P
Przygodzkitom
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2026
- Odpowiedzi
- 1
Szanowni,
Przymierzam się do najmu długoterminowego auta. Dla niezaznajomionych z tematem działa to tak, że jeździsz autem, którego nie jesteś właścicielem płacąc za ten luksus co miesiąc określoną kwotę. Ta kwota zawiera m.in. ubezpieczenie i jak to reklamują usługodawcy: niczym się nie przejmujesz, jak coś się wydarzy, my likwidujemy szkodę, a Ty dostajesz zastępcze. Jeśli szkoda jest z Twojej winy, to Twoja partycypacja w likwidacji jest maksymalnie 1400 PLN. Tymczasem w umowie trafiłem na zapisy regulujące ubezpieczenie auta, które zapaliły mi czerwoną lampkę:
"W ramach usługi zarządzania szkodami nie jesteśmy zobowiązani do dochodzenia jakichkolwiek roszczeń od zakładu ubezpieczeń lub osób trzecich, jak również nie jesteśmy zobowiązani do pokrycia kosztu naprawy Pojazdu, jeżeli szkód tych nie ma obowiązku bądź nie chce pokryć zakład ubezpieczeń. To samo dotyczy tej części szkód, która nie została pokryta z powodu częściowego pokrycia szkód przez zakład ubezpieczeń."
oraz w innym miejscu:
"Zobowiązany jesteś do pokrycia wszelkich szkód dotyczących Pojazdu, jeżeli szkód tych nie ma obowiązku pokryć zakład ubezpieczeń, chyba że szkody są wynikiem okoliczności, za które nie ponosisz odpowiedzialności."
Przedstawiciel firmy tłumaczy, że chodzi o sytuację w której gdybym miał prywatne auto to i tak ubezpieczyciel nie uznałby swojej odpowiedzialności tj. jazda po alkoholu lub innych wspomagaczach. Ale o ile pasuje mi do tego punkt 2., o tyle pkt. 1 jakoś nie bardzo. Ten pkt 1. bardziej mi pasuje do sytuacji w której zakład ubezpieczeń wycenia szkodę inaczej niż ASO (a wiadomo, że usługodawca, czyli właściciel pojazdu chce mieć szkodę naprawioną na tip-top) i pozostałe koszty są przerzucone na mnie. Czy "nadinterpretowywuję", czy faktycznie może o to chodzić?
Przymierzam się do najmu długoterminowego auta. Dla niezaznajomionych z tematem działa to tak, że jeździsz autem, którego nie jesteś właścicielem płacąc za ten luksus co miesiąc określoną kwotę. Ta kwota zawiera m.in. ubezpieczenie i jak to reklamują usługodawcy: niczym się nie przejmujesz, jak coś się wydarzy, my likwidujemy szkodę, a Ty dostajesz zastępcze. Jeśli szkoda jest z Twojej winy, to Twoja partycypacja w likwidacji jest maksymalnie 1400 PLN. Tymczasem w umowie trafiłem na zapisy regulujące ubezpieczenie auta, które zapaliły mi czerwoną lampkę:
"W ramach usługi zarządzania szkodami nie jesteśmy zobowiązani do dochodzenia jakichkolwiek roszczeń od zakładu ubezpieczeń lub osób trzecich, jak również nie jesteśmy zobowiązani do pokrycia kosztu naprawy Pojazdu, jeżeli szkód tych nie ma obowiązku bądź nie chce pokryć zakład ubezpieczeń. To samo dotyczy tej części szkód, która nie została pokryta z powodu częściowego pokrycia szkód przez zakład ubezpieczeń."
oraz w innym miejscu:
"Zobowiązany jesteś do pokrycia wszelkich szkód dotyczących Pojazdu, jeżeli szkód tych nie ma obowiązku pokryć zakład ubezpieczeń, chyba że szkody są wynikiem okoliczności, za które nie ponosisz odpowiedzialności."
Przedstawiciel firmy tłumaczy, że chodzi o sytuację w której gdybym miał prywatne auto to i tak ubezpieczyciel nie uznałby swojej odpowiedzialności tj. jazda po alkoholu lub innych wspomagaczach. Ale o ile pasuje mi do tego punkt 2., o tyle pkt. 1 jakoś nie bardzo. Ten pkt 1. bardziej mi pasuje do sytuacji w której zakład ubezpieczeń wycenia szkodę inaczej niż ASO (a wiadomo, że usługodawca, czyli właściciel pojazdu chce mieć szkodę naprawioną na tip-top) i pozostałe koszty są przerzucone na mnie. Czy "nadinterpretowywuję", czy faktycznie może o to chodzić?