Zapomniał Pan o Ormianach.
Prawo sie rozwija i w pewnym momencie zaczyna postrzegać niektóre zachowania ludzi jako bezprawne (a do niedawna uchodziły one za normę). W czasach masowego niszczenia Indian (Karaiby, Ameryka Centralna) istniała misjonerska "podkładka", taki sposób obracania na wiarę nikogo specjalnie nie raził. Później (Ameryka Północna) toczono otwartą wojnę, gdzie Indian postrzegano jako niższą rasę przeszkadzającą w zagospodarowaniu ziemi przez białych. Rasizm wtedy nikogo nie raził, był normą. I dopiero z rozwojem ludzkości i prawa dostrzeżono patologie i je potepiono = i prawnie, i w ocenie historycznej. Sam termin "ludobójstwo" Rafał Lemkin zaproponował tuż po II WŚ.
Ludobójstwo Ormian Turcy uznali dopiero w tym roku, i to jakoś półgębkiem. Przed tym oficjalnie negowali nie sam fakt zabójstw Ormian, lecz ich zorganizowany i umotywowany rasowo i ideologicznie charakter.
Negowanie holokaustu ma swoje gradacje - od twierdzenia, że nic podobnego (zorganizowanego, ideologicznie uzasadnianego, opartego na rasizmie masowego zabójstwa ludności żydowskiej) nie istniało po opowiastki o tym, ze nie było tu skali masowej, a pod czas wojny po prostu ginęli ludzie. Pierwsze twierdzenie w prawie niektórych państw jest karalne, ostatnie jest dementowane.
Co do pewnej mitologii związanej z tzw. zbrodnia katyńską, to sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i od strony historycznej, i strony prawnej.
Po pierwsze, nie było to jednorazowe wydarzenie. Do niewoli o różnym czasie, w różnych miejscach dostawały się różne grupy polskich wojskowych (pomijamy tu kwestię tego, że wielu nie było kadrowymi i pochodziło z mobilizacji - w czasie wojny człowiek w wojsku to wojskowy). Gromadzono te grupy w różnych miejscach. Wielu z zatrzymanych, w tym oficerów, zgodziło się uformować najpierw pierwszą grupę sojuszniczą ZSRR (tzw. armię Andersa), następnie drugą. Różny los prowadził rózne osoby tak do tych grup, jak i obozów pracy na terenie ZSRR. Niektórzy gineli pod czas przesłuchiwań. Co do niektórych grup z "nadania" L.Berii w 1940r. podjęto decyzję (zupełnie bezprawną nawet w świetle obowiązującego podówczas w ZSRR prawa) o fizycznym zniszczeniu wielu z zatrzymanych, ponieważ tak duże grupy wrogo nastawione do ZSRR mogą stanowić poważne zagrożenie (pamiętano o roli Czechosłowaków w wojnie obywatelskiej; to pośrednio rozruchom wśród nich zawdzięcza swój los rodzina ostatniego cara i on sam). Część osób zabito w miejscach zgrupowania, zaś część - po rozpoczęciu ataku niemieckiego na ZSRR, w różnych miejscach - więzieniach, pobliskich obozach. Stąd taki "rozrzut" miejsc zagłady i czasu zbrodni.
Nie było negowania samego faktu zniszczenia polskich jęńców - negowano wykonawców. Przypisywano zbrodnię innym. I tu jest różnica pomiędzy historią holokaustu a Katyniem. To są po prostu różne historie - jak czynu, tak i prawnej oceny wydarzenia.
No i nalezy rozróżniać oceny historyczne i oceny prawne.
Barbarzyństwa na tle religijnym takowymi pozostają. Ale nikomu nie przyjdzie do głowy sporządzać akt oskarżenia przeciwko kościołowi katolickiemu bąź zakonowi dominikanów i wytaczać proces.