A
AgaMat
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2009
- Odpowiedzi
- 2
Witam! Mam dość nietypowy problem i nie wiem czy to forum jest do tego odpowiednim, ale po prostu nie mam pojęcia gdzie prosić o wsparcie i podpowiedź co w takiej sytuacji mam zrobić? Moja 11-sto letnia córka zaprosiła trzy koleżanki na ciasto imieninowe, wymyśliły zabawę w zadawanie sobie zadań do wykonania, jedna z koleżanek zaproponowała, że jednym z zadań będzie wypicie wody pobranej z ubikacji
Wszystkie w danej chwili uznały ten fakt za zabawny
Nikt nikogo nie zmuszał jeśli miał opory do wykonania jakiegoś zadania (były też inne sporządzone miksturu z kuchni) Pieczę nad spotkaniem mieli dziadkowie (moi rodzice z którymi mieszkamy) Nie słyszeli oni żadnych niepokojących słów, a tym bardziej gróźb. Dziewczyny rozeszły się w dobrych humorach. Problem dotyczy najmłodszej z uczestniczek (10 lat), która w drodze do domu na pytanie jak jej się podobało spotkanie powiedziała, że było super. Spotkanie miało miejsce w niedzielę, a w poniedziałek już była afera w szkole! Padły oskarżenia, że starsze dziewczyny zmusiły tą najmłodszą groźbami do wypicia tej nieszczęsnej wody z muszli klozetowej, że dziecko przeżyło traumę i przepłakało cały wieczór, że maltretowano ją psychicznie w moim domu, że napiła się, bo bała się, że dziewczyny ją pobiją! Pedagog szkolny dzwonił do wszystkich rodziców, wcześniej rozmawiając z dziewczynami, ale to był dopiero początek
późnym popołudniem rodzice złożyli nam wizytę, zaprosiłam ich do mieszkania w wierze, że mam do czynienia z rozważnymi ludźmi, że wyjaśnimy zaistniały, nie miły incydent, ale sromotnie się pomyliłam, gdyż ci rodzice nie chcieli nawet słuchać, że ich dziecka nikt psychicznie nie maltretował, jak sytuacja wyglądała w naszej wersji, nie słuchali przeprosin tylko krzyczeli jeden przez drugiego, że ich dziecko zostało poniżone, bo w więzieniu jest to najgorsza forma poniżenie (środowisko więzienne jest mi obce i nawet do głowy mi nie przyszło takie podejście do picia wody z ubikacji, a tym bardziej tym nastolatką, jedyne co pomyślałam to że jest to nie higieniczne i można się rozchorować) Skończyli na tym, że obrazili mnie, moje dziecko i całą moją rodzinę, straszyli policją, sprawą sądową, po tym jak zostali wyproszeni krzyczeli jeszcze, że w naszym domu po obiedzie każdy bierze słomkę i idzie do ubikacji się napić! Paranoicy jacyś, a wyglądają niby na porządnych ludzi. Nie wiem po co w sumie przyszli, pokrzyczeć sobie? Na szczęście córki nie było w domu i uniknęła stresu. Moja mama choruje na nadciśnienie i o mało wylewu z nerwów nie dostała. Byli z tą samą awanturą u reszty rodziców. Ale na tym się nie skończyło, dzień później dziadek tej nieszczęsnej dziewczynki był u naszego proboszcza z pytaniem dlaczego on takie patologiczne dzieci wpuszcza do kościoła ( dwie pozostałe dziewczynki udzielają się w kościele) w efekcie czego proboszcz z bólem serca i prośbą o zrozumienie jego położenia zawiesił dziewczyny w zajęciach kościelnych do wyjaśnienia sprawy ( tamten dziadek jest w radzie osiedla na którym proboszcz buduje kościół i odgrażał się, że pójdzie z tym do mediów) Od tygodnia żyjemy wszyscy w stresie, gdzie jeszcze nas oczerniono co jeszcze mogą wymyślić? Ich córka chodzi z uśmiechem na twarzy i twierdzi, że „mają dziewczyny za swoje”. Nie potrafię ani ja ani reszta rodziców myśleć jak paranoicy, więc w głowach nam się nie mieści to co oni wyprawiają i do czego jeszcze są zdolni? Jak się ma ta niby trauma ich dziecka do tego co muszą przeżywać nasze dzieci? Co mamy robić? Reagować w jakiś sposób czy też nic nie robić? Czy oni mogą nas oskarżyć? Jeśli tak to na jakiej podstawie?