P
pluszowabiedronka
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2012
- Odpowiedzi
- 1
Witam wszystkich. Mam nadzieję, że mi jakoś pomożecie. Jestem studentką. W tym roku skończę dzienne studia pierwszego stopnia. Wybieram się na studia uzupełniające magisterskie, także dziennie.
Mam zasądzone alimenty od mojej matki, która nie utrzymuje ze mną kontaktu. Do ugody doszło w zeszłym roku. Od tamtego czasu otrzymałam może 2 razy pełną kwotę, reszta pieniędzy przychodziła w ratach, aż w końcu nie otrzymuję nic. Pracuję jedynie dorywczo (studia nie pozwalają) i otrzymuję stypendium naukowe (które zakończy się w czerwcu, co oznacza wegetację do października). Mieszkam z ojcem, który ułożył już sobie na nowo życie. Problem w tym, że nie mam serca "ciągnąć od nich" pieniędzy. Mieszkam z nimi, utrzymują mnie - wystarczy. Matka się nie poczuwa ani do kontaktu ze mną, ani tym bardziej do płacenia. Moja siostra (niepełnoletnia) również pieniędzy nie otrzymuje (tzn. tata na nią nie dostaje od matki), jednak kontakt mają. Adresu zamieszkania tej "pani" nie znam, moja siostra co chwilę zmienia wersję wydarzeń : a to matki nie ma w kraju, a to pracuje gdzieś tam, a to nie pracuje, nie ma prawa do zasiłku, jest bezrobotna i tak dalej.
Moje pytanie brzmi : jakie mam szanse na wyegzekwowanie moich, bądź co bądź, pieniędzy? Przecież zgodziła się na mnie łożyć, nie kontaktuje się, pieniędzy nie widzę. W miarę możliwości usiłuję wszystko "sponsorować" sobie ze stypendium, jednak dentysta, leki i inne podstawowe artykuły powoli mnie przerastają. Najbardziej obawiam się wakacji, w trakcie których znów mogę nie znaleźć pracy na całe 3 m-ce a trzeba będzie opłacić chociażby opłaty rekrutacyjne i tak dalej. Na Fundusz z tego co wiem nie mam co liczyć - dochody nowych rodziców przekraczają wymagane kwoty.
Proszę o pomoc, bo męczy mnie bezkarność tej kobiety (gdyby to był ojciec od razu musiałby płacić i już- taka polska mentalność, że matek bronią nawet gdy nie zasługują na to miano) i martwienie się czy na wszystko, co potrzebuję mi wystarczy (zwłaszcza, że często nie ma zleceń dla studentów i wtedy zaczynam się martwić).
PS Gdzieś przeczytałam, że w takiej sytuacji powinnam iść Chwilowo nie wchodzi to w grę - usiłuję się dostać na jeszcze jeden kierunek, po którym, być może, zwiększę swoje szanse na rynku pracy, który jak wiadomo do łatwych nie należy.
Mam zasądzone alimenty od mojej matki, która nie utrzymuje ze mną kontaktu. Do ugody doszło w zeszłym roku. Od tamtego czasu otrzymałam może 2 razy pełną kwotę, reszta pieniędzy przychodziła w ratach, aż w końcu nie otrzymuję nic. Pracuję jedynie dorywczo (studia nie pozwalają) i otrzymuję stypendium naukowe (które zakończy się w czerwcu, co oznacza wegetację do października). Mieszkam z ojcem, który ułożył już sobie na nowo życie. Problem w tym, że nie mam serca "ciągnąć od nich" pieniędzy. Mieszkam z nimi, utrzymują mnie - wystarczy. Matka się nie poczuwa ani do kontaktu ze mną, ani tym bardziej do płacenia. Moja siostra (niepełnoletnia) również pieniędzy nie otrzymuje (tzn. tata na nią nie dostaje od matki), jednak kontakt mają. Adresu zamieszkania tej "pani" nie znam, moja siostra co chwilę zmienia wersję wydarzeń : a to matki nie ma w kraju, a to pracuje gdzieś tam, a to nie pracuje, nie ma prawa do zasiłku, jest bezrobotna i tak dalej.
Moje pytanie brzmi : jakie mam szanse na wyegzekwowanie moich, bądź co bądź, pieniędzy? Przecież zgodziła się na mnie łożyć, nie kontaktuje się, pieniędzy nie widzę. W miarę możliwości usiłuję wszystko "sponsorować" sobie ze stypendium, jednak dentysta, leki i inne podstawowe artykuły powoli mnie przerastają. Najbardziej obawiam się wakacji, w trakcie których znów mogę nie znaleźć pracy na całe 3 m-ce a trzeba będzie opłacić chociażby opłaty rekrutacyjne i tak dalej. Na Fundusz z tego co wiem nie mam co liczyć - dochody nowych rodziców przekraczają wymagane kwoty.
Proszę o pomoc, bo męczy mnie bezkarność tej kobiety (gdyby to był ojciec od razu musiałby płacić i już- taka polska mentalność, że matek bronią nawet gdy nie zasługują na to miano) i martwienie się czy na wszystko, co potrzebuję mi wystarczy (zwłaszcza, że często nie ma zleceń dla studentów i wtedy zaczynam się martwić).
PS Gdzieś przeczytałam, że w takiej sytuacji powinnam iść Chwilowo nie wchodzi to w grę - usiłuję się dostać na jeszcze jeden kierunek, po którym, być może, zwiększę swoje szanse na rynku pracy, który jak wiadomo do łatwych nie należy.