam kierunkowskazu i stopniowo zatrzymywałam samochód (nie zatrzymałam się nagle jak to bywa w korkach itp), ale był ruch z przeciwległej strony więc musiałam poczekac więc zatrzymałam się całkowicie, stałam tak chwile, po czym inny samochód uderzył mnie od tyłu, skasował mi tylny lewy bok, można by teraz powiedziec, że tak, to jest winna tego drugiego kierowcy, ale... tu sie trochę komplikuje..., otóż był dodatkowy pas dla samochodów skręcających w prawo tak jak ja miałam zamiar skęcić, ale ja nie stałam cała na tym pasie, mozna powiedzieć, że w połowie, czyli polowa była na tym pasie dodatkowym a połowa pozostała na normalnym, głównym..., nie wjechałam cała na ten pas, ponieważ z uliczki do której ja chciałam wjechać wyjeżdżał inny samochód i stał tak, że jego przód był już na głównej drodze, znam tą uliczkę i wiem, że widoczność dla wyjeżdżających z niej jest słaba, żeby zobaczyć co jedzie z prawej strony na głównej drodze, kierujący musi wyjechac bardziej do przodu czyli będzie już na głównej drodze. Samochody muszą go trochę ominąć czyli zjeżdzają lekko z głównego pasa na ten pas dodatkowy na którym ja miałam stać. Jako, że samochody z naprzeciwka omijały tamten samochód i wjeżdżały na ten dodatkowy pas na którym ja miałam być z tego powodu ja nie mogłam stanąć całkowicie na tym dodatkowym pasie i dlatego w połowie pozostałam na pasie głównym.
I teraz kto jest sprawcą wypadku??? Czy ja mogę być uznana za sprawcę wypadku w tej sytuacji albo za współwinną???
Chodzi również o to, że zaczął boleć mnie kręgosłup i się zastanawiam czy ten fakt poruszać w mojej sprawie z ubezpieczycielem czy nie, bo wówczas może być dokładniejsze śledztwo itp. Na pewno zgłosze się do lekarza by to przebadać, ale nie chciałabym, żeby sprawa się skaplikowała bo zaczełam mieć wątpliwości czy nie zoatsłam bym uznana za sprawcę albo że winna lezy po dwóch stronach.
Dodam, że zdarzenie miało miejsce w Szkocji.
Policja nie była na miejscu zdarzenia, ponieważ powiedziano, że jeżeli nikt nie został ranny to nalezy wymienić się danymi i sprawa będzie załatwiana z ubezpieczycielem.
Z góry dziękuje za pomoc! Pozdrawiam.
Proszę o pomoc w interpretacji sprawcy wypadku.
Otóż jest taka sytuacja, z drogi głównej skręcałam w prawo w mniejsza uliczkę, odpowiednio wcześniej użyłam kierunkowskazu i stopniowo zatrzymywałam samochód (nie zatrzymałam się nagle jak to bywa w korkach itp), ale był ruch z przeciwległej strony więc musiałam poczekac więc zatrzymałam się całkowicie, stałam tak chwile, po czym inny samochód uderzył mnie od tyłu, skasował mi tylny lewy bok, można by teraz powiedziec, że tak, to jest winna tego drugiego kierowcy, ale... tu sie trochę komplikuje..., otóż był dodatkowy pas dla samochodów skręcających w prawo tak jak ja miałam zamiar skęcić, ale ja nie stałam cała na tym pasie, mozna powiedzieć, że w połowie, czyli polowa była na tym pasie dodatkowym a połowa pozostała na normalnym, głównym..., nie wjechałam cała na ten pas, ponieważ z uliczki do której ja chciałam wjechać wyjeżdżał inny samochód i stał tak, że jego przód był już na głównej drodze, znam tą uliczkę i wiem, że widoczność dla wyjeżdżających z niej jest słaba, żeby zobaczyć co jedzie z prawej strony na głównej drodze, kierujący musi wyjechac bardziej do przodu czyli będzie już na głównej drodze. Samochody muszą go trochę ominąć czyli zjeżdzają lekko z głównego pasa na ten pas dodatkowy na którym ja miałam stać. Jako, że samochody z naprzeciwka omijały tamten samochód i wjeżdżały na ten dodatkowy pas na którym ja miałam być z tego powodu ja nie mogłam stanąć całkowicie na tym dodatkowym pasie i dlatego w połowie pozostałam na pasie głównym.
I teraz kto jest sprawcą wypadku??? Czy ja mogę być uznana za sprawcę wypadku w tej sytuacji albo za współwinną???
Chodzi również o to, że zaczął boleć mnie kręgosłup i się zastanawiam czy ten fakt poruszać w mojej sprawie z ubezpieczycielem czy nie, bo wówczas może być dokładniejsze śledztwo itp. Na pewno zgłosze się do lekarza by to przebadać, ale nie chciałabym, żeby sprawa się skaplikowała bo zaczełam mieć wątpliwości czy nie zoatsłam bym uznana za sprawcę albo że winna lezy po dwóch stronach.
Dodam, że zdarzenie miało miejsce w Szkocji.
Policja nie była na miejscu zdarzenia, ponieważ powiedziano, że jeżeli nikt nie został ranny to nalezy wymienić się danymi i sprawa będzie załatwiana z ubezpieczycielem.
Z góry dziękuje za pomoc! Pozdrawiam.