S
skłonna100
Użytkownik
- Dołączył
- 10.2009
- Odpowiedzi
- 232
Nawet nie wiem od czego zacząć. Ale spróbuję.
Dłużnik alimentacyjny mieszka i pracuje 600 km ode mnie- wierzyciela. To podstawowe utrudnienie, wcześniej mieszkał blisko, poszło się osobiście do miejscowego komornika, pogadało, naradziło i wszystko było cacy. Komornik sam mi podpowiadał jakie wnioski złożyć, co mogę zrobić, wszystkie własne ustalenia mówił, a był aktywny i fachura, co się zna na swojej robocie jak należy.
Odkąd komornik (inny) daleko, bo się dłużnik przeniósł i tylko kontakty telefoniczne, to wszystko jest do bani. Przez telefon mowa trawa, nie chcą prawie nic powiedzieć (bo wiadomo, brak pełnej identyfikacji osoby), całkowicie inna bajka. Współpraca- do niczego.
Skuteczność też do niczego.
Dłużnik miał zaległości wobec mnie. Komornik ściągał alimenty z wynagrodzenia, ale kwoty zaległości nie ściągał, bo nie starczało z pensji. Pod sprawę o podwyższenie alimentów dokonałam pewnych czynności sprawdzających sytuację fin. dłużnika. Okazała się dobra. Alimenty podwyższono, bo przedstawiłam "rewelacje" jw w sądzie. Ale komornik nadal ściągał jedynie z wynagrodzenia, gdyż dłużnik, nie posiadał majątku osobistego wcale.
Cały bowiem jego majątek był zaparkowany w spółce kapitałowej, której posiadał 70% udziałów. Jednocześnie zarządzał jednoosobowo ta s-ką, więc własne w niej wynagrodzenie tak, czy siak ustalał oczywiście sam, na poziomie mu odpowiadającym. A odpowiadał mu niski poziom z uwagi na zajęcia komornicze w liczbie mnogiej, bo to taki typ był , jest i będzie, że zawsze - liczba mnoga.
Komornik tłumaczył mi (znów przez telefon), że majątku s-ki ruszyć nie może, bo to nie s-ka jest dłużnikiem, bo prawo handlowe chroni itp pierdupałki, kiedy przecież same udziały są przecież juz osobista własnoscią i wg mnie mogą być zajęte. Ale nie przepychałam tego na duś, bo pomyślałam, ok pisemnie zażądam, zajmie i co dalej z tym? Jeszcze s-ka przez to padnie i potem, to nie dostane nawet bieżących alimentów. Więc odpuściłam póki co.
Ale juz zgrzyt był, że mi komornik takie jakieś banialuki wciska, tj dalako posunięta bierność i spychoterapia. To samo z odsetkami. W wyroku stoi jak wół - ile, kiedy, wszystko jest. Ale nie, oczywiście musiałam osobnym pismem egzekucję odsetek wnioskować, bo bez mojego każdorazowego pisma, to żadnego kiwnięcia palcem, no i wszelka "twórczość" leży wyłącznie po mojej stronie i podpowiedzi zero.
Następnie sam dłużnik zaproponował mi spłatę całego zadłużenia na raz (a było tego trochę) i terminowe płatności tych już podwyższonych alimentów, jeśli mu zdejmę komornika. Pomyślałam, ok, komornik i tak do bani, co mam do stracenia. Pieniądze faktycznie przelał, ja faktycznie komornika zdjęłam.
Zaraz potem dowiedziałam sie o sprzedaży jednego budynku z majatku s-ki. Następnie nastąpiła cisza w eterze, co do publicznych informacji o s-ce.
Tknęło mnie, ze oto właśnie wyprowadza majątek ze s-ki, tylko czekać na ogłoszenie upadłości. Jeszcze tego nie ma, lecz jestem pewna, że za niedługi czas się właśnie o tym dowiem. Znam go po prostu. Moja watpliwość to jest tylko taka, czy już zdołał wszystko wyczyścić, czy jeszcze nie wszystko.
Acha i zaraz po zbyciu nieruchomości (i pewnie innych składników majątkowych s-ki) przestał płacić alimenty. Ani grosza.
Teraz sobie gdybam, że chwilowa ugoda alimentacyjna była mu potrzebna właśnie do zbycia nieruchomości, żebym nie mogła ze skargą pauliańską powalczyć, bo w chwili zbycia, długu wobec mnie nie było. Był jeszcze kilka miesięcy przed transakcją i jest obecnie nowy dług-po transakcji, ale w chwili transakcji - nie.
Chciałabym spróbować coś jednak wydobyć. Natomiast sytuacja wymaga konkretnych i energicznych działań oraz zaangażowania, pomysłowości i kompleksowych działań. Jak skieruję sprawę do tego samego komornika, co przedtem, to jestem na z góry przegranej pozycji, bo był mierny i nieskuteczny, kiedy jeszcze ewidentnie było z czego brać, a co dopiero teraz, kiedy stan rzeczy jest nie wiadomo jaki, a pewnie gorszy i na pewno będą jakieś zbiegi, a ja z tym komornikiem - na szarym końcu.
Poradźcie coś, podpowiedzcie. :help: Drań nie przesyła nawet części alimentów, kompletnie nic, a tu dzieciak na utrzymaniu, nie wyrabiam.
Dłużnik alimentacyjny mieszka i pracuje 600 km ode mnie- wierzyciela. To podstawowe utrudnienie, wcześniej mieszkał blisko, poszło się osobiście do miejscowego komornika, pogadało, naradziło i wszystko było cacy. Komornik sam mi podpowiadał jakie wnioski złożyć, co mogę zrobić, wszystkie własne ustalenia mówił, a był aktywny i fachura, co się zna na swojej robocie jak należy.
Odkąd komornik (inny) daleko, bo się dłużnik przeniósł i tylko kontakty telefoniczne, to wszystko jest do bani. Przez telefon mowa trawa, nie chcą prawie nic powiedzieć (bo wiadomo, brak pełnej identyfikacji osoby), całkowicie inna bajka. Współpraca- do niczego.
Dłużnik miał zaległości wobec mnie. Komornik ściągał alimenty z wynagrodzenia, ale kwoty zaległości nie ściągał, bo nie starczało z pensji. Pod sprawę o podwyższenie alimentów dokonałam pewnych czynności sprawdzających sytuację fin. dłużnika. Okazała się dobra. Alimenty podwyższono, bo przedstawiłam "rewelacje" jw w sądzie. Ale komornik nadal ściągał jedynie z wynagrodzenia, gdyż dłużnik, nie posiadał majątku osobistego wcale.
Cały bowiem jego majątek był zaparkowany w spółce kapitałowej, której posiadał 70% udziałów. Jednocześnie zarządzał jednoosobowo ta s-ką, więc własne w niej wynagrodzenie tak, czy siak ustalał oczywiście sam, na poziomie mu odpowiadającym. A odpowiadał mu niski poziom z uwagi na zajęcia komornicze w liczbie mnogiej, bo to taki typ był , jest i będzie, że zawsze - liczba mnoga.
Komornik tłumaczył mi (znów przez telefon), że majątku s-ki ruszyć nie może, bo to nie s-ka jest dłużnikiem, bo prawo handlowe chroni itp pierdupałki, kiedy przecież same udziały są przecież juz osobista własnoscią i wg mnie mogą być zajęte. Ale nie przepychałam tego na duś, bo pomyślałam, ok pisemnie zażądam, zajmie i co dalej z tym? Jeszcze s-ka przez to padnie i potem, to nie dostane nawet bieżących alimentów. Więc odpuściłam póki co.
Ale juz zgrzyt był, że mi komornik takie jakieś banialuki wciska, tj dalako posunięta bierność i spychoterapia. To samo z odsetkami. W wyroku stoi jak wół - ile, kiedy, wszystko jest. Ale nie, oczywiście musiałam osobnym pismem egzekucję odsetek wnioskować, bo bez mojego każdorazowego pisma, to żadnego kiwnięcia palcem, no i wszelka "twórczość" leży wyłącznie po mojej stronie i podpowiedzi zero.
Następnie sam dłużnik zaproponował mi spłatę całego zadłużenia na raz (a było tego trochę) i terminowe płatności tych już podwyższonych alimentów, jeśli mu zdejmę komornika. Pomyślałam, ok, komornik i tak do bani, co mam do stracenia. Pieniądze faktycznie przelał, ja faktycznie komornika zdjęłam.
Zaraz potem dowiedziałam sie o sprzedaży jednego budynku z majatku s-ki. Następnie nastąpiła cisza w eterze, co do publicznych informacji o s-ce.
Tknęło mnie, ze oto właśnie wyprowadza majątek ze s-ki, tylko czekać na ogłoszenie upadłości. Jeszcze tego nie ma, lecz jestem pewna, że za niedługi czas się właśnie o tym dowiem. Znam go po prostu. Moja watpliwość to jest tylko taka, czy już zdołał wszystko wyczyścić, czy jeszcze nie wszystko.
Acha i zaraz po zbyciu nieruchomości (i pewnie innych składników majątkowych s-ki) przestał płacić alimenty. Ani grosza.
Teraz sobie gdybam, że chwilowa ugoda alimentacyjna była mu potrzebna właśnie do zbycia nieruchomości, żebym nie mogła ze skargą pauliańską powalczyć, bo w chwili zbycia, długu wobec mnie nie było. Był jeszcze kilka miesięcy przed transakcją i jest obecnie nowy dług-po transakcji, ale w chwili transakcji - nie.
Chciałabym spróbować coś jednak wydobyć. Natomiast sytuacja wymaga konkretnych i energicznych działań oraz zaangażowania, pomysłowości i kompleksowych działań. Jak skieruję sprawę do tego samego komornika, co przedtem, to jestem na z góry przegranej pozycji, bo był mierny i nieskuteczny, kiedy jeszcze ewidentnie było z czego brać, a co dopiero teraz, kiedy stan rzeczy jest nie wiadomo jaki, a pewnie gorszy i na pewno będą jakieś zbiegi, a ja z tym komornikiem - na szarym końcu.
Poradźcie coś, podpowiedzcie. :help: Drań nie przesyła nawet części alimentów, kompletnie nic, a tu dzieciak na utrzymaniu, nie wyrabiam.