T
tehawankacochise
Użytkownik
- Dołączył
- 08.2012
- Odpowiedzi
- 52
Witam
Proszę o pomoc, bo nie wiem co z tym fantem robić, otóż pożarłem się z moją byłą (ma dyktatorskie zapędy, ale to nieistotne) więc podała mnie do komornika o alimenty, początkowo straszeniem się nie przejmowałem z 2 powodów raz, że zalegałem 2 miesiące, a 2 ponoć się alimenty przedawniają. Z przyczyn obiektywnych spóźniłem się faktycznie z wpłatą miesiąc lipiec, jako, że wpłacam pieniądze "do ręki", zazwyczaj jak zabieram syna do siebie. On przebywał u mnie większość lipca, a na początku sierpnia pojechała gdzieś na wakacje, potem jakieś wizyty rodzinne miała więc w sierpniu widziałem się z dzieckiem raz akurat jej nie było. Pod koniec sierpnia (ok22) dostałem sms ze zalegam 2 miesiące i ona idzie z tym do komornika. To na pisałem ze zaległe alimenty mam przy najbliższej okazji przekażę. Odpowiedziała, że nie będzie czekać. Ok chce zrobić na złość, jakoś koszta egzekucji zniosę. Z nic nie przyszło więc zaraz na początku września chciałem ponownie wpłacić alimenty skończyło się na bluzgach i grożeniem komornikiem już teraz za zaległe 13 tyś. Wiedziałem, że nie mam takiej zaległości i zignorowałem groźby (mój błąd). Po jakimś tygodniu ponownie chciałem przekazać alimenty tym razem przez syna, nie przyjęła. Powinienem być mądry i wysłać wpłatę pocztą (od razu mówię pomimo wielu próśb nr konta żadnego mi nigdy nie podała).
I dostałem zajęcie komornicze na 30tyś z odsetkami czyli zasadniczo tyle, jakbym nigdy grosza nie wpłacił.... tak zażądała zaległych alimentów czyli 3 ostatnich miesięcy + za lata 2006-2009, szczęka mi opadła nic tylko palnąć se w łeb, bo zostaje mi 500 zł poborów i nie mam nawet na czynsz.
Ale nie o to chodzi, że się użalam nad sobą, w latach 2006-2007 miałem zaległości alimentacyjne, byłem w więzieniu potem po wyjściu nie mogłem znaleźć pracy. Pracę podjąłem pod koniec 2007 i zacząłem płacić alimenty, nawet na górkę by spłacić zaległe, niestety kwitki wpłat udało mi się po tylu latach znaleźć jedynie za okres 2007-2009, są z wpłatami wzwyż. Niestety po 2009 roku nie brałem już potwierdzeń wpłat. Pieniądze dawałem na rękę, mam na to świadków choć oczywiście nie na wszystkie wpłaty. "na górkę" wpłacałem gdzieś do 2011 roku kiedy przestała się domagać zaległości. I płaciłem tak do lipca 2016. Nie twierdzę, że nie zdarzały mi się poślizgi. Ale domaganie się po raz drugi tych samych alimentów to przegięcie. Mam również podpisane przez nią oświadczenie z lutego tego roku, że wpłacam alimenty regularnie i nic nie zalegam. Komornikowi przedstawiłem dowody wpłat podważające okres za który ona domaga się alimentów oraz jej oświadczenie o niezaleganiu. Pozostaje mi tylko zwolnic się z pracy i przenieść w karton pod mostem lub kupić sobie za ostatnia wypłatę kawałek sznurka. Nie wiem co mam robić.
Proszę o pomoc, bo nie wiem co z tym fantem robić, otóż pożarłem się z moją byłą (ma dyktatorskie zapędy, ale to nieistotne) więc podała mnie do komornika o alimenty, początkowo straszeniem się nie przejmowałem z 2 powodów raz, że zalegałem 2 miesiące, a 2 ponoć się alimenty przedawniają. Z przyczyn obiektywnych spóźniłem się faktycznie z wpłatą miesiąc lipiec, jako, że wpłacam pieniądze "do ręki", zazwyczaj jak zabieram syna do siebie. On przebywał u mnie większość lipca, a na początku sierpnia pojechała gdzieś na wakacje, potem jakieś wizyty rodzinne miała więc w sierpniu widziałem się z dzieckiem raz akurat jej nie było. Pod koniec sierpnia (ok22) dostałem sms ze zalegam 2 miesiące i ona idzie z tym do komornika. To na pisałem ze zaległe alimenty mam przy najbliższej okazji przekażę. Odpowiedziała, że nie będzie czekać. Ok chce zrobić na złość, jakoś koszta egzekucji zniosę. Z nic nie przyszło więc zaraz na początku września chciałem ponownie wpłacić alimenty skończyło się na bluzgach i grożeniem komornikiem już teraz za zaległe 13 tyś. Wiedziałem, że nie mam takiej zaległości i zignorowałem groźby (mój błąd). Po jakimś tygodniu ponownie chciałem przekazać alimenty tym razem przez syna, nie przyjęła. Powinienem być mądry i wysłać wpłatę pocztą (od razu mówię pomimo wielu próśb nr konta żadnego mi nigdy nie podała).
I dostałem zajęcie komornicze na 30tyś z odsetkami czyli zasadniczo tyle, jakbym nigdy grosza nie wpłacił.... tak zażądała zaległych alimentów czyli 3 ostatnich miesięcy + za lata 2006-2009, szczęka mi opadła nic tylko palnąć se w łeb, bo zostaje mi 500 zł poborów i nie mam nawet na czynsz.
Ale nie o to chodzi, że się użalam nad sobą, w latach 2006-2007 miałem zaległości alimentacyjne, byłem w więzieniu potem po wyjściu nie mogłem znaleźć pracy. Pracę podjąłem pod koniec 2007 i zacząłem płacić alimenty, nawet na górkę by spłacić zaległe, niestety kwitki wpłat udało mi się po tylu latach znaleźć jedynie za okres 2007-2009, są z wpłatami wzwyż. Niestety po 2009 roku nie brałem już potwierdzeń wpłat. Pieniądze dawałem na rękę, mam na to świadków choć oczywiście nie na wszystkie wpłaty. "na górkę" wpłacałem gdzieś do 2011 roku kiedy przestała się domagać zaległości. I płaciłem tak do lipca 2016. Nie twierdzę, że nie zdarzały mi się poślizgi. Ale domaganie się po raz drugi tych samych alimentów to przegięcie. Mam również podpisane przez nią oświadczenie z lutego tego roku, że wpłacam alimenty regularnie i nic nie zalegam. Komornikowi przedstawiłem dowody wpłat podważające okres za który ona domaga się alimentów oraz jej oświadczenie o niezaleganiu. Pozostaje mi tylko zwolnic się z pracy i przenieść w karton pod mostem lub kupić sobie za ostatnia wypłatę kawałek sznurka. Nie wiem co mam robić.