Córka dwukrotnie pojechała sobie pociągiem bez biletu. Pierwszym razem uciekła z domu i pojechała do Wrocławia. Dostałam wezwanie do zapłaty prawie pół roku od zdarzenia, oczywiście z kwotą do zapłaty prawie 700 złotych. Gdyby PKP Intercity powiadomiło mnie o tym fakcie od razu, zapłaciłabym 200 złotych. Dostałam nakaz zapłaty w elektronicznym postępowaniu. Odwoływałam się dwukrotnie i decyzją Sądu , już Okręgowego, powództwo oddalono. Sąd umotywował to, że 14 latka nie podróżuje codziennie pociągiem na drugi koniec Polski, więc nie można tego uznać za czynność w drobnych sprawach życia codziennego. Z uwagi na ucieczki córki z domu (dodam, że nie z powodu złych warunków, czy patologi panującej w rodzinie. Młoda po prostu ma znajomych z całej Polski poznanych w internecie, odwiedza ich, jeździ na jakieś zloty i koncerty) umieszczona została czasowo w Pogotowiu Opiekuńczym. Uciekła stamtąd i została zatrzymana przez Policję w pociągu a następnie przewieziona z powrotem do Pogotowia Opiekuńczego. Znowu, po mniej więcej pół roku dostałam wezwanie do zapłaty. Policja powiedziała: nie płacić! Dodam, że Pogotowie nie poinformowało mnie, że córka dostała jakiś "mandat", młoda później przyznała, że wezwanie do zapłaty wziął policjant. Nie wiem, czy przekazał je Pogotowiu. Znowu nakaz zapłaty w elektronicznym postępowaniu upominawczym, znowu odwołanie. Tym razem decyzją Sądu należność +odsetki została rozłożona na raty. Przy czym Sąd powiedział, że to jest nie mój dług, tylko córki. I tu nie rozumiem dwóch spraw: 1) jaka jest odpowiedzialność Pogotowia Opiekuńczego, 2) jak mam rozumieć, że jest to dług córki? To znaczy, że ona ma zapłacić po uzyskaniu pełnoletności? Jakie odsetki do tej pory urosną? Ten drugi wyrok już się niestety uprawomocnił. Dodam, że moja renta to ok. 800 zł, córkę wychowuję samotnie. Nie wiem, co robić. Chyba muszę spłacać. Zastanawiam się tylko, czy jest możliwość obciążenia Pogotowia Opiekuńczego. W końcu była wtedy pod ich pieczą.