Niemiecki pracodawca oszustem ??

  • Autor wątku Autor wątku purplekush2010
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

purplekush2010

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2010
Odpowiedzi
5
Witam.

Wraz z narzeczoną byłem w pracy sezonowej w Niemczech. Praca polegała na plewieniu i dosadzaniu warzyw. Naszym pośrednikiem była Polka, która otrzymała za swoją usługę 500 zł. Oczywiście to nie jest nigdzie udokumentowane.

Praca miała być całkowicie legalna. Przed wyjazdem dostaliśmy informację, że stawka za godzinę wynosi 4,5 Euro, a za mieszkanie zostanie odliczone nam około 100 Euro za 2 miesiące (bo tyle miał trwać wyjazd ). Na miejscu kobieta zaczęła kręcić i okazało się, że nie wiadomo jakie wynagrodzenie dostaniemy. Podpisaliśmy jakiś niemiecki dokument - podobno umowę. Niestety nie znamy języka.

Po miesiącu, co było dla nas szokiem, pracodawca poinformował nas, że zostajemy zwolnieni.

W sumie nikt nie podał nam konkretnego powodu. Gdy pracodawca przyszedł się z nami rozliczyć, dał nam do podpisania niewypełnione dokumenty. Nieświadomi tego, co stanie się za moment podpisaliśmy je. Następnie wyciągnął z dupy wyjęta kartkę, na której były jego obliczenia ile ma nam zapłacić. Po naszych obliczeniach stawka za godzinę wyszła ok. 3,80 Euro, a za mieszkanie policzył nam 111! Euro za JEDEN miesiąc.
No, ale cóż stało się. Wyjazd się zwrócił, parę groszy przywieźliśmy:rolleyes: i daliśmy sobie spokój. Z tym, że nie dostaliśmy żadnej umowy; wypowiedzenia. Jedyny dokument, który potwierdza nasz wyjazd to jakieś badziewne skserowane zaświadczenie, bez żadnej pieczątki, które moja narzeczona musi pokazać w ZUS-ie.



Po sezonie na plewienie rozpoczyna się tam sezon ogórkowy, na który miał jechać mój młodszy brat. Przekonywaliśmy go, żeby nie jechał, ale on się uparł. Kontaktowaliśmy się z naszą pośredniczką, która zapewniła, że jeśli tylko będzie pracował to nie zjedzie wcześniej.

Popracował tam tylko dwa dni, po 15 godzin dziennie, na dodatek w największy upał i został zwolniony.

Podczas jego drugiego dnia pracy, z pola zeszło kilka osób, które szef zawiózł do domu. Powodem ich zejścia z pola było zmęczenie. Mój brat postanowił pracować dalej. Jednak dwie godziny przed końcem opadł z sił. Poinformował o tym kierowcę ciągnika, który jest kimś w rodzaju polskiego brygadzisty. Kierowca zapytał się go czy zna drogę do domu, czy chce czekać na szefa. Brat sam poszedł do domu.

Tego dnia dowiedział się, że został ukarany i na następny dzień nie idzie do pracy. A inne osoby, które wcześniej zeszły z pola nie zostały ukarane w ten sposób. Następnego dnia kazano mu się spakować i wracać do domu.

Brat jest jeszcze w Niemczech, wraca w niedzielę, tj. 18 lipca.



Czy po takiej sytuacji ma jakieś prawa których może dochodzić?
Do kogo możemy zwrócić się o pomoc?
Czy możemy wszyscy domagać się zwrotu pieniędzy od naszej pośredniczki?
Póki mój brat jest jeszcze tam na miejscu, czy możemy wszyscy zażądać kopii umowy o pracę (o ile taka była w ogóle)?


Z góry dziękuję za pomoc.
 
Powrót
Góra