A
Alex83
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2009
- Odpowiedzi
- 6
Witam,
Proszę o poradę odnośnie sprawy, którą postaram się nakreślić w miarę dokładnie.
Zdarzenie odbyło się nie w miejscu mojego zamieszkania, lecz (ze względu na rodzaj wykonywanej pracy) w jednym z miast w Polsce. Otóż, gdy wychodziłem z klubu w centrum miasta zmierzając do hotelu (100m) ok.godz 1:00, zostałem zaczepiony przez człowieka godnej postury (cywila w "parce" i czapce z daszkiem) i złapany "za klapy". Następnie człowiek ten oznajmił mi, że będę oddawał za szybę wystawową. Niewiedząc o co chodzi próbowałem się wyrwać i uderzyłem go od góry w ręce, pytając się kim jest. Niepowiem że byłem przestraszony całą sytuacją (ciemno, człowiek podejrzanie wyglądający). Potem on wylegitymował się i powiedział, że teraz to już mam naprawdę przerąbane (delikatnie mówiąc), po czym złapał mnie jeszcze raz i próbował przewrócić. Nie udawało mu się to i w tym momencie ktoś podbiegł i psiknął mi w oczy gazem pieprzowym.
Przewróciłem się, zostałem brutalnie skuty (mam do dziś problem z jakimiś zakończeniami nerwów w nadgarstkach)i podduszony (bo wołałem o pomoc). Dodam, że świadka, który to widział (jak policjant siedzi na mnie) i chciał mi pomóc, skuto i duszono również, aż miał ślady po palcach. Skuto mnie tak, że wyłem z bólu, i prosiłem o pomoc, po czym leżąc tam z 10 min, podnoszono mnie dość brutalnie za skute z tyłu ręce, wrzucono do radiowozu i zawieziono mnie i świadka na izbę wytrzeźwień (1,6 promila). Tam przy wyciąganiu z radiowozu poczułem mocniejszy ból w barku. Nigdy nie miałem wybitego ani tym podobnie więc myślałem, że się wybił. Zacząłem prosić o lekarza, oczywiście bez skutku.
Policjanci po spisaniu mnie (zgubiono moje okulary, mimo iż pracownik izby je przyniósł, co policjanci switowali "narazie mu niepotrzebne" i na drugi dzień przy odbieraniu rzeczy już się nie odnalazły) i wrzuceniu do "celi" zareagowali na moje prośby o lekarza dopiero jak pozostałe osoby widząc mnie w takim stanie zaczęły ich wołać. Przewieżli nie do szpitala gdzie chirurg stwierdził uraz barku (mam papier)i to wszystko. Wróciłem na "izbę" niemogąc już kompletnie ruszać prawą ręką.
Tam spędziłem noc bez snu (z powodu bólu), bez możliwości wykonania telefonu, aż do godz. 12:30 dnia następnego.
Nazajutrz ok. godz 13 przewieziony na komisariat (razem zeświadkiem) poczekaliśmy jeszcze ok. 1 godz w celi, potem nas rozdzielono. Zaraz jak tylko wszedłem z policjantem, który mnie zabrał z celi, do oddzielnego pokoju usłyszałem czy jestem karany (NIE JESTEM), po czym czy mam 1000 zł na kaucję jeżeli chcę wyjść dzisiaj. Kolega z którym pracuję (nie było go ze mną wcześniej) został przezemnie poinformowany o sytuacji. Niewiedział co się ze mną dzieje od 7.30 rano. Pojechał po pieniądze do banku ja natomiast złożyłem zeznania dotyczące całego zajścia. Podpisując się inicjałami lewą ręką.
Po czym pan policjant wykonał telefon do sędziny i ona zdecydowała o karze 10 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata, grzywnie 1200zł, za 2 zarzuty. Naruszenie nietykalności i używanie słów powszechnie uznawanych za obelżywe. Na dodatek usłyszałem że Ten policjant, od którego się zaczęło jest na L4 z powodu nadgarstka i prawdopodobnie będę mu zwracał za koszulkę i zegarek.
Świadka już nie spotkałem.
Opuściłem komisariat wróciłem do domu udałem się do chirurga, na prześwietlenie, potem na rezonans.
Wyszło dość poważne uszkodzenie barku, teraz czeka mnie artroskopia za ok.5 tyś zł.
Proszę o poradę, czy mam jakiekolwiek szanse na uniewinnienie, jeśli się odwołam (nie było sprawy, nie dostałem żadnego wyroku na papierze, niewiem jak to się odbywa, tylko pouczenie, że nie mogę opuszczać miejsca zamieszkania na dłużej niż 7 dni). Jak to zrobić? Pracuję w firmie związanej z potrzebą posiadania certyfikatu bezpieczeństwa, mam nieposzlakowaną opinię (tylko mandat za prędkość i pasy).
Chciałbym to jakoś rozwiązać. Już nawet nie chodzi mi o pieniądze (sprzedam samochód na operację może starczy).
Czy mam jakieś szanse?
Co zrobić teraz?
Pozdrawiam
Proszę o poradę odnośnie sprawy, którą postaram się nakreślić w miarę dokładnie.
Zdarzenie odbyło się nie w miejscu mojego zamieszkania, lecz (ze względu na rodzaj wykonywanej pracy) w jednym z miast w Polsce. Otóż, gdy wychodziłem z klubu w centrum miasta zmierzając do hotelu (100m) ok.godz 1:00, zostałem zaczepiony przez człowieka godnej postury (cywila w "parce" i czapce z daszkiem) i złapany "za klapy". Następnie człowiek ten oznajmił mi, że będę oddawał za szybę wystawową. Niewiedząc o co chodzi próbowałem się wyrwać i uderzyłem go od góry w ręce, pytając się kim jest. Niepowiem że byłem przestraszony całą sytuacją (ciemno, człowiek podejrzanie wyglądający). Potem on wylegitymował się i powiedział, że teraz to już mam naprawdę przerąbane (delikatnie mówiąc), po czym złapał mnie jeszcze raz i próbował przewrócić. Nie udawało mu się to i w tym momencie ktoś podbiegł i psiknął mi w oczy gazem pieprzowym.
Przewróciłem się, zostałem brutalnie skuty (mam do dziś problem z jakimiś zakończeniami nerwów w nadgarstkach)i podduszony (bo wołałem o pomoc). Dodam, że świadka, który to widział (jak policjant siedzi na mnie) i chciał mi pomóc, skuto i duszono również, aż miał ślady po palcach. Skuto mnie tak, że wyłem z bólu, i prosiłem o pomoc, po czym leżąc tam z 10 min, podnoszono mnie dość brutalnie za skute z tyłu ręce, wrzucono do radiowozu i zawieziono mnie i świadka na izbę wytrzeźwień (1,6 promila). Tam przy wyciąganiu z radiowozu poczułem mocniejszy ból w barku. Nigdy nie miałem wybitego ani tym podobnie więc myślałem, że się wybił. Zacząłem prosić o lekarza, oczywiście bez skutku.
Policjanci po spisaniu mnie (zgubiono moje okulary, mimo iż pracownik izby je przyniósł, co policjanci switowali "narazie mu niepotrzebne" i na drugi dzień przy odbieraniu rzeczy już się nie odnalazły) i wrzuceniu do "celi" zareagowali na moje prośby o lekarza dopiero jak pozostałe osoby widząc mnie w takim stanie zaczęły ich wołać. Przewieżli nie do szpitala gdzie chirurg stwierdził uraz barku (mam papier)i to wszystko. Wróciłem na "izbę" niemogąc już kompletnie ruszać prawą ręką.
Tam spędziłem noc bez snu (z powodu bólu), bez możliwości wykonania telefonu, aż do godz. 12:30 dnia następnego.
Nazajutrz ok. godz 13 przewieziony na komisariat (razem zeświadkiem) poczekaliśmy jeszcze ok. 1 godz w celi, potem nas rozdzielono. Zaraz jak tylko wszedłem z policjantem, który mnie zabrał z celi, do oddzielnego pokoju usłyszałem czy jestem karany (NIE JESTEM), po czym czy mam 1000 zł na kaucję jeżeli chcę wyjść dzisiaj. Kolega z którym pracuję (nie było go ze mną wcześniej) został przezemnie poinformowany o sytuacji. Niewiedział co się ze mną dzieje od 7.30 rano. Pojechał po pieniądze do banku ja natomiast złożyłem zeznania dotyczące całego zajścia. Podpisując się inicjałami lewą ręką.
Po czym pan policjant wykonał telefon do sędziny i ona zdecydowała o karze 10 miesięcy w zawieszeniu na 2 lata, grzywnie 1200zł, za 2 zarzuty. Naruszenie nietykalności i używanie słów powszechnie uznawanych za obelżywe. Na dodatek usłyszałem że Ten policjant, od którego się zaczęło jest na L4 z powodu nadgarstka i prawdopodobnie będę mu zwracał za koszulkę i zegarek.
Świadka już nie spotkałem.
Opuściłem komisariat wróciłem do domu udałem się do chirurga, na prześwietlenie, potem na rezonans.
Wyszło dość poważne uszkodzenie barku, teraz czeka mnie artroskopia za ok.5 tyś zł.
Proszę o poradę, czy mam jakiekolwiek szanse na uniewinnienie, jeśli się odwołam (nie było sprawy, nie dostałem żadnego wyroku na papierze, niewiem jak to się odbywa, tylko pouczenie, że nie mogę opuszczać miejsca zamieszkania na dłużej niż 7 dni). Jak to zrobić? Pracuję w firmie związanej z potrzebą posiadania certyfikatu bezpieczeństwa, mam nieposzlakowaną opinię (tylko mandat za prędkość i pasy).
Chciałbym to jakoś rozwiązać. Już nawet nie chodzi mi o pieniądze (sprzedam samochód na operację może starczy).
Czy mam jakieś szanse?
Co zrobić teraz?
Pozdrawiam