C
corleone
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2007
- Odpowiedzi
- 1
Witam,
Mam taki problem, otóż:
Mój mąż jeszcze przed ślubem prowadził działalność gospodarczą, niestety nie znając się na księgowości kompletnie narobił masę kiepskich rzeczy i z tego powstał dług wobec urzędu skarbowego za rok 2004 i 2005 (około 5700 zł).
Ja dowiedziałam się oczywiście o wszystkim po ślubie... (no comment).
Ale nie w tym rzecz... podpisaliśmy intercyzę w roku 2006. Mój mąż był kilkakrotnie w urzędzie u naczelnika i spłacał co jakiś czas po 300 zł - 500 zł (bo tylko tyle byliśmy w stanie jakoś odłożyć). Niestety naczelnik ten stracił cierpliwość (bo pewnie sądzi, że każdy śpi na pieniądzach) i choć wcześniej zapewniał, że jak będziemy tak spłacać to jakoś to będzie, TO MIMO TEGO zajął konto bankowe mojego męża.
I teraz sprawa przedstawia się następująco: ponieważ mój mąż nie zarabia systematycznie - przestały przychodzić wpływy na to konto.
Dzisiaj zadzwonił ktoś z urzędu na komórkę męża i powiedział, że jak się u nich nie zjawi to on załatwi męża NA CACY TAK ŻE POŻAŁUJE!!!
Zastanawiam się co w tej sprawie robić? Bo US:
- zastrzasza nas;
- co i raz wysyła innych ludzi - a to dzwonią, a to przychodzą i dzwonią do domu (tak że nie wiadomo z kim się powinno rozmawiać);
- odsetki od długu urosły (o odsetki i coś tam prolongacyjnego do kwoty - jak sądzę około 7700 zł) - ale nie otrzymaliśmy żadnej informacji o stanie zadłużenia;
- teraz jeszcze grożą mojemu mężowi że pożałuje.
No a jak nie mamy skąd zapłacić - to co mamy zrobić???
BARDZO proszę o pomoc. Może powinnam się udać o porade do prawnika i złożyć z nim pismo do sądu?
Ja mam już tego dosyć tym bardziej, że leczę się na depresję.
Mam taki problem, otóż:
Mój mąż jeszcze przed ślubem prowadził działalność gospodarczą, niestety nie znając się na księgowości kompletnie narobił masę kiepskich rzeczy i z tego powstał dług wobec urzędu skarbowego za rok 2004 i 2005 (około 5700 zł).
Ja dowiedziałam się oczywiście o wszystkim po ślubie... (no comment).
Ale nie w tym rzecz... podpisaliśmy intercyzę w roku 2006. Mój mąż był kilkakrotnie w urzędzie u naczelnika i spłacał co jakiś czas po 300 zł - 500 zł (bo tylko tyle byliśmy w stanie jakoś odłożyć). Niestety naczelnik ten stracił cierpliwość (bo pewnie sądzi, że każdy śpi na pieniądzach) i choć wcześniej zapewniał, że jak będziemy tak spłacać to jakoś to będzie, TO MIMO TEGO zajął konto bankowe mojego męża.
I teraz sprawa przedstawia się następująco: ponieważ mój mąż nie zarabia systematycznie - przestały przychodzić wpływy na to konto.
Dzisiaj zadzwonił ktoś z urzędu na komórkę męża i powiedział, że jak się u nich nie zjawi to on załatwi męża NA CACY TAK ŻE POŻAŁUJE!!!
Zastanawiam się co w tej sprawie robić? Bo US:
- zastrzasza nas;
- co i raz wysyła innych ludzi - a to dzwonią, a to przychodzą i dzwonią do domu (tak że nie wiadomo z kim się powinno rozmawiać);
- odsetki od długu urosły (o odsetki i coś tam prolongacyjnego do kwoty - jak sądzę około 7700 zł) - ale nie otrzymaliśmy żadnej informacji o stanie zadłużenia;
- teraz jeszcze grożą mojemu mężowi że pożałuje.
No a jak nie mamy skąd zapłacić - to co mamy zrobić???
BARDZO proszę o pomoc. Może powinnam się udać o porade do prawnika i złożyć z nim pismo do sądu?
Ja mam już tego dosyć tym bardziej, że leczę się na depresję.