K
karlos_11
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2011
- Odpowiedzi
- 5
Witam, aktualnie jestem uczniem 2 klasy jednego z warszawskich liceów.
Zapewne jak większość osób w tym wieku mam problemy z pozytywnymi ocenami z matematyki, ( w tym 90% mojej klasy) problem jednak nie leży w tym że ja/ moja klasa nie umiemy zadanego materiału , ponieważ uczymy się go pod groźbą ocen niedostatecznych które są nam wystawiane z błahych powodów, które u innych nauczycieli naszej szkoły nie stanowią problemu, a nawet nie są zauważane za błędy, ale nie jest to problem, który pragnę opisać.
Problemem jest fakt że nauczycielka (będąc przekonana że jej system zmusza nas do pracy i zapewnia dobre wyniki z matur -tak jest ale połowa nie zostaje dopuszczona mimo że jest w stanie zdać) stawia jedynki często nie pokazując prac, dając zdecydowanie za mały czas pracy, nawet uczniom z "papierami" nie pozwala pisać dłużej. Zwleka wiele z oddawaniem prac pisemnych , często je gubi- zwłaszcza te które poszły za dobrze. Następnie skutecznie uniemożliwia poprawę, odwołuje terminy na godzine przed, często przekłada, a jak już jest łaskawa dać nam możliwość poprawy, to dowiadujemy się o tym z godziny na godzine, co uniemożliwia przygotowanie.
I tu pojawia się moje pytanie: Czy jeśli nauczyciel łamie 3 pkt statutu szkoły dotyczące poprawy ocen, czasu trwania prac pisemnych, terminie ich zapowiedzi czy ocena może być kwestionowana? Niestety nie mówię tu o egzaminie klasyfikacyjnym, tylko o bardziej radykalnym i "spektakularnym" rozwiązaniu, ze względu na to że ta kwestia powtarza się od lat w mojej szkole i najczęściej w jej wyniku, uczniowie 3 klas zmuszeni są przenosić się do prywatnych szkół na ostatnie miesiące szkoły tylko po to by zostać dopuszczeni do matur.
Istnieje możliwość wytoczenia sprawy (z powództwa chyba cywilnego tak?)
wobec szkoły albo nauczyciela?
Zdaje sobie sprawę że wiele osób odpiszę aby próbować sprawe załatwić przez dyrekcje lub kuratorium, jednak niestety to nic nie da, zw względu na dobre wyniki nauczyciela z matur ( ale na to że na 30 osób będzie ją pisać mniej niż połowa plus osoby które przepiszą się z innych szkół nikt nie patrzy)
Druga sprawa, uważam że jeśli już nauczyciele układają statut tak by był on dla nich i dla nas wsparciem to powinni go przestrzegać , i jeśli będę do tego zmuszony to napewno nie będe chciał sprawy załatwiać po cichu tylko ze względu na wygodę , druga sprawa nie rozumiem czemu w polsce zawsze taka postawa kojarzy się z leserstwem i nie chęcią do nauki.
z góry przepraszam za liczne błędy stylistyczne i mam nadzieje że mniej liczne ortograficzne, ale ze względu na dużą treść i ograniczony czas pracy przy komputerze nie moge sobie pozwolić na wyłapanie ich, mimo że nie jest to dobrym usprawiedliwieniem.
Z góry dziękuje za odpowiedź, Karol
Zapewne jak większość osób w tym wieku mam problemy z pozytywnymi ocenami z matematyki, ( w tym 90% mojej klasy) problem jednak nie leży w tym że ja/ moja klasa nie umiemy zadanego materiału , ponieważ uczymy się go pod groźbą ocen niedostatecznych które są nam wystawiane z błahych powodów, które u innych nauczycieli naszej szkoły nie stanowią problemu, a nawet nie są zauważane za błędy, ale nie jest to problem, który pragnę opisać.
Problemem jest fakt że nauczycielka (będąc przekonana że jej system zmusza nas do pracy i zapewnia dobre wyniki z matur -tak jest ale połowa nie zostaje dopuszczona mimo że jest w stanie zdać) stawia jedynki często nie pokazując prac, dając zdecydowanie za mały czas pracy, nawet uczniom z "papierami" nie pozwala pisać dłużej. Zwleka wiele z oddawaniem prac pisemnych , często je gubi- zwłaszcza te które poszły za dobrze. Następnie skutecznie uniemożliwia poprawę, odwołuje terminy na godzine przed, często przekłada, a jak już jest łaskawa dać nam możliwość poprawy, to dowiadujemy się o tym z godziny na godzine, co uniemożliwia przygotowanie.
I tu pojawia się moje pytanie: Czy jeśli nauczyciel łamie 3 pkt statutu szkoły dotyczące poprawy ocen, czasu trwania prac pisemnych, terminie ich zapowiedzi czy ocena może być kwestionowana? Niestety nie mówię tu o egzaminie klasyfikacyjnym, tylko o bardziej radykalnym i "spektakularnym" rozwiązaniu, ze względu na to że ta kwestia powtarza się od lat w mojej szkole i najczęściej w jej wyniku, uczniowie 3 klas zmuszeni są przenosić się do prywatnych szkół na ostatnie miesiące szkoły tylko po to by zostać dopuszczeni do matur.
Istnieje możliwość wytoczenia sprawy (z powództwa chyba cywilnego tak?)
wobec szkoły albo nauczyciela?
Zdaje sobie sprawę że wiele osób odpiszę aby próbować sprawe załatwić przez dyrekcje lub kuratorium, jednak niestety to nic nie da, zw względu na dobre wyniki nauczyciela z matur ( ale na to że na 30 osób będzie ją pisać mniej niż połowa plus osoby które przepiszą się z innych szkół nikt nie patrzy)
Druga sprawa, uważam że jeśli już nauczyciele układają statut tak by był on dla nich i dla nas wsparciem to powinni go przestrzegać , i jeśli będę do tego zmuszony to napewno nie będe chciał sprawy załatwiać po cichu tylko ze względu na wygodę , druga sprawa nie rozumiem czemu w polsce zawsze taka postawa kojarzy się z leserstwem i nie chęcią do nauki.
z góry przepraszam za liczne błędy stylistyczne i mam nadzieje że mniej liczne ortograficzne, ale ze względu na dużą treść i ograniczony czas pracy przy komputerze nie moge sobie pozwolić na wyłapanie ich, mimo że nie jest to dobrym usprawiedliwieniem.
Z góry dziękuje za odpowiedź, Karol