Niedor?czenie decyzji przez organ listem poleconym

  • Autor wątku Autor wątku Margot
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Margot

Użytkownik
Dołączył
09.2007
Odpowiedzi
48
Organ wyda? w mojej sprawie decyzj?, która przes?a? mi listem zwyk?ym. Decyzj? odebra?am ze skrzynki znacznie po terminie wniesienia skargi do WSA. W czasie oczekiwania przes?a?am maila na adres organu z zapytaniem, czy decyzj? podj?to - bez odpowiedzi.
Czy:
a) powinnam si? zwróci? do WSA o przywrócenie terminu z?o?enia skargi
b) wnie?? skarg? przez organ ( jak podano ) zaznaczaj?c, ?e tak sytuacja mia?a miejsce
c) inne rozwi?zanie np. skarga na bezczynno?? - czy takie za?atwienie sprawy mo?e by? uznane za bezczynno?? organu, ale wtedy co z mo?liwo?ci? wniesienia skargi na sam? decyzj?, jak jedno z drugim si? wi??e;
przy tym w innej sprawie powo?a?am si? na fakt otrzymania w/w decyzji po terminie wi?c nie mog? powo?ywa? si? na to, ?e jej w ogóle nie otrzyma?am
 
[cytat="Margot":1oz9sdts] Decyzj? odebra?am ze skrzynki znacznie po terminie wniesienia skargi do WSA. [/cytat:1oz9sdts] :lol:

To bardzo ciekawe
 
Gdybym odebra?a w terminie, wnios?abym skarg? do WSA, a poniewaz termin min?? - dlatego pytam.
 
Termin liczy się właśnie od dnia odebrania, więc kiedy przesyłkę odbierałaś ze skrzynki...to wtedy dopiero termin ten zaczął biec :wink:
Nie ma takiego pojęcia, jak "odebranie przesyłki w terminie"
 
Swoją drogą, to chyba świadczy o tym, że organ o czymś niedoinformował? W razie czego można się tego chwycić. No, chyba że wszystko jest w porządku. To po ptokach :P
 
Zapewne się mylę - bo mylę się często - ale czy decyzja, która jest niedoręczona (skoro została wysłana listem zwykłym, to można podnieść brak doręczenia) czy też nieogłoszona, jest w ogóle decyzją? Mam tu na myśli zagadnienie decyzji nieistniejących.
 
Wysłanie listem zwykłym nie przesądza o braku doręczenia. Cały problem w niniejszej sprawie polega właśnie na tym, że strona gdzie indziej potwierdziła na piśmie odbiór decyzji. W ten sposób sama potwierdziła, że decyzja została jej doręczona. Wysłanie decyzji listem zwykłym nie może być uznane za brak doręczenia. Inną kwestią jest natomiast pokwitowanie.
 
No tak, ale jak ja mogłam potwierdzić to - chcąc zaskarżyć decyzję do WSA, że decyzję otrzymałam w tym dniu kiedy ją faktycznie otrzymałam, jak to było 3 miesiące po jej wrzuceniu do skrzynki? Z tego powodu skargi nie złożyłam, nie mając dowodu na to, że nie odebrałam tej decyzji wcześniej, a więc sadząc, że termin już upłynął. W moim przekonaniu doręczenie to co innego niż odebranie. Bo doręcza ten, kto jest uprawniony do doręczenia - poczta. Poczta wrzuciła list do skrzynki zapewne ok. 3-4 dni po jej nadaniu. Nie ma żadnego pokwitowanie, ponieważ doręczenie za potwierdzeniem nie nastąpiło.
KPA: Art. 39. Organ administracji publicznej doręcza pisma za pokwitowaniem przez pocztę, przez swoich pracowników lub przez inne upoważnione osoby lub organy.
Jeżeli nie było pokwitowania, to nie było doręczenia za pokwitowaniem. Potwierdzenie tego, że otrzymałam decyzję nie znaczy, że nastąpiło jej doręczenie za pokwitowaniem, a od takiego biegnie termin 30 dni. Od samego otrzymania decyzji - jak ustalić bieg terminu? Niemożliwe, bo nie ma pokwitowania, a ja nie mam dowodu, że otrzymałam decyzje naprawdę w tym dniu na który bym sie powołała.
Pismo mi było doręczone bez pokwitowania i nie przez uprawnioną osobę.
Z przepisu wynika, że pismo powinno mi być doręczone przez osobę uprawnioną lub organ a tak nie było. Czyli: jeżeli za moment doręczenia uznać dzień otrzymania decyzji ( czyli dosłownie do ręki )- bo od tego by biegł termin - to nastąpiło to nie przez uprawnioną osobę. Czy było to więc doręczenie skuteczne? No bo przecież jest jakiś sens prawny doręczania pisma w taki właśnie sposób, jeżeli mimo niespełnienia zasad wynikających z przepisów nadal należałoby uznać decyzję za doręczoną, no to właśnie taki jest skutek jak w moim przypadku - decyzja bezprawna, a ja zostałam praktycznie pozbawiona możliwości jej zaskarżenia, nie wiedząc co jest dniem doręczenia.
 
Wszystko się zgadza, tyle że ty potwierdziłaś na piśmie, że zapoznałaś się z treścią decyzji ileś tam miesięcy temu. Gdyby tego nie było w aktach, to ok. można twierdzić, że ci jej nie doręczono, bo brak dowodów na to, ale tutaj sama ten dowód stworzyłaś :ooo:
To nie sama wadliwa czynność doręczenia powoduje uchylenie decyzji, ale skutki jakie ta czynność wywołała. Jeśli zapoznałaś się z treścią decyzji, na której widniało pouczenie, to należało z tego pouczenia skorzystać.
Możesz skarżyć bezczynność i liczyć, że nikt nie zauważy twojego oświadczenia o zapoznaniu się z treścią decyzji.
 
To nie jest to samo. Gdybym otrzymała decyzję w terminie, to wtedy mogłabym zastosować się do pouczenia i złożyć skargę. Decyzję jednak doreczono mi w danym dniu, a ja ja otrzymałam realnie kiedy dawno już minęło 30 dni po terminie licząc od daty wrzucenia do skrzynki. Np. decyzję wyslano przykładowo 6 maja, więc zostala doręczona powiedzmy 10 maja, a ja ja otrrzymałam 15 września. Mogłam więc sądzić, że termin złożenia skargi minął.
Dlatego chodzi mi o skuteczne doręczenie, które z tego co się orientuję nie oznacza tego samego, co otrzymanie decyzji w jakikolwiek sposób.
W takiej sytuacji ja, nie wiedząc co zrobić zostałam wprowadzona w błąd z powodu różnicy w dacie doręczenia między datą otrzymania, a to powinna być 1 data, nie budząca wątpliwości.
O dacie doręczenia nie wiedziałam a data zapoznania się z decyzją, czyli jej faktycznego jej otrzymania była 2 miesiące po terminie złożenia skargi, gdyby liczyć datę doręczenia.
Jeżeli przepis mówi, że organ wysyła decyzję listem poleconym, to znaczy że inne przekazanie decyzji nie wchodzi w grę.
 
Ale Korabowi chodzi o to, że termin zaczął biec dopiero od momentu, kiedy odebrała Pani list!

Swoją drogą, Korab: organ administracji sam wybiera sposób doręczenia - zgoda. Ale jeszcze raz cytuję kpa:
[cytat:2r2ntr1d]art. 39
Organ administracji publicznej doręcza pisma za pokwitowaniem przez pocztę, przez swoich pracowników lub przez inne upoważnione organy[/cytat:2r2ntr1d]

I o ile nie można się przyczepić do tego, że strona decyzji nie otrzymała - bo jak mówisz, sama się wydała - to jednak jest to naruszenie kpa. Troszkę inna kwestia, ale pewnie termin można by próbować przywrócić.

Do tego
[cytat:2r2ntr1d]art. 9
Organy administracji publicznej są obowiązane do należytego i wyczerpującego informowania stron o okolicznościach faktycznych i prawnych, które mogą mieć wpływ na ustalenie ich praw i obowiązków będących przedmiotem postępowania administracyjnego. Organy czuwają nad tym, aby strony i inne osoby uczestniczące w postępowaniu nie poniosły szkody z powodu nieznajomości prawa, i w tym celu udzielają im niezbędnych wyjaśnień i wskazówek.[/cytat:2r2ntr1d]
 
Ja wiem, że jemu chodzi o to, ale de facto termin doręczenia przez uprawniony organ - czyli pocztę - miał miejsce w dniu wrzucenia listu do skrzynki.
Doreczenia dokonuje poczta, więc jest to działanie, które zostaje dokonane w konkretnym dniu przez listonosza poprzez:
a) wrzucenie listu do skrzynki adresata
b) doręczenie adresatowi za pokwitowaniem
Ponieważ - jeżeli przepis tak stanowi - decyzję doręcza się stronie za pośrednictwem poczty na przykład lub innego organu, to znaczy że inaczej być nie może. Doręczenie za pokwitowaniem oznacza, że doręczenie musi odbyć się do ręki, czyli nie do skrzynki, ale KTOŚ tą przesyłkę musi odebrać. Jak sądzę własnie dlatego, żeby wyeliminować takie sytuacje, że decyzja leży w zablokowanej skrzynce a nieświadomy adresat na nią czeka mając pewność, że przyjdzie pocztą i w końcu monituje na maila organu beskutecznie. Tutaj chodzi o to, że sposób postepowania organu wobec mnie jest taki nie tylko w tej sprawie. Fakt, że nie odpowiedziano mi na maila z zapytaniem, kiedy dostanę decyzję oznacza, że zrobiono to z pełną świadomością.
 
Jeszcze raz:
Organ dokonał doręczenia niezgodnie z art. 39 k.p.a. (na marginesie, są przepisy szczególne, które pozwalają organom na doręczenia decyzji listem zwykłym - ZUS).
Nie każde naruszenie prawa skutkuje uchyleniem decyzji. Organ ma obowiązek - co do zasady - doręczać pisma za pokwitowaniem, ale brak takiego doręczenia w sytuacji gdy dysponujemy oświadczeniem strony o zapoznaniu się z treścią decyzji nie będzie powodował stwierdzenia, że decyzji nie doręczono. Tutaj organ dysponuje wiedzą (ba, nawet dowodem), że strona decyzję otrzymała w jakimś terminie.
Z tą chwilą (zapoznania się z treścią decyzji) zaczął biec 30 dniowy termin na wniesienie skargi.
Należało w tym terminie skargę wnieść - wtedy sąd uznałby, że brak dowodu doręczenia oznacza, że strona wniosła skargę w terminie.
Przywrócenie terminu to instytucja, co do której również przewidziano termin. Należy wykazać, że 7-dniowy termin na złożenie wniosku o przywrócenie terminu, został dochowany.
Teraz proszę wydrukować sobie ten temat, następnie napisać skargę na decyzję; kolejno napisać wniosek o przywrócenie terminu do wniesienia skargi, a jako dowód dochowania terminu 7-dniowego, o jakim mowa w art. 87 par. 1 p.p.s.a. załączyć wydruk tematu i wskazać, iż dopiero dzisiaj uzyskałaś informację prawną dot. liczenia terminu do wniesienia skargi. Myślę, że ta okoliczność - potwierdzona wydrukiem, uprawdopodobni brak winy w uchybieniu terminu.
 
Ale tego nigdzie nie ma, że termin biegnie od momentu zapoznania się z decyzją. Na decyzji było podane, że od chwili doręczenia, a ja w chwili zapoznania się z decyzją i jej pouczeniem stwierdziałam, że termin upłynął, ponieważ niewątpliwie upłynęło 30 dni od dnia jej doręczenia przez pocztę. W związku z tym stwierdziłam, że nie mogę już wnieść skargi. Moim zdaniem akt doręczenia ma miejsce wtedy, kiedy poczta dostarcza list zgodnie ze swoimi procedurami - do ręki za pokwitowaniem lub do skrzynki. Dla mnie moment doreczenia listu zwykłego to ten, kiedy jest on wrzucany do skrzynki.
 
Witam
Jestem tutaj nowy i dopiero co raczkuję.
Ale zdążyłem już na własnej skórze doświadczyć tego że Organy administracji dokładniej (urzędnicy), Nas obywateli traktują jak nie powiem co.Nie przestrzegają przepisów KPA lub więcej, nie mają o nich pojęcia.Zamiast służyć pomocą zwykłym obywatelom, to służą pomocą ale dla dużych korporacji z potężnym portfelem.Chodzi mi tutaj głównie o to jak bardzo łatwo są wydawane decyzji zezwalające na budowę stacji telefonii komórkowej obojętnie jakiej i obojętnie gdzie.(czy to na dachu czy na ogródku sąsiada itd, nie ważne byle by stała).Właśnie walczę wspólnie z sąsiadami z takim problemem i ręce opadają.
Problem jest niemal taki sam jak u przedmówczyni.
Czyli organ I instancji doręczył decyzję o zatwierdzeniu budowy listem zwykłym poprzez listonosza, który kopertę wrzucił do skrzynki.Koperta ta została odebrana przez sąsiadkę kilka dni później.Wspólnymi siłami napisaliśmy szybko odwołanie od decyzji tak aby jeszcze zdążyć z terminem i dostarczone ono zostało za potwierdzeniem do urzędu I instancji.
Co się okazuje później.Urząd I instancji wysyła kolejne pismo w którym czytamy,że sąsiadka spóźniła się dwa dni z odwołaniem a ponadto uznano ją że nie jest stroną w postępowaniu o czym wcześniej nie było mowy w żadnych dokumentach.Przecież można się załamać.Udałem się wspólnie z sąsiadką do Wojewody celem wyjaśnienia tej bulwersującej naszym zdaniem sprawy.Ponadto została skserowana koperta wraz z datą w której była wcześniejsza decyzja oraz poinformowano o terminie odebrania tegoż pisma ze skrzynki.I co się okazje.Kazano napisać pismo do wojewody i czekać.W tym też czasie stawianie wierzy przekaźnika szło w masakrycznym tempie.Prace trwały do późnych godzin nocnych.W dwa tygodnie wieża już stała w odległości od mojej posesji max 80m do sąsiadki jest ze 60m.Termin odpowiedzi od wojewody przedłużył się z miesiąca do około 2m.W miedzy czasie poszło zapytanie do Urzędu I instancji aby ten urząd udowodnił na jakiej podstawie uznał iż sąsiadka spóźniła się te dwa dni oraz na jakiej podstawie uznał iż nie jest już stroną i ponadto kazano przesłać aktualny wyrys i plan zagospodarowania przestrzennego z uwzględnieniem sąsiadów zamieszkujących w pobliżu przekaźnika.
Powiem szczerze myślałem, że po takich błędach i niedociągnięć ze strony Urzędu I Instancji Decyzja czy postanowienie musi być przychylne dla nas przynajmniej do czasu wyjaśnienia wszystkich budzących wątpliwości.I tym samym zostanie wstrzymana budowa tegoż przekaźnika.Myliłem się.
Wojewoda wydał postanowienie (niedopuszczalność odwołania) w uzasadnieniu przytoczył argument budzący wiele wątpliwości moim zdaniem. A mianowicie ,że sąsiadka ani organ nie potrafili udowodnić że decyzja została jej skutecznie doręczona. I w tym przypadku odwołanie jej nie przysługuje.Przecież można się załamać.
W postanowieniu tym nie ma mowy o tym,że urzędnik został przez nas osobiście poinformowany o dacie odbioru listu ze skrzynki.Ponadto Urząd I Instancji nie udowodnił swoich racji.Wojewoda wskazuje uchybienia Urzędu I instancji ale konsekwencje jedynie ponosi sąsiadka.Za błędy i nieudacznictwo Urzędu płacimy my obywatele.
I co dalej robić????
Czy pisać o wznowienie postępowania-ale wtedy ucieka mi termin 30 dni odwołania do Sądu Administ.Wiem mogę pisać o przywrócenie terminu ale po tym co już doświadczyłem to nie wierzę aby to przeszło.
I zostaje Sąd administracyjny.

To jest przykład sąsiadki.I tego nierównego boju z urzędnikami.

Mój temat czeka u wojewody.Gdzie od ponad pół roku walczę z urzędem I instancji o wznowienie postępowania o zgłoszenie mnie jako strony itd.Ten sam Urząd ani razu w mojej sprawie nie wydał decyzji czy postanowienia w myśl K.P.A. jedynie wysyła pisma jako informujące.Nie chcą mnie uznać za stronę, a uznają (i tutaj niespodzianka) byłych właścicieli domu którzy już od ponad roku nie żyją a ja jestem nowym właścicielem tej nieruchomości zakupiłem ją od synów zmarłych.Można się uśmiać prawda.Mało tego.Nadal są wysyłane pisma do zmarłych.Jak opowiedziałem to u Wojewody to nie wiedzieli co mają robić.O mojej sprawie dowiedzieli się kiedy im osobiście o tym powiedziałem i doręczyłem kompletną dokumentację jaką w tym czasie miałem łącznie ze skargą na Urząd I instancji.Proszę mi uwierzyć jakie panowało tam zaskoczenie i robienie min do nieprzyjemnej przecież sytuacji.W mojej sprawie dzwoniłem do Urzędu Wojewódzkiego gdzie urzędnik przytakuje mi racje i twierdzi że on nic nie może.Życie sobie a prawo sobie.No ludzie jak tak można.
Przy okazji wspomnę jeszcze że z nadzorem budowlanym to nie ma o czym rozmawiać.
Kompletna uległość po stronie inwestora.
Także jak ktoś ma jakieś pomysły jak walczyć z tym problemem to będę bardzo wdzięczny.
Pozdr
 
W sprawie j/w sąsiadka zdecydowała się na drogę WSA pomimo iż mogła pisać o wznowienie postępowania takie również w tym postanowieniu miała prawo.W tej sprawie poprosiłem Pana Zbigniewa Gelzok Stowarzyszenie Przeciwko Elektroskazeniom ,aby reprezentował zgodnie z literą prawa sąsiadkę przed Sądem.Człowiek ten ma doświadczenie w postępowaniu przed sądami i bardzo często właśnie procesuje się w tym kraju.Na swoim koncie ma dużo wygranych spraw także jest nadzieja.Wiadomo bez odpowiednio wyczerpującego przygotowania trudno jest zwykłemu człowiekowi walczyć w sądzie w imię swoich racji.
 
W dniu dzisiejszym złożone zostało pismo do WSA za pośrednictwem wojewody i ponadto wniosek o wznowienie postępowania administarcyjnego do Urzedu I instancji.
 
Powrót
Góra