Legalność ściągania filmów i muzyki

  • Autor wątku Autor wątku zerosix
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
zerosix

zerosix

Użytkownik
Dołączył
01.2010
Odpowiedzi
369
a jak to jest przecież ściągając mp3 z internetu i nagrywając je na płyte to przecież nie jest rozpowszechnianie a jeżeli mam je gdy ide do ZK i chcę aby ktoś z bliskich przyniusł je do własnego użytku to przecież chyba wszystko jest zgodne s z prawem??
 
RE: Płyty CD, DVD w Zakładach karnych

zerosix napisał:
jeżeli mam je gdy ide do ZK i chcę aby ktoś z bliskich przyniusł je do własnego użytku to przecież chyba wszystko jest zgodne s z prawem??

Nie jest to zgodne z prawem, jeśli nie wykupisz licencji na dany utwór muzyczny, literacki, flm itd.

Spójż na to inaczej: wyobraź sobie, jak pracujesz nad jakimś utworem muzycznym/literackim/filmowym noce i dnie w pocie czoła [...] kiedy zakończysz pracę i chcesz to sprzedać aby uzyskać pieniądze za swoją pracę okazuje się, że nikt tego nie kupi, bo już wszyscy sobie ściągneli to z internetu - uażasz że to fair?

A Ty jakbyś się czuła, gdyby Tobie pracodawca nie wypłacał naleznych Ci pieniędzy?
 
RE: Płyty CD, DVD w Zakładach karnych

Polskie prawo pozwala pobierać z sieci zarówno filmy, jak i muzykę. Policja może ścigać tylko tych, którzy udostępniają pliki innym, bądź ściągają pirackie oprogramowanie. Ustawa o prawie autorskim pozwala pobierać pliki rozpowszechnione już przez kogoś innego.

Jeśli się mylę, poprawcie mnie
 
RE: Płyty CD, DVD w Zakładach karnych

dygi84 napisał:
Polskie prawo pozwala pobierać z sieci zarówno filmy, jak i muzykę.

wskaż mi art, który mówi że można pobierać muzykę chronioną prawem autorskim z sieci.
 
RE: Płyty CD, DVD w Zakładach karnych

Yossarian napisał:
art. 23 ustawy o prawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Gdyby tak było, to bardzo duży odsetek osób skazanych prawomocnie za posiadanie nielegalnych kopii musiałoby być uniewinnionych - a tak nie jest.

Art. 23 ustawy o prawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi o korzstaniu z już rozpowszechnionego utworu, kiedy nabyło się prawo do korzystania z niego do prywatnego użytku. Dzięki temu zapisowi wolno, w celach wyłącznie prywatnych, zrobić kopię legalnie nabytego utworuwyłącznie dla użytku własnego (np. skazanemu do celi wieziennej) lub dla osób z którymi jesteśmy w stosunku powinowactwa, pokrewieństwa lub w stosunku towarzyskim.

Sąciagając utwór z internetu (chroniony prawem autorskim) nie nbywamy żadnych praw do jego użytku.
 
@ communication: tak jest, jak napisałeś w prawodawstwie niemieckim czy amerykańskim. W Polskim nie.

Utwór rozpowszechniony w świetle USTAWY z dnia 4 lutego 1994 r. "o prawie autorskim i prawach pokrewnych" to (wyciąg mój)
Przepis prawny:
Art. 6.
1. W rozumieniu ustawy:
(...)
3) utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie;
(...)
a więc w radiu, telewizji, internecie, na płycie, etc... Gdyby było tak jak napisałeś to we wspomnianym artykule Art.23. byłoby wprost napisane o kopii posiadanego legalnie utworu....

Oczywiście, to nie odnosi się do programów komputerowych, gdzie właśnie za posiadanie nielegalnych kopii są wyroki z kk lub z upaipp.
 
Czyli mam rozumieć ze polskie prawo zezwala na kradzież cudzej własności intelektualnej?

Przykład: Ściągam (na potęgę) wszystkie utwory np. Lady Pank z internetu (za darmo). Mam kilkaset utworów i innych "wyczynów" tej kapeli ściągnięte z internetu za darmo na własny użytek (oficjalnie jest to płatne) przez co wytwórnia traci na mnie tysiące zł- postępuję w pełni legalnie?

nie mogę w to uwierzyć :rolleyes:
 
Ostatnia edycja:
Dura lex, sed lex... :)

Co więcej, możesz mamie zrobić z tych piosenek składankę i nagrać na płytę. :)

Czy wytwórnia traci tysiące na pojedynczej osobie to kwestia sporna...
Czy każdy kto ściągnął płytę z sieci kupiłby ją w sklepie gdyby nie miał możliwości piracenia? Nie.
Czy część piratów po przesłuchaniu ściągniętej muzyki kupuje płytę "bo jest tego warta"? Tak.
 
drzemik napisał:
Dura lex, sed lex... :)

Czy wytwórnia traci tysiące na pojedynczej osobie to kwestia sporna...
Czy każdy kto ściągnął płytę z sieci kupiłby ją w sklepie gdyby nie miał możliwości piracenia? Nie.
Czy część piratów po przesłuchaniu ściągniętej muzyki kupuje płytę "bo jest tego warta"? Tak.


1) Dura lex? powiedziałbym że w tym wypadku owego Lex ... po prostu nie ma :rolleyes:

co zatem z sentencją: "Beneficium legis non debet esse captiosum" ?

2) Ja mam w domu ok 100 płyt muzycznych (średnio po 40 zł każda) Daje to kwotę po 4000 zł. Pomnóż sobie to przez liczbę fanów danego zespołu lub artysty. Wychodzi naprawdę fajna "sumka".

3) W dzisiejszych czasach, kiedy można odsłuchać sobie płytę w sklepie muzycznym, posłuchać wykonawców w radiu, odsłuchać utwory opublikowane "na stałe" w internecie... ośmielę się powiedzieć - że można

4) No właśnie - część. Badania opinii publicznej bezlitośnie ukazują iż ta część to zaledwie odsetek.
 
a swoją drogą to jak nagram sobie na kaseciaka jakąś fajną muzę, która leci w radiu to popełniam przestępstwo? a jak komuś pożyczę tą kasetą to jest to rzpowszechnianie? oczywiście że nie @communication!
a i jeszcze jedno, jak sobie nagram film z telewizji, albo muzę na kasetę to ktoś na tym coś stracił? he?
 
miksy napisał:
a swoją drogą to jak nagram sobie na kaseciaka jakąś fajną muzę, która leci w radiu to popełniam przestępstwo? a jak komuś pożyczę tą kasetą to jest to rzpowszechnianie? oczywiście że nie @communication!
a i jeszcze jedno, jak sobie nagram film z telewizji, albo muzę na kasetę to ktoś na tym coś stracił? he?

przecież tu jest mowa o ściaganiu chronionego mp3 z internetu, a nie z telewizji... he?
 
Na własny użytek można. Nie wolno rozpowszechniać.
 
communication napisał:
przecież tu jest mowa o ściaganiu chronionego mp3 z internetu, a nie z telewizji... he?
a to się chyba zapętliłeś teraz, jak leci w radiu muza to ona też jest chroniona, o filmach nie wspominiając :) jaka jest zasadnicza różnica między netem a telewizją jeżeli chodzi o medium przekazu? a swoją drogą to by się przydały klarowne przepisy, bo jedni ciągną na potęgę z netu co się da i nic ich nie obchodzą prawa autorskie, a drudzy zastanawiają się czy nagarnie filmu z telewizji na pewno nie jest przestępstwem.
 
communication napisał:
Czyli mam rozumieć ze polskie prawo zezwala na kradzież cudzej własności intelektualnej?
Wyciągasz pochopne wnioski... Przede wszystkim, prawo nie zezwala na żadną kradzież cudzej własności intelektualnej - skąd taki pomysł?

Sam temat jest jak przysłowiowa rzeka, zaś na Twoje pytanie powinien odpowiadać legislator lub jego przedstawiciel (poszukaj na stronach mkidn), ale może spróbuję pokrótce powiedzieć swoje zdanie.


Zacznijmy od tego, że cały Oddział 3 "Dozwolony użytek chronionych utworów" zawarty w USTAWIE z dnia 4 lutego 1994 r. "o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (zwana dalej upaipp) to ustawowe przełamanie monopolu twórcy na wyłączne korzystanie z jego dzieła - i to nie tylko w dziedzinie dozwolonego użytku użytku osobistego, ale również w innych kategoriach dozwolonego użytku chronionych utworów.

I tu od razu wchodzimy w sferę kwestii moralnych i etycznych życia społecznego, a nie w kwestie stricte prawne. Po prostu, legislator, mając na uwadze dobro społeczne uznał, że takie złamanie monopolu twórcy jest niezbędne dla prawidłowości tychże stosunków społecznych. Tematu nie będę rozwijał bo nie czuję się tu kompetentny.

Ale, proszę zauważ, że to złamanie monopolu oznacza zasadniczo to, że można wykorzystywać utwory posiadające ochronę prawno - autorską bez konieczności uzyskiwania pozwolenia na takie wykorzystywanie, a nie to, że autor pozbawiany jest całkowicie wynagrodzenia za owo wykorzystywanie. Przeczytaj uważnie wskazany oddział, a zobaczysz, że w wielu przypadkach ustawa przyznaje autorowi prawo do wynagrodzenia.

W przypadku dozwolonego użytku osobistego mamy dla odmiany rekompensatę za wynagrodzenie dla autora w postaci opłat od czystych nośników i urządzeń służących reprodukcji utworów (płyty CD / DVD/ magnetowidy, rekordery, ksera, etc.), jak również od usług zwielokrotniania utworów na potrzeby dozwolonego użytku osobistego (punkty ksero, etc) - Art.20 do 21. upaipp. I są one egzekwowane.

To byłyby kwestie społeczne i finansowe.

Jeśli zaś chodzi o kradzież wartości intelektualnej - to naruszeń takich dokonuje oczywiście osoba rozpowszechniająca utwory posiadające ochronę prawno - autorską bez pozwolenia autora. I takie osoby są ścigane, w szczególności z mocy upaipp. A dlaczego nie pobierający czy posiadający nielegalne kopie (oczywiście poza kopiami programów komputerowych)? A moim zdaniem z bardzo prostej przyczyny - swobody praw obywatelskich i domniemania niewinności.

Zauważ, że legislator nie traktuje w jakiś szczególny, odrębny sposób Internetu od innych sposobów wykorzystywania utworów (czyli pól eksploatacji). Jest traktowany równorzędnie - i moim zdaniem zupełnie słusznie. Bo dlaczegóż miałoby być inaczej? Czym różni się nagranie filmu z TV od ściągnięcia go z Internetu? Niczym, poza technologią. Czym różni się kupno licencji do utworu zapisanego na płycie w tradycyjnym sklepie od kupna licencji do tego utworu w sklepie wirtualnym? Niczym - poza technologią, reprezentowaną poprzez nośnik lub jego czasowy brak.

No i pytanie zasadnicze - w jaki sposób przeciętny Kowalski może wiedzieć, czy audycja emitowana w TV, radiu, telewizji kablowej bądź płyta z utworem lub książka są rozpowszechniane legalnie? Skąd pewność, że odpowiednia instytucja opłaciła odpowiednią licencję? To samo w Internecie - skąd wiedza bądź pewność, że dany utwór jest rozpowszechniany legalnie bądź nielegalnie? Oczywiście trochę przejaskrawiam, ale nie łudźmy się, że wszystko poza internetem jest w 100% legalne, na co wskazują choćby poruszane w tym dziale historie autorów...

Rozwiązania są dwa - albo tak jak u nas założyć, że Kowalski nie odpowiada za działania osób rozpowszechniających utwory albo, jak w innych krajach, przerzucić tą odpowiedzialność de facto na Kowalskiego. Ja wybieram pierwszą opcję.

Popatrz też, że podejście naszego ustawodawcy ma inne korzystne strony dla przeciętnego Kowalskiego. Kowalski kupuje sobie kilkadziesiąt płyt w normalnym sklepie, domniemywając, że są one legalne. Potem jedną z płyt kopiuje na mp3, żeby sobie słuchać utworów w podróży. I następuje nieszczęśliwy przypadek - płyta po kopiowaniu rozlatuje się w napędzie w przysłowiowy drobny mak. I robi się ciekawie. W świetle polskiego ustawodawstwa Kowalski w dalszym ciągu posiada legalną kopię utworu, za licencje na używanie którego zapłacił słone pieniądze w klepie. A w przypadku innych ustawodawstw, których jesteś zwolennikiem, już nie ma takiej legalnej kopii, bo nie ma oryginału lub imiennego paragonu zakupu płyty... I co teraz? Możesz się przejść do naszych dużych sieci handlowych i zapytać się czy wydadzą Ci drugą kopię utworu (muzyki), którego nośnik się rozpadł...

Tak, może wystarczy.

Na zakończenie dodam tylko, że dozwolony użytek (w tym osobisty) to nie jest jakaś egzotyczna specyfika naszej upaipp. W innych ustawodawstwach też to jest, aczkolwiek każdy naród ma jakąś swoją wizję - jak chociażby osławiony amerykański Fair Use, o którym było głośno za kontrowersyjną sprawą digitalizacji książek przez google.

I poczytaj ustawy o prawie autorskim z 1935 oraz 1952. Można się zdziwić, jak niewiele się zmieniły w swoim kośćcu - ale popatrz też uważnie, w jakim kierunku przebiegały zmiany.
 
Ostatnia edycja:
communication napisał:
Gdyby tak było, to bardzo duży odsetek osób skazanych prawomocnie za posiadanie nielegalnych kopii musiałoby być uniewinnionych - a tak nie jest.
Wskaż jeden taki wyrok.

communication napisał:
Czyli mam rozumieć ze polskie prawo zezwala na kradzież cudzej własności intelektualnej?
Przykład: Ściągam (na potęgę) wszystkie utwory np. Lady Pank z internetu (za darmo). Mam kilkaset utworów i innych "wyczynów" tej kapeli ściągnięte z internetu za darmo na własny użytek (oficjalnie jest to płatne) przez co wytwórnia traci na mnie tysiące zł- postępuję w pełni legalnie?
Kontrprzykład.
Idziesz do znajomego i zauważasz, że ma całą półkę książek Stephena Kinga.
Zamiast kupować te książki, pożyczasz od niego i czytasz wszystkie. Formalnie pozbawiłeś pana Kinga i jego wydawcę zarobku - pieniędzy, które zarobiliby, gdybyś książki kupił. Czy jednak określiłbyś siebie w tej sytuacji, jako złodzieja?

communication napisał:
Spójż na to inaczej: wyobraź sobie, jak pracujesz nad jakimś utworem muzycznym/literackim/filmowym noce i dnie w pocie czoła [...] kiedy zakończysz pracę i chcesz to sprzedać aby uzyskać pieniądze za swoją pracę okazuje się, że nikt tego nie kupi, bo już wszyscy sobie ściągneli to z internetu - uażasz że to fair?
Tutaj chodzi raczej o walkę o zachowanie pewnej równowagi. Sytuacja, w której wszyscy "ssą z neta" i nikt nie kupuje np. muzyk, jest oczywiście chora. Ale równie chora byłaby sytuacja, w której każdy musiałby wykupić licencję na słuchanie wszelkich utworów, których słucha. Artyści, którzy tworzą sztukę, która jest łatwa do powielania i rozpowszechniania - muzyka, film, itp. muszą chronić swoją twórczość przez niekontrolowanym niepłatnym rozpowszechnianiem, ale ich mechanizm zarobkowania jest również nieco inny, niż w przypadku wytwórczości innego rodzaju.
Wyobraź sobie, że kupując krzesło podpisywałbyś umowę licencyjną, w której zapisane by było w jaki sposób możesz z krzesła korzystać, komu możesz lub nie krzesła użyczać i w jakich sytuacja nie wolno Ci go używać.
 
Mam pytanie.

Czy osoba która kopiuje filmy,mp3 na dysk w firmie ktorej pracuje łamie prawo?
Pochodzenie mp3 - internet, filmow np torrenty. Jakie konsekwencje może ponieść pracodawca w przypadku kontroli a jaki pracowik który kopiował te pliki (filmy,muzyka, itp) na dysk firmowy.
 
@ prawnik123: a ta kwestia była jak pamiętam poruszana już na forum, spróbuj użyć opcji 'Szukaj'. A niezależnie, teren przedsiębiorstwa jest z natury rzeczy wydzielony, więc można przyjąć, że przedsiębiorstwo odpowiada za wszelkie materiały, środki trwałe i nietrwałe, półprodukty, produkty, rzeczy powierzone, depozyty, etc. znajdujące się na jego terenie, a więc również za komputery z zawartością ich dysków lub innych nośników pamięci. Z natury rzeczy prowadzenia działalności gospodarczej nie powinny więc znaleźć się tam rzeczy obce, niezewidencjonowane, a wyłączeniem osobistych rzeczy pracowników. A więc pozostaje kwestia rozstrzygnięcia, czy w danym przypadku utwory przechowywane na dyskach były osobistą własnością pracownika obsługującego dany komputer czy stanowiły jednak własność firmy. Zapewne trudne, a czasami wręcz niemożliwe byłoby to do stwierdzenia - więc rozstrzygnąć kwestię mógłby w takich wypadkach tylko sąd. Tak myślę.
 
W mojej firmie jest tak, że, jeżeli pracownik chce słuchać swojej muzyki, to powinien ją posiadać na własnym nośniku i z niego ją odtwarzać. Może to by płyta CD, DVD, dysk USB.
 
Powrót
Góra