L
luona
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2011
- Odpowiedzi
- 2
Witam
4 lata temu moja matka - główny najemca mieszkania spółdzielczego i ja zostałyśmy eksmitowane z mieszkania za niepłacenie czynszu. Ja tylko teoretycznie, bo od blisko 14 lat nie mieszkam już w tym miejscu. Problem zaczął się teraz.
Otóż dostałam (i moja mama też) pismo od komornika wzywające do uiszczenia kwoty kilku tysięcy złotych,z czego 2/3 to odsetki za zaległy czynsz. Termin na spłatę zadłużenia to 7 dni. Zajęto mi rachunek i muszę stawić się u komornika, żeby wyznać co jeszcze posiadam i co on może na poczet długu zająć.
Wyrok był zasądzony 12 lat temu.
W trakcie sprawy sądowej nie zostałam poinformowana o toczącej się przeciwko mnie sprawie - nie miałam żadnej szansy obrony - a miałam wszelkie podstawy do tego, żeby być z długu zwolniona - nie mieszkałam tam.
Do tej pory od dnia zasądzenia wyroku komornik nie wysłał do mnie żadnego nakazu zapłaty ani monitu ponaglającego - a wydaje mi się, że tak to powinno wyglądać.
Z tego, co pamiętam w roku, w którym była eksmisja był przepis, ze jeśli wartość mieszkania przekroczyła wysokość zaległego czynszu, następowała eksmisja i automatyczne umorzenie długu.
Moje pytanie:
Czy komornik powinien przysłać mi przed zajęciem rachunku pismo wzywające mnie do zapłaty? (miałabym wtedy jakąś możliwość spłaty normalnej, a nie nagłego zajęcia rachunku)
Czy komornik nie powinien czekać 12 lat tylko po wydaniu wyroku poinformować mnie o obowiązku uiszczenia zapłaty? (odsetki byłyby mniejsze)
I czy to nie jest przedawnienie zaległości?
I jak to możliwe, ze po 12 latach nagle okazuje się że mam wyrok do zapłaty i nikt ode mnie wcześniej tych pieniędzy nie chciał?
W dodatku okazało się, ze na akta sprawy, z racji ich "starożytności" muszę czekać około miesiąca. A przez ten czas komornik działa.
Czy rozwiązanie typu:
Wnoszę prośbę o wstrzymanie czynności komorniczych do czasu zapoznania się z aktami sprawy o której nie miałam pojęcia.
Zapoznaję się z aktami i wnoszę sprawę o ponowne rozpatrzenie wyroku na podstawie nieznanych sądowi wcześniej faktów, tzn. mojego nie zamieszkiwania tam podczas powstawania zaległości.
Lub wnoszę sprawę o rozłożenie na raty na podstawie późnego poinformowania mnie o narastaniu odsetek - 12 lat, co dało mi szansę zadłużenia, a nie uregulowania długu.
Lub wnoszę sprawę o umorzenie zaległości z racji przedawnienia wyroku.
...jest możliwe?
Wiecie, chodzi o to, ze ja nie miałam pojęcia o tym, że toczyło się jakieś postępowanie przeciwko mnie, nie wiedziałam nic o konieczności zapłaty i na dodatek nie dostałam żadnego wezwania do tej zapłaty.
Przez 12 lat. I nagle mam do zapłacenia gigantyczne odsetki. Przecież to powinno być regularne nachodzenie komornika i wezwania do zapłaty. Ten komornik powinien już dawno wezwać mnie na dywanik.
A z mamą mam regularny kontakt i ona odbierała pisma.
4 lata temu moja matka - główny najemca mieszkania spółdzielczego i ja zostałyśmy eksmitowane z mieszkania za niepłacenie czynszu. Ja tylko teoretycznie, bo od blisko 14 lat nie mieszkam już w tym miejscu. Problem zaczął się teraz.
Otóż dostałam (i moja mama też) pismo od komornika wzywające do uiszczenia kwoty kilku tysięcy złotych,z czego 2/3 to odsetki za zaległy czynsz. Termin na spłatę zadłużenia to 7 dni. Zajęto mi rachunek i muszę stawić się u komornika, żeby wyznać co jeszcze posiadam i co on może na poczet długu zająć.
Wyrok był zasądzony 12 lat temu.
W trakcie sprawy sądowej nie zostałam poinformowana o toczącej się przeciwko mnie sprawie - nie miałam żadnej szansy obrony - a miałam wszelkie podstawy do tego, żeby być z długu zwolniona - nie mieszkałam tam.
Do tej pory od dnia zasądzenia wyroku komornik nie wysłał do mnie żadnego nakazu zapłaty ani monitu ponaglającego - a wydaje mi się, że tak to powinno wyglądać.
Z tego, co pamiętam w roku, w którym była eksmisja był przepis, ze jeśli wartość mieszkania przekroczyła wysokość zaległego czynszu, następowała eksmisja i automatyczne umorzenie długu.
Moje pytanie:
Czy komornik powinien przysłać mi przed zajęciem rachunku pismo wzywające mnie do zapłaty? (miałabym wtedy jakąś możliwość spłaty normalnej, a nie nagłego zajęcia rachunku)
Czy komornik nie powinien czekać 12 lat tylko po wydaniu wyroku poinformować mnie o obowiązku uiszczenia zapłaty? (odsetki byłyby mniejsze)
I czy to nie jest przedawnienie zaległości?
I jak to możliwe, ze po 12 latach nagle okazuje się że mam wyrok do zapłaty i nikt ode mnie wcześniej tych pieniędzy nie chciał?
W dodatku okazało się, ze na akta sprawy, z racji ich "starożytności" muszę czekać około miesiąca. A przez ten czas komornik działa.
Czy rozwiązanie typu:
Wnoszę prośbę o wstrzymanie czynności komorniczych do czasu zapoznania się z aktami sprawy o której nie miałam pojęcia.
Zapoznaję się z aktami i wnoszę sprawę o ponowne rozpatrzenie wyroku na podstawie nieznanych sądowi wcześniej faktów, tzn. mojego nie zamieszkiwania tam podczas powstawania zaległości.
Lub wnoszę sprawę o rozłożenie na raty na podstawie późnego poinformowania mnie o narastaniu odsetek - 12 lat, co dało mi szansę zadłużenia, a nie uregulowania długu.
Lub wnoszę sprawę o umorzenie zaległości z racji przedawnienia wyroku.
...jest możliwe?
Wiecie, chodzi o to, ze ja nie miałam pojęcia o tym, że toczyło się jakieś postępowanie przeciwko mnie, nie wiedziałam nic o konieczności zapłaty i na dodatek nie dostałam żadnego wezwania do tej zapłaty.
Przez 12 lat. I nagle mam do zapłacenia gigantyczne odsetki. Przecież to powinno być regularne nachodzenie komornika i wezwania do zapłaty. Ten komornik powinien już dawno wezwać mnie na dywanik.
A z mamą mam regularny kontakt i ona odbierała pisma.