Napaść w sklepie przez sprzedawcę + interwencja policji, proszę o pomoc

  • Autor wątku Autor wątku Pavlis
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

Pavlis

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2012
Odpowiedzi
20
Witam serdecznie, proszę o pomoc i interpretację od Was drodzy forumowicze, mianowicie zostałem napadnięty w sklepie przez sprzedawcę i jego znajomą klientkę tegoż sklepu, mianowicie - sytuacja zaczęła jak to bywa w takich przypadkach od dość prozaicznej sprawy - niechcący wyciągając z lodówki zbiłem jedną butelkę piwa, przeprosiłem, a gdy podszedłem do kasy, Pani naliczyła mi za to rozwalone piwo. Jako, że po części czułęm się winny i niewinny zaistniałęj sytuacji, bo jednak zbiłem butelkę, aczkolwiek aby się do niej dostać musiałem przewertować w lodówcę 5-6 ciepłych piw, dlatego nie uważałem aby ta cała sytuacja wynikała tylko i wyłącznie (wiem pleonazm) z mojej winy. W każdym bądź razie poprosiłęm o rozmowę z właścicielką sklepu, aby tę sprawę wyjaśnić, zaznaczam, że w żadnym momencie nie powiedziałem, że nie zapłącę za robitą butelkę (bardziej chciałem zapłącić i powiedzieć, że będzie to ostatnia rzecz za jaką zapłaciłem w tej żabce)no i się zaczęło:

1. Czekając na właścicielkę, wyciągnąłem telefon i zacząłem w razie czego, jako, że czułem się nieco zagrożony całą sytuacją nagrywać telefonem rozmowy, zapytałęm się sprzedawcy, kiedy będzie właścicielka, to wyzwał mnie że jestem pajacem, na co odpowiedziałem mu, czy on wychował się w oborze i czy coś mu się nie pojebało, że tak mnie nazywa( cytuję swoje słowa z nagrania, z których może i nie jestem dumny, aczkolwiek ciężko zgadzać się na pogardliwe słowa w swoją stronę). No i gdy tak nagrywałem, pojawiła się znajoma sprzedawcy narodości ukraińskiej, ktora wyrwała mi mój telefon z ręki, ja natomiast mówiłem, wiadomo żeby mi go oddała, kiedy do niej podszedłem próbując odebrać jej moją wlasność, sklepowy z tyłu rzucił się na mnie, objął i zacisnał mnie ramionami, wyniosł mnie ze sklepu.

2 Będąc w szoku w całej sytuacji, kiedy wyrwałem się na zewnątrz z uścisku tego człowieka, zaczęliśmy się szarpać, po czym ta Ukrainka, która zabrała mi telefon, podbiegła do mnie i prysneła mi gazem pieprzowym w twarz, po oczach. Przypominam, że do tego momentu, mam udokumentowane na nagraniu (co prawda ja telefonu w ręku nie miałem, aczkolwiek nagrywała się cała sytuacja) nie widząc nic na nagraniu, słychać jak jeszcze kilka razy krzyczę i wołam, aby oddała mi telefon. Jakoś udało mi się na kucaka wykręcić 997 i zadzwonić po policję, zaś moi oprawcy zrobili to samo. w tym momencie nagranie się kończy, jak wziałem telefon i "przeczołgałem" się przez pasy na drugą stronę ulicy do sklepu aby ratowali mnie wodą i mlekiem. Drugiej stronie z głową w wiadrze wody, dopóki nie zauważyłęm z drugiej strony policjantów zmierzających do żabki. Stałem przed światłami po drugiej stronie i wołałem ich na tyle głośno, aby mnie usłyszeli, aczkolwiek zignorowali moje wołanie i weszli do żabki. a ja nie czułem się jeszcze na siłach, aby odejść od wiadra z wodą. Po chwili podeszli do mnie wezwani ratownicy medyczni, ktorzy stwierdzili tylko, że woda to najgorsze co mogłem zrobić, dali mi gazę i powiedzieli, żebym przemywał mlekiem. Jak tylko poczułem się lepiej na tyle, że mogłem już miarę się poruszać, poszedłem na drugą stronę do żabki, aczkolwiek nie zauważyłem w środku policji, teraz sobie myślę, że rozmawiali z właścicielami na zapleczu. Także podszedłem pod zaparkowany na światłąch nieopodal radiowóz, po czym będąc zdezorientowanym, gdzie oni są, zadzwoniłem jeszcze raz na policję i powiedziałem, że czekam pod radiowozem.

3. Po chwili "bohatersko" podszedł do mnie patrol składający się z policjanta i policjantki. Pierwsze co usłyszałem od policjanta, który nie zapytał się mnie nawet jaka jest moja wersja zdarzeń, to usłysząłem tak:
"Rozmawiałem z trzema osobami w sklepie oraz nie widziałęm nagrania video z tego zdarzenia", wiecie mimo że byłem w szoku, to pierwsze co sobie pomyślałem , przepraszam za określenie - to na chuj przyjeżdzałeś tutaj, jak nie oglądałeś nagrania. Aczkolwiek jak to się mówi - nie ma tego złęgo, cy by an dobre nie wyszło - zaproponowałem policjantom, abyśmy przeglądneli nagranie z mojego telefonu, na którym widać całą sytuację jak i to, że wyrywają mi telefon, wywalają mnie za sklep, oraz do momentu, jak dostałem an zewnatrz gazem pieprzowym od znajomej ukrainki sprzedawcy sklepu. Wyciągnałęm telefon, starajac pokazać nagranie, policjant chwile na to spojrzał, a zaznaczam, że bylismy na zewnątrz przy drodze i właściwie, jako że mam cichy telefon, nie było nic słychać. Po chwili policjant, nie słuchając tego co mówię, stwerdził, że czuję ode mnie mocną woń alkoholu, po czym zakuł mnie w kajdanki i zawiózł do izby wytrzeźwień, gdzie w wydychanym powietrzu stwierdzono 0,13 promila. W takim bądź razie nie było podstaw do zatrzymania mnie w izbie, jak wychodziliśmy z izby, policjant po tym, jak chyba zawalił mu się w głowie jego koncept na rozwiązanie tejże sprawy, jeszcze mi pogroził na parkingu, że zaraz mnie ejszcze raz zakuje i wywiezie na komendę. Ciekawe za co tym raziem chciał mnie wywieźć.

4. Po całym zdarzeniu poszedłem złożyć zeznania na policję, ale poproszono mnie abym przyszedł już na drugi dzień rano. Rano zeznałem cały przebieg zdarzenia i tutaj kilka ciekawych faktów z tejże rozmowy:
- z tego co wywnioskowałem w rozmowie z policjantem - sprawcy napadu musieli zeznać policjantowi na interwencji, że używałem wobec nich gróźb karalnych, bo pytał się mnie, czy np. nie mówilem, że spalę im ten sklep. Nastraszył mnie tez, że ich byłą dwóka i w sądzie mogą zeznawać, że używałęm wobec nich gróźb karalnych.


Reasumując, moi drodzy, sytuacja najprościej wyglądała tak - wszedłem do sklepu, zabrali mi telefon, wynieśli mnie siłą ze sklepu, dostałęm gazem pieprzowym, policjant który przyjechał w ogóle nie chciałe słuchać mojej wersji wydarzeń (może jacyś znajomi z tego sklepu?) skuł mnie i imputował, że jestem pijany w sztok, poczym wywiozł mnie na izbę, na której okazało się, że badaniu od razu mnie wypuścili.

I teraz mam kilka pytań, bo:

1. Czy ja mam prawo obawiać się o coś, czego nie zrobiłem? Chodzi mi o potencjalne grożby karalne, których w ogóle nie użyłem, a mam nagrane wszystko do momentu dostania gazem pieprzowym. Czyli idąc w logikę, to kiedy ja miałem wedle sprawców użyć jakichkolwiek gróżb? Może w momencie przed nagraniem? Tylko czemu w momencie nagrania, odzywam się kulturalnie do momentu aż sprzedawca nei nazwał mnie pajacem? Czy może tych gróźb miałęm użyć jak zwijałęm się na ziemi od gazu pieprzowego, gdzie na koncu nagrania słychać tylko jak rozpaczliwie krzyczę aby oddali mi telefon (bo wiedziałem że on jest najważniejszy, bo mam nagranie), to skoro przez 3 minuty cąłem akcji nie powiedziałem ani jednej grożby, to jak mi się wydaje mogli chyba tylko tak zeznać, że zrobili co zrobili bo musiałęm wystosować jakieś grożby, a skoro na nagraniu nie ma ani jednej, po dostaniu gazem nei ma ani jednej, to aj rozumiem, że ze spuchnieta twarza czołgając się na ziemi na drugą strone do sklepu wypowiedziałem wedle ich te grożby karalne?
Powiem Wam szczerze, że po prostu nie zamierzam bać się o coś, czego nie zrobiłem. Jeżeli oni będą trzymać tę wersję to niech w to idą, bo jak ja tym bardziej nic takiego nie zrobiłęm, to tym bardziej nic takiego niei zostało nagrane, bo tego nie ma. Proszę powiedzcie mi, czy tak jak stwierdził policjant w sądzie mam obawiać się tego, czego nie zrobiłem, bo mogę tak zeznawać?

I Druga sprawa interwecja policji - wyczułęm od policjanta na komisariacie, że stara się mnie przekonać, abym nie składał skargi na interwencję policji (A jeszcze dodam, że się nie wylegitymowali odznaką, a na izbie przy świadkach 10 razy intencjonalnie pytałem na głos policjantów, aby podali mi swoje dane, to policjant tylko stał, patrzył się i niczego nie chciał mi podać. Stwierdził, że wylegitymował się pod sklepem, na to odpowiedziałęm mu, że dostałęm gazem, nie pamiętam, nie zarejestrowałem i ze proszę podać mi teraz tak, abym miał możliwość zapisania dancyh. Oczywiście nie dał.
Więc tak, czy skarga na policję podczas tej interwencji wydaje Wam się w pełni uzasadniona.

I Trzecia sprawa, gdzie i kto mógłby mi w tej sprawie pomóc?

Dziękuję serdecznie każdemu, kto to przeczyta, wiem, że jest to dość sługi tekst, aczkolwiek starałem się opisać sytuację najlepiej jak potrafię.
 
Odpowiem tylko na początek posta. Jest rano i spieszę się do pracy. Sam zainicjowałeś tą sytuację w sklepie i jeszcze uważasz że nie do końca twoja wina? Jest tylko i wyłącznie twoja. Idziesz do kasy i płacisz za tą rozbitą butelkę. A tobie się zebrało tak jak to określiła sprzedawczyni na pajacowanie. Po co wzywać kierownika sklepu? Po co te zbędne dyskusję? Przepraszam i płace. I wszyscy rozchodzą się szczęśliwi. No może poza tym pracownikiem co musi Po tobie posprzątać
Ale chyba nie piszesz do końca całej prawdy. Zbicie butelki i chęć zapłacenia za nią nie jest powodem kiedy kierowniczce sklepu musisz oznajmić że twoja noga więcej tu w tym sklepie nie stanie. No i to filmowanie jeszcze przed nadejściem kierowniczki. Oj chyba tam wcześniej już się dużo wydazylo.
 
Ostatnia edycja:
Popieram Pejotwroc. Ja w takiej sytuacji jeszcze bym zaproponował - z grzeczności za to, że fajtłapowato wyciągałem piwo - że to posprzątam.
Jako, że po części czułęm się winny i niewinny zaistniałęj sytuacji
Dalej nie czytałem, bo uznałem, że nie ma sensu jak śmiesz twierdzić, że jesteś (nawet częściowo) niewinny :-(
 
Wszedłeś do sklepu, narobiłeś gnoju, byłeś pod wpływem, wszcząłeś awanturę za co zostałeś wywalony ze sklepu. Możnaby się upierać, czy nie przekroczono obrony koniecznej. Wszak, użycie gazu gdy jest 3 na 1 to trochę nad wyrost. Sam jednak doprowadziłeś do tej sytuacji, za durne nie wiem… 4 złote rozwaliłeś dzień kilku osobom i jeszcze dostałeś gazem w twarz.

Co do twoich pytań, to najprawdopodobniej sprawa została zakończona i nie sądzę, aby złożono na ciebie zawiadomienie.
 
Ostatnia edycja:
Pejotwroc - nice try + brak merytoryki z Twojej strony, wszakże oceniasz film po 15 minutach - pozdrawiam baaaardzo "enigmatyczny" Wrocław! : )

Lovor - Dziękuję za merytoryczną odpowiedź. ; )
Powiem Ci szczerze, że mając po swojej stronie nagranie ze sklepu, mając kamery w sklepie, po tym co się wydarzyło, baaardzo wątpie czy ktokolwiek z moich opraców pójdzie i złoży cokolwiek na policję. Chodziło mi o inną kwestię.

Z tego, co wywnioskowałem, przy wezwanym patrolu policji, imputowali, że napadlii mnie bo groziłem im karalnie, że spalę sklep. etc. W ogóle nic takiego się nie wydarzyło i nie miało miejsca, (jeśi ktoś przeczytał to zwracam uwagę na "tępą" logikę zdarzeń, którą opisałem powyżej) - nagranie mam do momentu dostania gazem, czołgania się po telefon, a zaznaczam że nawet po tym gazie nie groziłem nikomu.

Chodzi mi oto, że prawdopodobnie nakłamali przy patrolu, bo nie wiedzieli co mają powiedzieć, dlaczego się na mnie rzucili. I skoro tak nakłąmali a propos czegoś czego się nie wydarzyło, moje pytanie dotyczyło tego, czy że jak nadal będą szli w zaparte i kłamać, to czy w sądzie mogą być z tego tytułu problemy dla mnie? Bo, moje zdanie jest takie, że jeżeli coś takiego powiedzieli (a proszę mieć na uwadze, że napastników było dwóch, natomiast ja jestem chłopak chucherko 67 kilo :) ) To powinni za to odpowiedzieć za składanie fałszywych zeznań, bo niedość że napadli to i nakłamali. Nie boję się kompletnie o siebie, bo nie zamierzam bać się za coś czego nie zrobiłem i mam udowodnione na nagraniu, że tego nie zrobiłem. Możecie mnie sądzić za Perłę i 4 złote i tyle mojej winy w tej sytuacji. ;) Chodzi mi oto, że policjant sugerował mi, podczas rozmowy z rana na komisariacie, że nawet jak to się nie wydarzyło, to mogę mieć problemy w sądzie, bo jest ich dwójka i mogą tak zeznawać. Tylko tak jak mówię - mam nagranie, ktore nie ma prawa potwierdzać ich wersji, bo nic takiego się po prostu na tym świecie nie stało. ;)


Bo zobaczcie - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla "służbisty" powyżej przed pracą, jest to punkt w którym narobiłem rabanu w sklepie za głupie 4 złote, a dla mnie punkt, że za głupie 4 złote został mi odebrany telefon, zostałem napadnięty przez dwie osoby, oraz na koniec dostałem gazem, skuty w kajdany, przewieziony za izbę, z której od razu mnei wypuścili.

Proszę o dyskusję na temat. ;)
 
Zgodzę się z poprzednikami, że powinieneś po prostu zapłacić te kilka zł. za zbite piwo i po sprawie, na co był ten cyrk późniejszy?

Ale z drugiej strony oni odwalili nieźle i potem Policja. Ja bym tak tego nie zostawił. Założyłbym sprawę w sądzie.

Jeszcze co do działań Policji... skąd ja to znam. Wiele lat temu gdy rodzice mieli sprawę rozwodową a ojciec równolegle sprawę za znęcanie się na rodziną... sąd uznał za stosowne zostawić ojca przemocowca w naszym mieszkaniu (mimo, że miał gdzie zamieszkać, dziadkowie mieli duże mieszkanie z wolnym pokojem)... no i się działo. Matka mieszkała u znajomej a ja z ojcem pod jednym dachem. Były między nami awantury i rękoczyny inicjowane przez ojca. Często przyjeżdżała Policja i ZAWSZE stawali za ojcem. Kilka razy trafiałem na dołek. W ogóle nie brali pod uwagę mojego zdania. W ich oczach jako wtedy 21 latek byłem g**niarz i nie miałem nic do powiedzenia. Nawet później jak już ojciec dostał wyrok za znęcanie się nad rodziną i pokazywałem ten wyrok interweniującym policjantom... nie miało to znaczenia. Małolat nie ma nic do powiedzenia i koniec.
 
Ostatnia edycja:
Dzięki Paweł za merytoryczną odpowiedź - rozumiem naprawdę głęboko, co przeżyłeś, bo ja przeżyłem baaardzo podobną sytuację na tle mentalmym - to znaczy, gdy już zobaczylem tego policjanta, jego znegacenie oraz minę jak do mnie podchodził, wiedziałęm od razu, źe coś jest nie tak. Tyle, że w życiu nie będę porównywał bezmieru beznadziei Twojej sytuacji, bo rozumiem, że to strasznie przewlekła sprawa była i jak pewnie niszczyła psychicznie.

I tak właśnie przeprowadziłem nieco swoje prywatne rozpoznanie - Pani narodowości Ukraińskiej pracowała w żabce obok. I tak się zastanawiam, i tak łącze kropki, dlaczegoż to sprawcy mogli czuć się na tyle bezkarni (jestem przekonany, że nie wiedzieli, że to się nagrywa, bo co prawda telefon mi zabrała siłą, to miałem Air Podsy na uszach i cała fonia pozostała przy moich uszach). Więc pewnie Ci bandyci pomyśleli, że na tej podstawie, myśląc że nic się nie nagrało, złożą fałszywe zeznania, myślac, że mogą potem wmówić policji, czy przed sądem, że "stosowałem" wobec nich groźby karalne, bo przecież na kamerach ze sklepu nie ma dzwięku. Ups dla nich, bo nagranie zaczyna się z mojej strony od słów w stylu "proszę i dziękuje najmocniej" więc pobili mnie za co? - że wyjąlem telefon i sobie nagrywałem?Nazwał mnie pajacem, bo trzymałęm swoją własność w ręku? Że prosiłem o rozmowę z właścicielką? Mam do tego prawo i już.

I tak idąc dalej, łącząc kropki - ciekawe co powiecie na zestawienie:

https://wroclaw.policja.gov.pl/dwr/...-Polska-dziekuje-wroclawskim-policjantom.html

Hmmmmm... jak myślicie, czy interwencja policji mogłabyć warunkowana "zdrowo-przyjacielskimi" stosunkami z Prezesem żabki. Czy jednak nie miało to wpływu na arbitrażowe zachowanie patrolu, czy jednak miało? To jest pytanie. :)


U mnie to był czask-prask i się stało. Z perspektywy czasu, gdybym wiedział, to życiu bym tego dnia tam nie wszedł - macie racje takich sytuacji człowiek unika jak ognia, bo przecież głowa jest jedna, a to wszystko, co człowiek posiada. Daje to też do myślenia, że gdyby ta Ukrainka zamiast gazu, wbiłąby mi kosę od tyłu, to prawdopodobnie nie byłoby mnie na tym świecie za głupie 4 zł.

Trzymajcie się i duuużo zdrowia!
 
Ostatnia edycja:
Ich kontakty nie miały znaczenia co do interwencji. Zniszczyłeś czyjeś mienie i tyle.
§ 1. Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Są kamery w żabce. Zapewne będą zabezpieczone i czeka cie odpowiednia kara. Pozdrawiam.

Jeżeli twierdzisz że składali fałszywe zeznania to zawsze możesz złożyć zawiadomienie.
 
Ejtykoleś - O jakiej karze Ty mówisz, bo jakbym bo po pierwsze - mienie zostało zniszczone w sposób całkowicie przypadkowy, a po drugie, jakbym zniszczył coś i zamierzał nie zapłącić, to nie zostałbym w sklepie, tylko wyszedł. Nie oczekiwałbym na właśicielkę, tylko bym zniszczył, jak mowisz - menie i wyszedł ze sklepu. To jak miałem zapłacić za zniszczone mienie, skoro najbierw mnie obezwłanili, a póżniej policja nie dała mi nawet czasu się zebrać dobrze z chodnika, pozbierać swoich rzeczy, "zobaczyć" czy ja w ogóle wszysko mam.

A co do mojej interpretacji, że mogli składać takie zeznania - kompletnie nie wiem, co tam mogli powiedzieć - wnioskuję po rozmowie z policjantem, co mogli zrobić.
 
Ostatnia edycja:
ejtykoles napisał:
§ 1. Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Są kamery w żabce. Zapewne będą zabezpieczone i czeka cie odpowiednia kara. Pozdrawiam.

No już bez przesady. Co innego np. umyślnie wybić komuś szybę w samochodzie a co innego zbić niechcący piwo w sklepie podczas wyciągania z lodówki. To są dwie różne bajki. I za to drugie wątpię czy kogokolwiek kiedyś skazali.
 
Bo właśnie Paweł widzisz - mam wrażenie, że na tym forum jest trochę "lisów" pola karego przed poranną pracą. :)

Należy nadmienić, że jak zbiłem, to ogromnie przeprosiłem, nie awanturowałem się. To, że chciałęm zapłacić, aczkolwiek osobiscie porozmawiać na ten temat z szefową, co sądze o wyjmowaniu 6 ciepłych piw, aby dostać się do tego jednego zimnego, mam do tego prawo. Mam też prawo do wolnego rynku i to ja decyduje, gdzie robię zakupy. I koniec końców mam prawo powiedzieć właścicielowi, że to są moje ostatnie zakupy w tym sklepie, bo nie przyszedłem tutaj przewracać pół lodówki, tylko kupić piwo.

A teraz proszę - niech ktoś postronny merytorycznie zinterpretuje sytuację napastnikó :)
 
Co za gość. Robi awanturę bo zimne piwo było na końcu a jak zrobiło się miejsce w lodówce to pracownik dołożył tam butelki. Jak on śmiał tak zrobić. Przecież na pewno się nudzi w pracy i mógł te zimne wyjąć i ustawić na brzegu. Skąd mógł przewidzieć że trafi się gość od którego czuć alkohol i będzie mu wszystko leciało z rąk. Teraz się nie dziwię że były komentarze na temat pajacowania. Bo inaczej tego nie można nazwać. I czym tak się poczułeś zagrożenia że zacząłeś filmować? Przecież jeszcze było przed przyjściem kierowniczki. Jak w sklepie pajacowałeś to być może przed policją też. Tak tak, jest film na twoją niewinność którego nikt nie widział. Na tym forum już nie jeden był taki niewinny tylko policja była zła i niedobra.
Zbiłem piwo ale to nie do końca moja wina. Aż ręce opadają jak się słyszy takie teksty. Nie dziwię się że u pracowników w sklepie podniosło się ciśnienie. Ciekawe co jeszcze nawiwijales przed włączeniem kamery.
 
Ostatnia edycja:
Gdyby ktoś mi kazał wezwać mojego szefa, bo zimne piwo było na końcu lodówki i teraz się obraził, bo mu każą płacić za zbitą butelkę, to też bym go nazwał pajacem
 
Weźcie trochę merytoryki, a nie robicie sobie żarty i straszycie kolegę.
Po co przytaczacie art. 288 § 1 kk jak on w ogóle, by nie miał zastosowania?
Wyjeżdżacie z kodeksem karnym, bo ktoś nieumyślnie zbił piwo za 4 zł?

Jak już, to art. 124 k.w. odnosi się do mienia do 800 zł, ale raczej nie miałby i tak zastosowania, bo umyślności w tym przypadku nie było.
§ 1.
Kto cudzą rzecz umyślnie niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, jeżeli szkoda nie przekracza 800 złotych,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Nie masz się czym martwić
 
Lovor napisał:
Gdyby ktoś mi kazał wezwać mojego szefa, bo zimne piwo było na końcu lodówki i teraz się obraził, bo mu każą płacić za zbitą butelkę, to też bym go nazwał pajacem
Kto wie, może i jeszcze gorzej.
 
Powrót
Góra