Mandat za zaniżoną wartyość biletu MPK

  • Autor wątku Autor wątku Timur7
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
T

Timur7

Nowy użytkownik
Dołączył
11.2012
Odpowiedzi
6
Szanowni Państwo,
przedwczoraj jechałem do Gdańska na rozmowę kwalifikacyjną o pracę. W drodze na dworzec skasowałem w autobusie MPK bilet za 2,5, za co kontroler ukarał mnie mandatem, albowiem w międzyczasie, jak się dowiedziałem od pani kontrolerki, bilety podrożały do 3 zł, o czym nie wiedziałem. Bilet kupiłem chyba w lecie i od tamtej pory autobusami nie jeździłem, bo mnie na to nie stać. Wydaje mi się, że skoro wykupiłem usługę od MPK za taką cenę, jaka wtedy obowiązywała, nie powinienem teraz do niej dopłacać. W każdym razie nie tych 105 zł kary, które mam zapłacić, bo potraktowano mnie tak, jakbym biletu w ogóle nie posiadał (de facto więc jak złodzieja), co wydaje mi się podwójnie nieuczciwe.
Zadzwoniłem do Kontroli Windykacji Należności „Legspin” w Legnicy, gdzie dowiedziałem się, że skoro miałem bilet o „zaniżonej wartości” – jak czytam też na mandacie – to według przepisów „tak jakbym” go nie miał. Wychodzi więc na to, że wydałem 2,5 zł na bilet, którego nie tylko nie mam, ale i muszę za to za płacić karę.
Poza tym, ściganie bezrobotnego za 50 gr niedopłaty jest trochę niepoważne, a na pewno nieludzkie. Napisałem odwołanie, po którym jednak - po wspomnianej rozmowie telefonicznej - nie spodziewam się niczego dobrego. Nie zamierzam tego odpuścić i płacić za frajer. Ale co robić?
 
Wg mnie sprawa przegrana, bo mandat zasadny. Niestety :( Jak szybko zaplacisz to pewnie mniejsza oplata dodatkowa bedzie. A moze pisz o rozlozenie na raty?
 
Ale przecież bilet miałem. Nie rozumiem tego, dlaczego mam płacić tak, jakbym go w ogóle nie miał. To chyba różnica. Poza tym pomiędzy nieświadomym naruszeniem prawa a celowym działaniem jest chyba znacząca różnica. Nie jestem złodziejem. Te moje wydane 2,5 zł nie jest nawet nigdzie uwzględnione. Faktycznie więc zapłacę o tę sumkę więcej niż zwykły gapowicz.
 
W zasadzie tu tez sie sprawdza powiedzenie, ze nieznajomosc prawa nie zwalnia z jego przestrzegania. Miales zly bilet, wiec to bez znaczenia. W PKP od kiedy sa rozne spolki to w zasadzie mozesz nawet miec drozszy bilet, a on Cie nie bedzie uprawniac do przejazdu tanszym pociagiem. Pasazer moze sie zbulwersuje ale oni tak maja w regulaminach i koniec :/
 
Najbardziej irytujące jest to, że kogoś, kto nieświadomie jechał na niewłaściwym bilecie, za który zapłacił i przykładnie skasował, traktuje się dokładnie tak samo jak zwykłego gapowicza, który oszukuje celowo. Wydaje mi się, że jest jednak pomiędzy nimi zasadnicza różnica, która powinna mieć swoje odzwierciedlenie w wysokości mandatu. Dochodzę do wniosku, że przepisy skonstruowane są w taki sposób, aby w nieuczciwy sposób powetować sobie straty na rzeczywistych i notorycznych gapowiczach, których przewoźnik nie jest w stanie wyłapać. Poza tym widzę, że niektórzy ludzie na mocy przepisów czują się całkowicie zwolnieni z krytycznego myślenia i samodzielnego oceniania sytuacji. Skoro przepisy stanowią tak a tak, to jakiekolwiek myślenie jest już zbędne.
 
Timur7 napisał:
przepisy skonstruowane są w taki sposób, aby w nieuczciwy sposób powetować sobie straty na rzeczywistych i notorycznych gapowiczach, których przewoźnik nie jest w stanie wyłapać.
Zgadzam sie z tym ;)
 
Timur7
przepisy mówią że masz mieć WAŻNY bilet i to w Twoim interesie jest sprawdzić czy bilet kupiony w lecie jest ważny. To że wsiadasz do autobusu zawierasz umowę przewozu, przewoźnik zabierze Ciebie w inne miejsce (na inny przystanek) za co dokonasz mu zapłaty (płacąc 3 zł za bilet). Ty swojej części umowy nie dopełniłeś, bilet był aktualny na dzień w którym go kupiłeś a nie kilka miesięcy później. Wystarczyło spytać czy bilet ważny w kiosku, na stronie internetowej, czy nawet kierowcę lub innego pasażera. Bo patrząc z Twojego punktu widzenia można by zrobić zapas biletów teraz za 3 zł i jeździć nimi przez najbliższe lata kiedy znowu ceny pójdą w górę. To tak nie działa. Też wykonując jakąś pracę umówioną na Twoje wynagrodzenie w kwocie 5000zł nie chciałbyś dostać 4000zł.
 
Wciąż nie rozumiem logiki, według której używając biletu o zaniżonej wartości jestem traktowany "tak jakbym" go w ogóle posiadał (tak mi dwukrotnie tłumaczono). Tego "tak jakbym" po prostu nie przyjmuję. Dlaczego mam płacić taką samą karę jak zwykły gapowicz, który świadomie i z premedytacją oszukuje, żadnego biletu nie kupił, nie kasował i ogólnie ma wszystko w d.... I dlaczego z góry zakłada się moje złe intencje, tj. w żywe oczy wpiera mi się, że o podwyżce wiedziałem, bo "musiałem" wiedzieć. To mnie po prostu obraża. Uważa się mnie nie tylko za oszusta, ale i kłamcę. Tymczasem ja tylko popełniłem błąd, a to chyba dość istotna różnica. Jestem z gruntu uczciwym człowiekiem i chciałbym, aby mnie tak traktowano. Przepisy, zdaje się, w ogóle tej uczciwości nie uwzględniają.
 
Może masz swój tok myślenia ale fakty są takie że na Tobie spoczywa obowiązek dopełnienia sprawdzenia tego czy bilet jest ważny przed wejściem do autobusu, ważnego biletu nie masz to tak samo jakbyś nie miał go w ogóle i pretensje możesz mieć tylko do siebie
 
To "tak jakbyś" mnie właśnie w ogóle nie przekonuje. Miałem bilet i ma mandacie mam napisane: "zaniżona wartość biletu", zgodnie z faktami, a nie "brak biletu".
Zgadzam się, że popełniłem błąd. Nie zgadzam się natomiast, że popełniłem świadome oszustwo, a tak jestem traktowany (i dla mnie jest to bardzo istotna różnica). Wiem, jakie są przepisy, i to właśnie one mi się nie podobają, bo to właśnie na ich mocy traktuje się mnie jako pospolitego oszusta, którym nie jestem.
A co do Twoich obliczeń, także się nie zgadzam. Bo kiedy dziś wydam 3 zł na bilet, a za rok bilety podrożeją do 4 zł (jak rozumiem, głównie za sprawą inflacji), to znaczy, że moje tamte 3 zł będzie teraz warte 4 zł. Bezwzględną wartością biletu jest należna usługa. I jest dokładnie tak: jeśli dziś nakupię biletów za 3 zł, a przewoźnik je dzisiaj zainkasuje, powinienem (choć wiem, że wg przepisów nie mam) mieć prawo do wykorzystania ich w dowolnej chwili. Bo to jest tak, jakby te 3 zł procentowały na koncie przewoźnika do czasu, aż rzeczywiście zrealizuję swój przejazd. Przecież jak kupisz kilo cukru, a on podrożeje, zanim go zużyjesz, nikt ci nie będzie kazał do niego dopłacać. A już na pewno nie wrzepi ci mandatu "tak jakbyś" go ukradł.
 
Niestety sprawa jest pewnie przegrana, aczkolwiek uważam, że osoby, potraktowane w sposób nieuczciwy przez MPK powinny wziąć sprawy w swoje ręce. Próbować coś zmienić, bo zazwyczaj kończy się to zapłatą dla świętego spokoju. Sama wczoraj miałam podobną sytuację, właśnie z MPK Legnica i z tego co wiem, nie ja jedna i nie ostatnia!

Czym moja sprawa różni się od tego Pana? Otóż, wybrałam się do autoryzowanego punktu informacji i sprzedaży biletów MPK, jeździłam dotychczas na legitymacji studenckiej, ale od listopada miałam mieć legitymację szkoły policealnej, jakoś wtedy nie miałam dostępu do internetu, więc spytałam w informacji jaki teraz mam kupić bilet jeśli mam taką legitymację, otrzymałam odpowiedź, że jest jeden w strefie miasta i to ten co miałam dotychczas za 50 zł. Mój błąd polegał na tym, że zaufałam osobie, która powinna być wykwalifikowana, a nie wprowadzać ludzi w błąd, teraz ona nie poniesie konsekwencji, bo nie mam dowodów, że taka sytuacja miała miejsce, a ja muszę płacić. Ok, zrozumiałabym gdybym miała zapłacić różnicę + koszty manipulacyjne, ale dlaczego jestem ukarana jak ktoś, kto z premedytacją wsiada do autobusu bez biletu? Nie dość, że muszę zapłacić 50 krotność biletu, to nie jest to cena biletu, który mi przysługuje z legitymacją, a koszty biletu normalnego. I w efekcie, za błąd pracownika, ja osoba ucząca się i bezrobotna musi zapłacić 105 zł + 1,80 zł, po 7 dniach 150 zł + 1,80 zł. Regulamin jest zapisany w sposób krzywdzący, ale i dwuznaczny. Ponieważ, jest tam np. zapis, że w przypadku natychmiastowej zapłaty dopłatę obniża się o 30%, a według MPK Legnica, to cena 105 zł podana na mandacie już jest ta ceną po obniżce, czy to zapis zgodny z prawem?
Do tego nie ma czegoś takiego jak bilety uzupełniające i jestem stratna bilet za 50 zł i muszę dokupić nowy za 60 zł. Rożnica na bilecie jednorazowym to 30 gr, a na bilecie miesięcznym jeszcze mniej, 10 zł. Jeżdżę codziennie x 2. Napisałam odwołanie, ale z góry powiedzieli, że odrzucą, Rzecznik nie chce pomóc, więc pozostaje sprawę nagłośnić, pewnie ją przegram, ale chociaż narobię złodziejom smrodu, bo ja zostałam potraktowana jak oszust, a działałam nieświadomie, nie miałam na celu działać na niczyją niekorzyść, nie ryzykowałabym, aby zaoszczędzić 10 zł, te zapisy i samowolka przewoźników to paranoja :!: Kontrola przecież nie czepi się menela, który śpi w autobusie lub łysego karka w dresie, biletu nie mają, ale wyśmieją kontrole, a ci ich wypuszczą bez konsekwencji na najbliższym przystanku.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra