M
marpab
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2015
- Odpowiedzi
- 2
Witam,
w roku 2009 przeprowadziłem się z Krakowa do Oświęcimia gdzie mieszkam i pracuję do dnia dzisiejszego. W Krakowie studiowałem i mieszkałem z kilkoma kolegami. Korzystaliśmy wtedy z internetu od netia na podstawie umowy na czas określony - podpisanej przeze mnie. Jako że z Krakowa wyprowadziłem się 2 miesiące przed zakończeniem trwania umowy, moi współlokatorzy zobowiązali się opłacać pozostałe faktury.
W dniu dzisiejszym zadzwoniła do mnie mnie pewna niemiła kobieta, aby poinformować mnie, że jeśli do dziś nie wpłacę kwoty w wysokości 181 zł na podane (przez telefon konto) to zostanie wszczęte przeciwko mnie postępowanie sądowe.
Nie za bardzo wiedziałem o co chodziło. Nie mam żadnego kredytu, wszystkie swoje rachunki opłacam na bieżąco i nigdy nie miałem problemów finansowych.
Okazało się, że chodzi o jakąś fakturę z 2009 roku. Prawdopodobnie moi ówcześni współlokatorzy jej nie opłacili.
Po wiązance gróźb o trudnościach jakie mnie czekają pękłem i przelałem na podane konto pieniądze.
Nie jest to duża kwota i jakoś ją przeżyję. Jedno za to nie daje mi spokoju. Podczas tej nieprzyjemniej rozmowy kobieta powiedziała mi, że ma przed sobą wszystkie podpisane przeze mnie potwierdzenia odebrania wezwań do zapłaty. W tym jakieś powiadomienie o wpisaniu mnie na listę dłużników. Jak już wspomniałem wyżej, od 6 lat nie mieszkam w Krakowie. Nie otrzymałem żadnego wezwania do zapłaty ani informacji o długu bo wszystkie te dokumenty wysyłane były pod mój stary adres.
Przeczytałem podobne wpisy na forum i wychodzi na to, że wcale nie musiałem tych pieniędzy im przelewać bo sprawa pewnie jest przedawniona.
Jeszcze jedno mi nie daje spokoju. Kiedy poprosiłem o przesłanie kopii dokumentów na podstawie których mnie windykują oraz kopii potwierdzeń odbioru, które rzekomo podpisałem, dostałem dość obcesową odpowiedź, że pani nie jest uprawniona i że numeru konta na jaki mam przelać kasę mailem nie wyśle bo takich rzeczy jej firma mailowo nie załatwia.
Dałem się naciągnąć?
w roku 2009 przeprowadziłem się z Krakowa do Oświęcimia gdzie mieszkam i pracuję do dnia dzisiejszego. W Krakowie studiowałem i mieszkałem z kilkoma kolegami. Korzystaliśmy wtedy z internetu od netia na podstawie umowy na czas określony - podpisanej przeze mnie. Jako że z Krakowa wyprowadziłem się 2 miesiące przed zakończeniem trwania umowy, moi współlokatorzy zobowiązali się opłacać pozostałe faktury.
W dniu dzisiejszym zadzwoniła do mnie mnie pewna niemiła kobieta, aby poinformować mnie, że jeśli do dziś nie wpłacę kwoty w wysokości 181 zł na podane (przez telefon konto) to zostanie wszczęte przeciwko mnie postępowanie sądowe.
Nie za bardzo wiedziałem o co chodziło. Nie mam żadnego kredytu, wszystkie swoje rachunki opłacam na bieżąco i nigdy nie miałem problemów finansowych.
Okazało się, że chodzi o jakąś fakturę z 2009 roku. Prawdopodobnie moi ówcześni współlokatorzy jej nie opłacili.
Po wiązance gróźb o trudnościach jakie mnie czekają pękłem i przelałem na podane konto pieniądze.
Nie jest to duża kwota i jakoś ją przeżyję. Jedno za to nie daje mi spokoju. Podczas tej nieprzyjemniej rozmowy kobieta powiedziała mi, że ma przed sobą wszystkie podpisane przeze mnie potwierdzenia odebrania wezwań do zapłaty. W tym jakieś powiadomienie o wpisaniu mnie na listę dłużników. Jak już wspomniałem wyżej, od 6 lat nie mieszkam w Krakowie. Nie otrzymałem żadnego wezwania do zapłaty ani informacji o długu bo wszystkie te dokumenty wysyłane były pod mój stary adres.
Przeczytałem podobne wpisy na forum i wychodzi na to, że wcale nie musiałem tych pieniędzy im przelewać bo sprawa pewnie jest przedawniona.
Jeszcze jedno mi nie daje spokoju. Kiedy poprosiłem o przesłanie kopii dokumentów na podstawie których mnie windykują oraz kopii potwierdzeń odbioru, które rzekomo podpisałem, dostałem dość obcesową odpowiedź, że pani nie jest uprawniona i że numeru konta na jaki mam przelać kasę mailem nie wyśle bo takich rzeczy jej firma mailowo nie załatwia.
Dałem się naciągnąć?