Moje notatki w Internecie - złamanie praw autorskich

  • Autor wątku Autor wątku MichalK88
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

MichalK88

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2008
Odpowiedzi
6
Witam,

W Internecie zamieszczono bez mojej zgody i wiedzy moje notatki z wykładów na studiach. Jest to kilkadziesiąt stron starannie przygotowanych materiaów, których nie miałem najmniejszego zamiaru udostępniać publicznie. Czy rozpowszechnianie ich bez mojej wiedzy i zgody można zaliczyć do łamania praw autorskich ("utwór wyrażony słowem") i czy warto się procesować (straty moralne i materialne - od tych nielicznych osób, którym dałem notatki, oczekiwałem w zamian pewnych dobrych czekoladek)?

Z góry dziękuję za radę.
 
Nie tylko Pan ale również osoba prowadząca wykład. Można przyjąć ze jest to opracowanie wypowiedzi profesora która również moze mieć cechy utworu. Nie można tego rozpowszechniać bez zgody profesora oraz osoby która zrobiła to opracowanie.
Procesować się? Wątpie... raczej szczera rozmowa i nie dawania następnym razem notetek byle komu.
 
Dziękuję uprzejmie za tak szybką odpowiedź.

Czyli aby udostępniać zrobione przez siebie notatki, teoretycznie muszę mieć również zgodę wykładowcy? To bardzo ciekawe. Mógłbym poprosić o rozwinięcie tematu - z czego to wynika?

Odnośnie procesowania się, moje straty wyniosły jakieś 750 osób (25zł (wartość pudełka moich ulubionych czekoladek) x 30 osób, które ściągneły moje notatki z Internetu) plus "straty moralne" (bo poczułem się urażony takim brakiem przestrzegania zasad dobrego wychowania ze strony osoby, która rozpowszechnia moje materiały, w których stworzenie włożyłem pewien wysiłek). To zapewne wciąż za mało, by angażować prawnika?
 
ustaw o prawie autorskim i prawach pokewnych
[cytat:1ip8ha1w]Art. 2. 1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.

2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania[/cytat:1ip8ha1w]

te 30 osób co ściągneły to, nie ma tutaj nic do rzeczy.
[cytat:1ip8ha1w]To zapewne wciąż za mało, by angażować prawnika?[/cytat:1ip8ha1w]
Takie jest moje zdanie.
 
>te 30 osób co ściągneły to, nie ma tutaj nic do rzeczy.

Ale czy to nie unaocznia rozmiaru moich strat? Dodam, że wcześniej, w zeszłym roku, udostępniłem moje inne notatki do powszechnego użytku i wtedy spotkały się one z zainteresowaniem kilkudziesięciu, około stu, osób. A więc gdybym teraz utrzymał wyłączność, to wiązałoby się to z poważnymi korzyściami dla mnie.

Gdybym jednak zdecydował się na wystąpienie na drogę prawną, nawet jeśli mi się to nie opłaci, to czy są szanse na obciążenie na jakimiś bardziej znaczącymi kosztami administracyjnymi pozwanych (liczę, że wizja uciążliwego ciągania się po sądach przekona osoby, które naraziły mnie na straty, do zadośćuczynienia w prywarnym zakresie)?
 
Należy pamiętać o rozróżnieniu "udostępniania" od "rozpowszechniania". Otóż utwór jakim jest "wykład" jest utworem rozpowszechnionym (został wygłoszony przed publicznością).

W związku z czym tyczą się go przepisy o dozwolonym użytku osobistym. Co z kolei oznacza, że w ramach tego dozwolonego użytku osobistego możesz dzielić się takim utworem (w Twoim wypadku - jego opracowaniem) z ludźmi z którymi pozostajesz "w kręgu towarzyskim".

Rozpowszechnianie to np. wrzucenie na powszechnie dostępną stronę, z której każdy, nie tylko Twój znajomy, może ściągnąc.
 
>Należy pamiętać o rozróżnieniu "udostępniania" od "rozpowszechniania". Otóż utwór jakim jest "wykład" jest utworem >rozpowszechnionym (został wygłoszony przed publicznością).

Ale czy wykład, na który mógł przyjść każdy student, i moje notatki z niego, które jednak sam wykonałem i opracowałem, nie są dwiema innymi rzeczami?

>W związku z czym tyczą się go przepisy o dozwolonym użytku osobistym. Co z kolei oznacza, że w ramach tego dozwolonego >użytku osobistego możesz dzielić się takim utworem (w Twoim wypadku - jego opracowaniem) z ludźmi z którymi >pozostajesz "w kręgu towarzyskim".

Podzieliłem się notatkami z trzema osobiami, zastrzegając, że nie życzę sobie przekazywania ich innym osobom, zaś osoby te wiedziały, że od innych - które nie należą do mojego "kręgu towarzyszkiego" - będę oczekiwał "dowodu wdzięczności" (wiem, brzmi to trochę narcystycznie, ale jednak to, że podczas poprzedniej sesji pół grupy wykładowej korzystało z moich innych notatek i wielu dziękowało mi za umożliwienie zdania egzaminu, chyba dobrze świadczy o jakości moich materiałów).

>Rozpowszechnianie to np. wrzucenie na powszechnie dostępną stronę, z której każdy, nie tylko Twój znajomy, może ściągnąc

Zostały umieszczone na dwóch powszechnie dostępnych serwisach do wymiany plików - SendSpace i WyslijTo.
 
Pomyśl też w drugą stronę, profesor się o tym dowie i Ciebie zacznie ściagać za rozpowszechnianie tych notatek z wykładów. Czy to teraz czy zeszłorocznych... i tak dalej. W mojej ocenie chodzi Panu tylko aby jak najwięcej od nich wycisnąć, postraszyć przepisami etc, ale jednocześnie Pan profesora o zgodę na rozpowszechnianie nie pytal...
 
[cytat="Colder":23rrwfnb]Pomyśl też w drugą stronę, profesor się o tym dowie i Ciebie zacznie ściagać za rozpowszechnianie tych notatek z wykładów. Czy to teraz czy zeszłorocznych... i tak dalej. W mojej ocenie chodzi Panu tylko aby jak najwięcej od nich wycisnąć, postraszyć przepisami etc, ale jednocześnie Pan profesora o zgodę na rozpowszechnianie nie pytal...[/cytat:23rrwfnb]

Skoro korzystają z moich notatek bez mojej wiedzy i zgody, to nie widzę powodów, by nie starać się z nich czegoś wycisnąć. Ja chodziłem na każdy wykład i starannie opracowywałem swoje materiały; inni - przepraszam za kolokwializm - olewali to, a teraz wykorzystują mój wysiłek. Wcześniej wiele osób dziękowało mi, a co poniektórzy i przynieśli jakieś czekolady, za moje inne notatki, ale jeszcze więcej nawet nie podziękowało, więc na brak dobrego wychowania i minimum respektu dla mojej osoby nie mam zamiaru odpowiadać uprzejmością, z jaką zazwyczaj staram się traktować innych.

Co do ewentualnej reakcji wykładowcy, bardzo w taki obrót zdarzeń wątpię. Polska to nie USA i tu zwyczaju procesowania się o drobiazgi raczej nie ma (a szkoda, bo wydaje mi się to fascynującym i dobrze wpływającym na normy społecznego współistnienia zwyczajem). Przy okazji, zastanawia mnie praktyczny aspekt tego aspektu prawa. Robienie notatek z wykładów i ewentualne dzielenie się nimi lub sprzedawanie jest powszechnie przyjętą metodą - czy więc znaczna część polskich studentów łamie prawo?
 
Colder... danie swoich notatek z wykładu kilku znajomym z roku nie jest "rozpowszechnianiem" w znaczeniu ustawowym. To, za co (i w jaki sposób) profesor może ścigać to odrębna i często mało mająca wspólnego z prawem sprawa :P.

Za to postępowanie kolegi, który chce prawnie ścigać za dalsze dzielenie się jego notatkami (czy notatki są rozpowszechnione, aby była mowa o dozwolonym użytku osobistym?), cóż... . Chyba gazety by to opisały :P i ludzie by palcami na wydziale pokazywali...
 
[cytat:1ruvwuh3]a szkoda, bo wydaje mi się to fascynującym i dobrze wpływającym na normy społecznego współistnienia zwyczajem[/cytat:1ruvwuh3]
Tylko wtedy na rozstrzygnięcie sprawy czekałoby się 10 lat (średnio).
[cytat:1ruvwuh3]Przy okazji, zastanawia mnie praktyczny aspekt tego aspektu prawa. Robienie notatek z wykładów i ewentualne dzielenie się nimi lub sprzedawanie jest powszechnie przyjętą metodą - czy więc znaczna część polskich studentów łamie prawo?[/cytat:1ruvwuh3]
Używanie programów p2p i rozpowszechnianie przez nie utworów chronionych prawem też stało się powszechną praktyką, nie znaczy ze jest to jednak dozwolone. W ramach dozwolonego uzytku nie widzę przeszkód.

/edit
@adammada - wiem, że nie to samo. Mówie tutaj o rozpowszechnianiu ich szerszej publice poza zakres dozwolonego uzytku.
 
>czy notatki są rozpowszechnione, aby była mowa o dozwolonym użytku osobistym?)

Teraz już niestety tak...

>Chyba gazety by to opisały :P

Bez precedensów byłoby nudno ;) Przypomina mi się sprawa, w której matka pozawała korepetytorkę swojego syna, bo ten słabo napisał maturę.

Edit:

>Używanie programów p2p i rozpowszechnianie przez nie utworów chronionych prawem też stało się powszechną praktyką, nie >znaczy ze jest to jednak dozwolone. W ramach dozwolonego uzytku nie widzę przeszkód.

A więc z tej strony mi chyba nic nie grozi, bo ja moje notatki udostępniłem osobom właśnie ze swojego "kręgu towarzyskiego", choć wcześniej grono to było znacznie szersze, niż ostatnio. A za to, że one z kolei przekazały je dalej, ja już chyba nie odpowiadam.
Odnośnie P2P - ale firmy fonograficzne z tym walczą, a wykładowcy zdają się nie mieć nic przeciwko, co najwyżej zabraniają nagrywać na dyktafon (wiem, stawiam się w trochę podobnej sytuacji, jak taki wykładowca, co chciałby wymusić respektowanie swoich praw).
 
Teoretycznie jest to złamanie ustawy, chociaż tego do końca też nie jestem pewien, bo notatki były udostępniane w gronie znajomych... ale czy tak naprawę warto jest się w to angażować? Udostępniający nie czerpał z tego korzyści majątkowych, według mnie sąd może tutaj po prostu umorzyć postępowanie ze względu na niską szkodę społeczną czynu. Nie zapomnij, że proces z powództwa cywilnego wiąże się z kosztami. Nie sądzę, abyś cokolwiek z tego zyskał, nie licząc zszarpanych nerwów i opinii na uczelni. :evil:
 
Dlatego właśnie twierdze, ze ciągnięcie takie sprawy po sądach to objawy pieniactwa. No cóż, taki już ze mnie zimny drań.
 
Powrót
Góra