M
Mitsu_Bishi
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2017
- Odpowiedzi
- 1
Dobry wieczór wszystkim bywalcom.
Mój problem wygląda tak: 12 dni temu sprzedałem (jako osoba fizyczna) osobie fizycznej samochód. Dziś kupujący zadzwonił do mnie, powiedział mi że w aucie uszkodziło się ładowanie (alternator nie napełnia prądem akumulatora) dwa dni po zakupie. Domaga się zwrotu pieniędzy, chce oddać auto.
Samochód wystawiony był na portalu OLX, w treści ogłoszenia zawarłem zapis:
"Z wad mechanicznych: przydałoby się wymienić łożyska alternatora i trzeba czasem dolewać oleju". Oprócz tego, poinformowałem o tym kupującego telefonicznie przed zakupem, oraz twarzą w twarz podczas oględzin. Uprzedziłem o uszkodzeniu łożyska alternatora, bo dźwięki spod maski to mi sugerowały. Dodam, że samochód jest z roku 1990, a jego wartość jest bardzo niska.
Podczas dzisiejszej rozmowy z kupującym przypomniałem, że ostrzegałem o możliwości uszkodzenia łożyska alternatora, a zatem, jego wniosek o zwrot samochodu jest bezpodstawny. W odpowiedzi kupujący zauważył, że usterka zdarzyła się zaraz po zakupie, a ja nie mówiłem, że ewentualna usterka może poczynić się po tak krótkim czasie jak dwa dni. Dodał jeszcze, że powodem braku ładowania mogą być szczotki w alternatorze, o których nie wspomniałem ani jednym słowem, co oznaczałoby że była to wada ukryta i na tej podstawie może zażądać zwrotu pieniędzy i oddać samochód. Na koniec zobowiązał się do wniesienia sprawy do sądu, oczywiście sprawy przeciwko mnie. Gwoli ścisłości: nigdy nie miałem problemów z ładowaniem w tym samochodzie, a stan szczotek alternatora nie był mi znany. Kontrahent będący bohaterem wątku czeka, aż podejmę decyzję czy przyjąć jego warunki.
Czy coś mi grozi?
Mój problem wygląda tak: 12 dni temu sprzedałem (jako osoba fizyczna) osobie fizycznej samochód. Dziś kupujący zadzwonił do mnie, powiedział mi że w aucie uszkodziło się ładowanie (alternator nie napełnia prądem akumulatora) dwa dni po zakupie. Domaga się zwrotu pieniędzy, chce oddać auto.
Samochód wystawiony był na portalu OLX, w treści ogłoszenia zawarłem zapis:
"Z wad mechanicznych: przydałoby się wymienić łożyska alternatora i trzeba czasem dolewać oleju". Oprócz tego, poinformowałem o tym kupującego telefonicznie przed zakupem, oraz twarzą w twarz podczas oględzin. Uprzedziłem o uszkodzeniu łożyska alternatora, bo dźwięki spod maski to mi sugerowały. Dodam, że samochód jest z roku 1990, a jego wartość jest bardzo niska.
Podczas dzisiejszej rozmowy z kupującym przypomniałem, że ostrzegałem o możliwości uszkodzenia łożyska alternatora, a zatem, jego wniosek o zwrot samochodu jest bezpodstawny. W odpowiedzi kupujący zauważył, że usterka zdarzyła się zaraz po zakupie, a ja nie mówiłem, że ewentualna usterka może poczynić się po tak krótkim czasie jak dwa dni. Dodał jeszcze, że powodem braku ładowania mogą być szczotki w alternatorze, o których nie wspomniałem ani jednym słowem, co oznaczałoby że była to wada ukryta i na tej podstawie może zażądać zwrotu pieniędzy i oddać samochód. Na koniec zobowiązał się do wniesienia sprawy do sądu, oczywiście sprawy przeciwko mnie. Gwoli ścisłości: nigdy nie miałem problemów z ładowaniem w tym samochodzie, a stan szczotek alternatora nie był mi znany. Kontrahent będący bohaterem wątku czeka, aż podejmę decyzję czy przyjąć jego warunki.
Czy coś mi grozi?