I
IwonaBad
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 05.2016
- Odpowiedzi
- 20
Mam pytanie:
W roku 2006 dostalam dwa mandaty /tego samego dnia/w srodku komunikacji miejskiej. Byc moze dostawalam wezwania do zaplaty, ale nie mieszkam i nie przyjezdzam do swojego domu rodzinnego, gdzie jestem zameldowana.
W moim domu rodzinnym mieszka tylko brat z ktorym mam kontakt tyle o ile, on nie przekazuje mi prawie zadnych informacji. Ja od kilku lat mieszkam poza granicami RP.
Kilka dni temu dowiedzialam sie przypadkiem, ze do domu nachodzi mnie komornik i mnie poszukuje /nie wiem czy to jest informacja swieza, czy zz przed pol roku czy z przed kilku lat/. Brat tylko taka informacje podal siostrze przez telefon, ktora rowniez tam nie mieszka i nie przyjezdza. I ze brat odebral jeden z listow do mnie przychodzacych /chociaz kilka lat temu zostawilam na poczcie pismo, zeby mu nie udostepniac mojej korespondencji/.
Wiecej informacji juz nie przekazal brat, wiec gdy sie tylko dowiedzialam, ze jestem dluzna, obdzwonilam kilku okolicznych komornikow. Przyszlo mi do glowy jedynie to, ze moze to byc mandat za jazde bez biletu.
Po kilku telefonach wszystko sie wyjasnilo, chodzi o dwa niezaplacone mandaty z 2006 roku.
Prawdopodobnie /korespondencji nie widzialam i nie zobacze, bo brat mi jej nie udostepni/, byla juz prawdop. sprawa w sadzie i nakaz komornika.
Zadzwonilam wiec do dzialu windykacji w miescie gdzie mialam mandat i oni mi potwierdzili, ze tam jestem winna. Podali mi tez nazwisko i imie komornika, z ktorym sie skontaktowalam od razu /przez sekretarke/.
Sekretarka powiadomila mnie, ze tej sprawy juz nie prowadzi ow komornik i ze wrocila ona z powrotem do przedsiebiorstwa zajmujacego sie komunikacja miejska.
Pomimo tego pytalam ja jaka kwote jestem dluzna. Nastepnego dnia podala mi i sie dziwila, ze ja chce to zaplacic.
W miedzyczasie na jakims forum znalazlam informacje, ze sprawy mandatow po 10 latach sie przedawniaja /a to wlasnie minie 10 lat albo w maju, albo w czerwcu/. Nie ukrywam, ze kwota jest dosyc duza. Czytalam rowniez, ze aby umorzyc to, musialabym wniesc cos do sadu dokumenty, czy sprawe zalozyc.
Problem jest taki, ze nie mieszkam juz na terenie RP i mam daleko do kraju. Na pewno taniej mnie wyjdzie zaplacic calosc i miec z glowy, niz kupowac bilet do Polski. Mam male dzieci i nie jest dla mnie tez takie proste wyjechac i zalatwiac rozne sprawy w Polsce.
Z drugiej strony zdziwilo mnie to, ze sekretarka/czy osoba rozmawiajaca ze mna przez telefon w biurze u komornika, powiedziala, ze on sie tym juz nie zajmuje i dziwila sie, ze ja chce to zaplacic.
Co radzicie w tej sytuacji. Kwota zaplaty jest dosyc spora...1300 zl. Sporo. Jesli byloby to juz umorzone, to byloby super. Jesli nie, to zaplace i sprawa z glowy.
Dziekuje z gory za wszelkie komentarze.
W roku 2006 dostalam dwa mandaty /tego samego dnia/w srodku komunikacji miejskiej. Byc moze dostawalam wezwania do zaplaty, ale nie mieszkam i nie przyjezdzam do swojego domu rodzinnego, gdzie jestem zameldowana.
W moim domu rodzinnym mieszka tylko brat z ktorym mam kontakt tyle o ile, on nie przekazuje mi prawie zadnych informacji. Ja od kilku lat mieszkam poza granicami RP.
Kilka dni temu dowiedzialam sie przypadkiem, ze do domu nachodzi mnie komornik i mnie poszukuje /nie wiem czy to jest informacja swieza, czy zz przed pol roku czy z przed kilku lat/. Brat tylko taka informacje podal siostrze przez telefon, ktora rowniez tam nie mieszka i nie przyjezdza. I ze brat odebral jeden z listow do mnie przychodzacych /chociaz kilka lat temu zostawilam na poczcie pismo, zeby mu nie udostepniac mojej korespondencji/.
Wiecej informacji juz nie przekazal brat, wiec gdy sie tylko dowiedzialam, ze jestem dluzna, obdzwonilam kilku okolicznych komornikow. Przyszlo mi do glowy jedynie to, ze moze to byc mandat za jazde bez biletu.
Po kilku telefonach wszystko sie wyjasnilo, chodzi o dwa niezaplacone mandaty z 2006 roku.
Prawdopodobnie /korespondencji nie widzialam i nie zobacze, bo brat mi jej nie udostepni/, byla juz prawdop. sprawa w sadzie i nakaz komornika.
Zadzwonilam wiec do dzialu windykacji w miescie gdzie mialam mandat i oni mi potwierdzili, ze tam jestem winna. Podali mi tez nazwisko i imie komornika, z ktorym sie skontaktowalam od razu /przez sekretarke/.
Sekretarka powiadomila mnie, ze tej sprawy juz nie prowadzi ow komornik i ze wrocila ona z powrotem do przedsiebiorstwa zajmujacego sie komunikacja miejska.
Pomimo tego pytalam ja jaka kwote jestem dluzna. Nastepnego dnia podala mi i sie dziwila, ze ja chce to zaplacic.
W miedzyczasie na jakims forum znalazlam informacje, ze sprawy mandatow po 10 latach sie przedawniaja /a to wlasnie minie 10 lat albo w maju, albo w czerwcu/. Nie ukrywam, ze kwota jest dosyc duza. Czytalam rowniez, ze aby umorzyc to, musialabym wniesc cos do sadu dokumenty, czy sprawe zalozyc.
Problem jest taki, ze nie mieszkam juz na terenie RP i mam daleko do kraju. Na pewno taniej mnie wyjdzie zaplacic calosc i miec z glowy, niz kupowac bilet do Polski. Mam male dzieci i nie jest dla mnie tez takie proste wyjechac i zalatwiac rozne sprawy w Polsce.
Z drugiej strony zdziwilo mnie to, ze sekretarka/czy osoba rozmawiajaca ze mna przez telefon w biurze u komornika, powiedziala, ze on sie tym juz nie zajmuje i dziwila sie, ze ja chce to zaplacic.
Co radzicie w tej sytuacji. Kwota zaplaty jest dosyc spora...1300 zl. Sporo. Jesli byloby to juz umorzone, to byloby super. Jesli nie, to zaplace i sprawa z glowy.
Dziekuje z gory za wszelkie komentarze.