Nieprzyjemna sprawa z obcym długiem w tle

  • Autor wątku Autor wątku gness
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
G

gness

Użytkownik
Dołączył
07.2014
Odpowiedzi
49
Nieprzyjemna sprawa z obcym długiem w tle.

W 2005 roku moja mama wzięła kredyt na samochód, żyrantem został mój tata.
Samochód/kredyt nie był dla nich, ale dla przyjaciółki mamy i na jej firmę (sprawa skomplikowana i nieprzyjemna, przyjaciółka pomagała latami finansowo mojej rodzinie, podejrzewam, że mama chciała w jakiś sposób się jej odwdzięczyć. nie wiem, nigdy nie wnikałam).

Pani przez jakiś czas płaciła, później zaczęły się kłopoty finansowe i całość skończyła się licytacją samochodu i wykupieniem długu przez Ultimo. Dług był spłacany w niewielkich ratach. Z nieznanych mi powodów nigdy nie zawarto z tą firmą żadnej umowy na piśmie co do wysokości długu, odsetek, harmonogramu spłat etc. Wszystko odbywało się i nadal odbywa przez telefon.

W 2014 roku mama zmarła. Ultimo zostało o tym powiadomione (przyjaciółka wyznała mi, że miała nadzieję, że dzięki temu dług będzie anulowany i że może powinna płacić mniej to się ulitują i na dobre odpuszczą. tłumaczyłam, że to tak nie działa, nie dotarło do niej).

Z firmą kontaktuje się ta pani lub jej córka, która podaje się za mnie. Wiele razy prosiłam, żeby tego nie robiła. Prosiłam też, żeby nie umieszczano moich danych na przelewach do firmy (od chwili otrzymania pisma z Ultimo, w któym firma uznała tę panią za spadkobiercę po mojej mamie, pani przestała robić przelew ze swojego konta i wróciła do papierowych kwitków).

Pani obiecała nadal płacić, upiera się, że ani ona ani jej córka nie mają pieniędzy (poziom na jakim żyją i fakt, że prowadzą firmę transportową, temu przeczy), że może kiedyś dług będzie anulowany, że powinnam się cieszyć, że w ogóle płacą, bo przecież mogły to olać i zostawić nas z długiem.

Radziłam się kilku prawników, co można z tym zrobić. Usłyszałam u jednego, że powinnam zgłosić się do Ultimo i wołać o przepisanie długu na panią (ona się na to nei zgodzi tego jestem pewna). Inny powiedział, że mam się zadłużyć, najlepiej wziąć kredyt pod hipotekę, spłacić cały dług a później zgłosić się do niego, on weźmie sprawę do sądu i może uda się odzyskać od pani pieniądze. Jeszcze inny, że mam pani powiedzieć, żeby przestała płacić, a Ultimo żeby wzięli sprawę do sądu jeśli chcą, (wtedy też będzie wreszcie wiadomo ile tego długu jeszcze zostało do spłaty, ta kobieta dosłownie co miesiąc śle te pieniądz w świat i nie intersuje się niczym więcej) i modlić się, żeby to się wszystko nie skończyło się komornikiem i jeszcze większymi problemami.

Żeby było ciekawiej, dzisiaj dostałam pismo od Ultimo (na kopercie wciąż dane mamy), że do końca tygodnia mam zapłacić prawie 15 tys jakiegoś kredytu z 2001 roku, który zaciągnięty został w PKO. Osłabłam.

Czy ktoś może mi poradzić, czy jest cokolwiek, co mogłabym zrobić, żeby jakoś rozprostować tę sprawę? Od śmierci mamy jest coraz gorzej, na jaw wychodzą jakieś dziwne sprawy i przekręty, a sporo z nich powiązanych jest z tą jej nieszczęsną przyjaciółką.
 
Spadek został przyjęty z dobrodziejstwem inwentarza (nieletnie dzieci + w skład spadku wchodził nasz dom, nie było możliwości odrzucenia).
 
gness napisał:
Żeby było ciekawiej, dzisiaj dostałam pismo od Ultimo (na kopercie wciąż dane mamy), że do końca tygodnia mam zapłacić prawie 15 tys jakiegoś kredytu z 2001 roku, który zaciągnięty został w PKO. Osłabłam.
Proszę nie rozmawiać z Ultimo, muszę mieć tytuł na panią. W sądzie musza udokumentować roszczenie. Tak więc odbierać korespondencję i czekać.
Zero telefonów. Z ową panią zawrzeć pisemną ugodę lub niech uzna dług na piśmie.
 
Mam spisane z nią zobowiązanie do spłaty długu. Ale podobno za dużo mi to nie da, bo pisane na kolanie zobowiązanie nie zawiera informacji, dlaczego pani chce zapłacić/że kredyt był dla niej. Ona sama powiedziała, że jak chcę, to mogę podać ją do sądu, i tak nic mi to nie da...

Myślałam nad tym, żeby iść do niej i powiedzieć, żeby skontaktowała się z Ultimo i zażądała jakichkolwiek dokumentów, jakiejś umowy i określenia wysokości długu. Czy to ma w ogóle sens? Czy może lepiej siedzieć cicho? Obawiam się, że po śmierci mojego taty (tylko przed nim czują jako taki respekt) zostaniemy na lodzie.
 
Wygląda na to, że Ultimo żąda i roszczenia z tytułu kredytu na to auto, jak i jakiegoś innego.
Czy były w obu sprawach nakazy zapłaty, czy tylko BTE? Jeśli nie było nakazów to najprawdopodobniej nie ma się czym przejmować.
 
Jeśli chodzi o tę świeższą sprawę, to wczorajszy list z Ultimo jest pierwszym pismem w tej sprawie jakie otrzymaliśmy. Pytałam po rodzinie, nikt nie wie na temat kredytu, problemów ze spłatą itd.

Sprawa samochodu również nie wygląda dobrze, bo ile razy domagam się jakichkolwiek dokumentów w tej sprawie, pani twierdzi, że nic nie ma. Ani z banku, ani informacji z Ultimo o wykupieniu kredytu, nic. Dowody wpłat i umowę z bankiem wyciągnęłam od niej tylko dlatego, że powiedziałam, że może uda mi się dogadać z firmą i anulować wszystko (innego sposobu nie widziałam). Podczas dzisiejszej rozmowy stwierdziła, że po tym jak bank przejął samochód i go zlicytował, wszystkie dokumenty przepadły z winy jej nieżyjącego męża.

Czy ktoś może mi doradzić, czy którakolwiek z poniższych opcji ma jakikolwiek sens (nigdy nie byłam w takiej sytuacji, pojęcia nie mam jak to wszystko działa).

- zmusić je do kontaktu z firmą i żądanie dostarczenia wszelkich dokumentów dotyczących zaległości, ustalenie ostatecznej kwoty i dalsze spłaty (na chwilę obecną pani nie potrafi mi powiedzieć ile wpłaciła do banku i do windykatora, ile do spłaty jeszcze zostało)

- powiedzieć, żeby przestały płacić, a Ultimo poinformowały, że czekają na wezwanie do sądu. wtedy sądownie ustalić ostateczną kwotę i wznowić spłatę.
 
gness napisał:
- zmusić je do kontaktu z firmą i żądanie dostarczenia wszelkich dokumentów dotyczących zaległości, ustalenie ostatecznej kwoty i dalsze spłaty (na chwilę obecną pani nie potrafi mi powiedzieć ile wpłaciła do banku i do windykatora, ile do spłaty jeszcze zostało)
A co ona ma formalnie wspólnego z tą sprawą? Nic
gness napisał:
- powiedzieć, żeby przestały płacić, a Ultimo poinformowały, że czekają na wezwanie do sądu. wtedy sądownie ustalić ostateczną kwotę i wznowić spłatę.
Płacić to ona powinna tobie, a nie do Ultimo - bo jeszcze dziwne rzeczy z tego wynikną, i na pewno nie byłyby korzystne dla ciebie.

Jeśli Ultimo chce jakieś pieniądze, niech idzie do sądu.
 
Czyli najlepsze rozwiązanie w sprawie długu samochodowego to przestać płacić i czekać na wezwanie z sądu tak?
Czy ktoś się orientuje jak to wygląda z ustaleniem kwoty pozostałej do spłaty? Kto to ustala, sąd czy windykator? Czy możliwa jest spłata na raty czy też trzeba wpłacić całość? Pytam, bo pani powiedziała mi dzisiaj, że ona może płacić jak płaci, małe kwoty i broń boże więcej.

Gdyby doszło do tego, że idziemy do sądu, kogo może pozwać firma, żyranta czy spadkobierców (nigdzie się nie ujawniali)?

I jeszcze jedno. Co należy robić z listami poleconymi zaadresowanymi na osobę nieżyjącą? Odbierać czy nie przyjmować?
 
gness napisał:
Czy ktoś się orientuje jak to wygląda z ustaleniem kwoty pozostałej do spłaty? Kto to ustala, sąd czy windykator? Czy możliwa jest spłata na raty czy też trzeba wpłacić całość?
Powód ma wykazać ile się naprawdę należy. Będzie miał problem, sądzę że nie jest w stanie tego udowodnić - więc powództwo podlegać będzie oddaleniu. Niezależnie od tego, zarzut przedawnienia.
gness napisał:
Gdyby doszło do tego, że idziemy do sądu, kogo może pozwać firma, żyranta czy spadkobierców (nigdzie się nie ujawniali)?
To już problem Ultimo
 
amelia2013 napisał:
Powód ma wykazać ile się naprawdę należy.
Ale czy my mamy jakiekolwiek prawo z tą kwotą się nie zgodzić? Kredyt był na ok. 60 tys, dwa lata pani płaciła bankowi po ok. 1000 zł, zlicytowano samochód (podobno 7 tys), z kwitów które posiadam wynika, że przez ostatnie kilka lat Ultimo dostało od nich kolejne prawie 8 tys. Pani twierdzi, że spora część z tego poszła na jakieś dziwnie duże odsetki.
W piśmie z info o nowym długu podano, że zadłużenie samochodowe to 60 tys, w tym 28 tys kwota główna i ponad 30 tys odsetek.

Zwyczajnie tego nie ogarniam.

amelia2013 napisał:
Niezależnie od tego, zarzut przedawnienia
No właśnie nie wiem. Z tego co były łaskawe mi wyjawić, to w 2005 wzięły kredyt, w 2008 już wpłacały pierwszą ratę Ultimo.
 
gness napisał:
Zwyczajnie tego nie ogarniam.
Więc czytaj ze zrozumieniem. Maglujesz. Dostosuj się do tego co wyżej. Przeczytaj jeszcze raz i jeszcze raz
 
Sprawa na chwilę obecną wygląda tak: cztery tygodnie temu został wykonany telefon do Ultimo. Pan okazał się być bardzo zaskoczony informacją, że mama nie żyje (mimo że byli informowani, wysyłano im kopie aktu zgonu), obiecał przesłać od ręki poleconym wszelkie dokumenty związane z długiem samochodowym, a pod koniec miesiąca te dotyczące tego drugiego długu. Po rozmowie z nim zadzwoniła do mnie kolejna pani, pytając jak to możliwe, że ktoś z moim imieniu wpłaca pieniądze, podaje się za mnie, wyraża zgodę na ugody, czy znam panią o takim i takim nazwisku (sąsiadkę) tak być nie powinno itd, ale słowem nie odezwała się na temat, że wierzyli na słowo obcej osobie, kiedy ta podawała się za mnie lub moją mamę. Obiecała kontakt po wysłaniu dokumentów.
Minął miesiąc, nie ma dokumentów, zero telefonów czy jakiegokolwiek kontaktu. Czy ktoś może poradzić mi, co mam robić dalej? Dzwonić po raz kolejny i domagać się wszystkiego, czy też lepiej siedzieć cicho i czekać na ich ruch?
 
Kolejny długi post ode mnie. Zebrałam się w sobie, zadzwoniłam i zażądałam wszystkich dokumentów związanych z kredytem. Pani kilka razy pytała, co zamierzam z nimi zrobić, wie o sąsiadce, jednak to ja jestem spadkobiercą i mnie sprawa się dotyczy. Odpowiedziałam, że wszelkie decyzje podejmować będę po tym, jak zapoznam się z dokumentami.
Dzisiaj dostałam polecony z Ultimo, a w nim:
- ksero umowy kredytowej między zmarłą mamą a bankiem (luty 2005)
- zawiadomienie o zmianie wierzyciela (październik 2007) zaadresowane do żyranta (pojęcia nie mam od kogo to pismo, niby to bank informuje, ale na nie ma na tym dokumencie żadnego adresu i nazwy nadawcy ani pieczątki)
- ksero oświadczenia o stanie majątkowym z pieczątkami urzędu skarbowego (czerwiec 2010) dosłane Ultimo w związki z jakimś pismem z maja, którego kopii nie dostałam
- pismo z lipca 2010, gdzie Ultimo zgadza się na zadeklarowaną propozycję spłaty

To wszystko. Na każdym papierku widnieje inna kwota do spłaty. Żadnej pisemnej umowy/ugody, którą to niby mama podpisywała z nimi, nic na temat sumy wpłaconych już pieniędzy, brak umowy między FW a bankiem (mają obowiązek mi ją ujawnić?), jakichkolwiek dowodów na temat rzeczywistego zadłużenia...
Gdyby ktoś był zainteresowany, mogę podesłać skany całego zestawu.

Mam kilka pytań. Jak wygląda sprawa z odsetkami, bo w różnych miejscach czytam różne informacje. Czy FW może naliczać odsetki (na chwilę obecną są wyższe od kapitału o ponad 10 tys, ciągle rosną pomimo rzekomej umowy telefonicznej, po której ich wzrost miał zostać zatrzymany)? Co dzieje się z odsetkami po śmierci dłużnika? Jak wygląda sprawa z przedawnieniem takiego długu i odsetek, skoro od lipca 2008 do marca br. co miesiąc wpłacano jakąś kwotę. Czy takie wpłaty mogą zostać uznane za zrzeczenie się zarzutu przedawnienia roszczenia, gdyby rzeczywiści dług na chwilę obecną był przedawniony?

Kolejne pytanie. Zmuszam sąsiadkę, żeby przestała płacić. Ultimo w końcu traci cierpliwość, co się wtedy dzieje? Sprawa trafia prosto do sądu? Kogo może pozwać? Przypominam, mamy trzech spadkobierców i żyranta. Czy to prawda, że gdyby pozwano któreś z nich, mogą oni podnieść zarzut przedawnienia?

Bardzo proszę o pomoc.
 
Moment. Póki co przyjęliście spadek z dobrodziejstwem inwentarza. To Ultimo musi postarać się aby dowiedzieć się kto jest spadkobiercą mamy aby móc kogokolwiek pozwać. To Ultimo musi wykazać że jest jakikolwiek dług. I to Ultimo musi wykazać że dług nie jest przedawniony. Jeżeli Ultimo dysponuje tymi czterema dokumentami to tak naprawdę nie dysponuje niczym. Najwięcej zamętu jest z tymi wpłatami. Uważam że należy doprowadzić do sprawy sądowej, bo inaczej nigdy to się nie wyjaśni. Ot. Złapali jelenia to doją ile się da.
 
Czyli jak zwykle przesłali dokumenty tylko takie gdzie widać ile trzeba im kasy dać , natomiast brak umów, ugód, cesji wierzytelności itp.
 
Ja bardzo chętnie poczekałabym na sprawę sądową, ale boję się dwóch rzeczy:

- zasądzą taką kwotę, że się z wrażenia nie pozbieramy
- sąsiadka się na nas wypnie i nie będzie chciała płacić (czy ja w jej sprawie mogę cokolwiek zrobić?)
 
Sąsiadka i tak może przestać płacić w każdej chwili. A co do kwoty do zapłaty. Nie może być większa niż kapitał i odsetki + koszty sądowe. Ale to roszczenie trzeba udowodnić. No i trzeba mieć przeciwko komu pozew złożyć...
 
gness napisał:
- zasądzą taką kwotę, że się z wrażenia nie pozbieramy
Niby dlaczego sąd ma cokolwiek zasądzić?
gness napisał:
- sąsiadka się na nas wypnie i nie będzie chciała płacić (czy ja w jej sprawie mogę cokolwiek zrobić?)
Teoretycznie to już dawno mogła się wypiąć. Formalnie nie ma ze sprawą nic wspólnego
 
digiton napisał:
Nie może być większa niż kapitał i odsetki + koszty sądowe. Ale to roszczenie trzeba udowodnić. No i trzeba mieć przeciwko komu pozew złożyć...
jest żyrant i 3 spadkobierców, o których Ultimo wie, bo zgłosiła się do nich komorniczka robiąca spis inwentarza z zapytaniem o wysokość zadłużenia. czyli mają nas na tacy?
a kwota zadłużenia zamiast maleć (coś tam przecież było wpłacane), rośnie. odsetki również pomimo, że niby jakaś tam umowa była (stąd moje pytanie kilka postów wcześniej na temat odsetek).

amelia2013 napisał:
Niby dlaczego sąd ma cokolwiek zasądzić
a może tego nie zrobić?



Czy ktoś się orientuje, czy możemy cokolwiek zrobić w sytuacji, gdyby ta pani odmówi dalszej spłaty?
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra