Notarialny zapis majątku przez rodzica bez wiedzy jednego z synów

  • Autor wątku Autor wątku leks1990
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
L

leks1990

Nowy użytkownik
Dołączył
06.2018
Odpowiedzi
16
Witajcie. Chciałbym Was zapytać o możliwości rozwiązania sytuacji w jakiej się znalazłem. Otóż sprawa wygląda tak. Generalnie nie utrzymuję kontaktu z moją matką, a niedawno dowiedziałem się od osób trzecich, że w listopadzie tamtego roku zapisała ona notarialnie większość swoich nieruchomości mojemu bratu. Nie zostałem w tej kwestii poinformowany chociaż oboje znają mój adres zamieszkania. Nie spodobało mi się to, jednak po jakimś czasie dowiedziałem się, ze reszta jej posagu wraz z domem czeka na mnie. Kiedyś się spotkałem przypadkowo na mieście z matką i ona potwierdziła te informacje. Dom i plac został dla mnie... Postanowiłem więc załatwić wszystkie formalne kwestie, powiedziałem jej również że w domu będzie ustanowiona dla niej służebność mieszkalna ale kiedy ustalałem z matką wspólną wizytę u notariusza, to ona mnie poinformowała, że mój brat nie zgadza się aby dom został mi zapisany i powiedział jej żeby dom sobie zostawiła. W takiej sytuacji pozostało dla mnie sporo mniej posagu niż to co wziął on w listopadzie tamtego roku. Dodatkowo wiem też, matka mi powiedziała, że mój brat straszył ją, że ja sprzedam dom, a ona zostanie bezdomna oraz, że jak mi zapisze dom, to on już nie będzie do niej przyjeżdżał. Dodam, że brat jest prokuratorem, pracuje w Sosnowcu. W moim odczuciu to co on jej mówił, to celowe wprowadzanie w błąd i szantaż. Przecież nie da się sprzedać domu jak jest ustanowiona służebność mieszkalna. Zamierzam założyć sprawę o unieważnienie tego zapisu. Dodam, że moja matka jest w bardzo złej kondycji psychicznej, ma 74 lata, zawsze była trochę niestabilna psychicznie, ma chyba historię choroby, bo wiem, że dawniej leczyła się u psychiatry, miała też przez pewien czas renta z orzeczenia tego lekarza. Istnieje więc pewne poważne przypuszczenie, że mogła ona zostać zmanipulowana przez mojego brata... Jak myślicie, czy jest szansa na unieważnienie tego aktu notarialnego? Czy koszty takiego procesu mogą być wysokie?
 
Wiesz że nie musiała cię o niczym informować ani pytać o zgodę skoro to co ma należy tylko i wyłącznie do niej? i co to znaczy zapisała? darowała? był testament? umowa dozywocia?
 
Dziękuję. Generalnie ona przepisała mu tę część posesji u notariusza, to chyba darowizna. Owszem, nie musiała mnie informować. Ale co z postawą moralną? Czy sąd może wziąć to pod uwagę, że zachowali się wobec mnie bez jakiejkolwiek moralności? Czy to w porządku aby prokurator, który podczas ślubowania składa przysięgę wzorowej postawy, szantażuje matkę, celowo wprowadza ją w błąd i brakuje mu ledwo 10 złotych na list polecony aby zachować się uczciwie i poinformować mnie o zapisie posiadłości?
 
Nikt o niczym nie musi cię informować. To matki majątek ..może go nawet przetańczyć i nic ci do tego niestety ... Bez wiedzy jaką była czynność dokonana nie można powiedzieć ci dalej jest ewentualnie możliwe czy juz po jej śmierci. Bo w sumie nie wiesz nic....
 
Dziękuję. A kwestia jej ewentualnej niepoczytalności? Czy osoba niepoczytalna może jak chce rozdysponować swój majątek nawet w sposób krzywdzący jedno z jej dzieci?
 
Jeśli to była darowizna, to będzie Ci się po śmierci matki należał zachowek (50% udziału spadkowego).
 
Dziękuję. A czy istnieją w takiej sytuacji jakieś perspektywy założenia i wygrania sprawy sądowej? Mianowicie unieważnienia tego zapisu jako, że został on dokonany bez poinformowania mnie, a osoba przekazująca nieruchomość czyli moja matka ma pewne problemy psychiczne i mogła nie do końca być przekonana co do tego, co robi lub mogła być wprowadzana w błąd przez mojego brata? Dodam, że od kilkunastu lat moja matka należy do świadków jehowy. Oni że tak powiem wyprali jej rozum, mam kilka listów od niej w których zamiast napisać mi coś sensownego, pisze wiadomo o czym, tylko o wierze z jehowę itp. Takie listy myślę, że mogłyby być dowodem w sądzie potwierdzającym jej obecną niepoczytalność. Dodam również , że kiedy w listopadzie tamtego roku matka zapisywała mojemu bratu większość swoich nieruchomości, to on jasno jej deklarował, że dom z placem będzie dla mnie, ale kilka miesięcy później ni stąd ni z owąd zmienił zdanie. Brat ma około 50 lat, zarabia całkiem dobrze (około 20 tys. na miesiąc) ale nie potrafi oszczędzać i ta nieruchomość, którą dostał od matki, jest jego jedyną nieruchomością bez kredytu. Ma też dwójkę dzieci i zastanawiam się czy te jego działania nie mają na celu aby tak naprawdę zdobyć dla siebie dwa place dla swoich dwóch dzieci. Jeden plac to posesja zapisana w listopadzie 2023 roku, a drugi plac, to ten z domem matki, który zabronił mojej matce aby mi go zapisywała.... Jestem zdeterminowany iść do sądu i zrobię to. Zawsze postępowałem w życiu jak najbardziej moralnie i uczciwie i jestem strasznie wyczulony na tego rodzaju zagrywki, kiedy mojemu bratu brakuje 10 złotych w portfelu aby wysłać mi list polecony informujący o dacie zapisu nieruchomości... Tylko tyle i aż tyle aby mógł zachować się godnie i uczciwie... Jak myślicie, czy koszt takiego procesu orientacyjnie byłby wysoki?
 
leks1990 napisał:
Generalnie nie utrzymuję kontaktu z moją matką,
Czego od niej oczekujesz? Chyba tylko wydziedziczenia... Niektórzy przypominają sobie o najbliższych ( czyt: o ich majątku) tuż przed ich śmiercią...
 
Rzeczywiście dla osoby nieobeznanej dokładnie z sytuacją tak właśnie może to wyglądać, choć tak absolutnie nie jest. Otóż, jeżeli zechcesz przeczytać mój wpis, to opowiem Ci pobieżnie jak sprawa wygląda. Sprawa mojego konfliktu z matką i bratem sięga roku 2018. Wówczas już od kilku lat w naszym sąsiedztwie mieszkał nasz kuzyn, milioner, producent obuwia. Ogólnie ludzie, którzy go poznali (łącznie ze mną) twierdzili, że jest psychopatą, krążyły opinie, że nieraz pobił swojego ojca i regularnie bije żonę, w pracy groził pobiciem pracownikom, odzywał się do pracowników per ch..je i do pracownic per k...wy i c..py itp. W roku 2018 doszło do konfliktu sąsiedzkiego pomiędzy mną a nim, który zakończył się tym, że pewnego poranka przyszło do mnie na plac dwóch recydywistów w kominiarkach i zaczęło tłuc we mnie stojącym w pokoju kamieniami i cegłami... Cudem uniknąłem trafienia rzucając się na bok... Została wybita szyba w pokoju, szkło z niej spadające rozcięło moje plecy i nogi... Przeżyłem, a recydywiści szybko oddalili się... Zarówno ja, jak i moja matka i brat prokurator nie mieliśmy większych złudzeń kto był zleceniodawcą tej, co tu dużo mówić, próby zabicia mnie... Pomimo tego bardzo było mi przykro jak widziałem dwa dni później jak moja matka sobie miło rozmawia z tym milionerem przy płocie. Zero rozmowy o tym co stało się dwa dni wcześniej... Niedługo też przyjechał brat prokurator mieszkający na stałe w innej miejscowości... Jeszcze bardziej mi było przykro jak chodził bez żadnych oporów do tego milionera ze swoimi dziećmi, oczywiście zero rozmowy z nim o tym co się wydarzyło... Po prostu zero... Brat prokurator kolegujący się z miejscowym gangsterem próbującym zabić jego brata... Próbowałem rozmawiać z bratem i matką mówiąc im, że nie dam rady przyjaźnić się z nimi, jeśli oni, jako najbliższe mi osoby na tym świecie, będą kolegować się z typem, który chciał mnie zabić... Ale niestety... Nic się nie dało im przetłumaczyć, brat prokurator reagował na moje słowa nawet wzburzeniem... Nic się nie dało, ponieważ ten milioner ich po prostu kupił... Mojej matce daje tam co jakiś czas przez płot jakieś stare, niepotrzebne mu krzesło itp. Bratu prokuratorowi sprzedał za przyzwoitą ceną przyzwoity samochód, a teraz jeździe Porsche 911... Brat prokurator po prostu sprzedał swojego brata w celu uzyskania osobistych korzyści majątkowych i tyle... Pewnie teraz liczy, że jak będzie grzeczny, to za kilka lat przytuli za okazyjną cenę Porsche od tego milionera... Oczywiście swoim dzieciom nic nie powiedział, że ten milioner chciał zabić ich bliskiego wujka. Dzieci prokuratora chodzą do fajnego wujka milionera i lubią go... Mnie nie bardzo, bo mnie nie ma. Wyprowadziłem się pod koniec 2018 roku z tej miejscowości, bo powiem szczerze, że trochę obawiałem się dalej tam mieszkać po tym co się tam wydarzyło i bierności mojej matki i brata prokuratora... Minęło od tego czasu ponad sześć lat, zmieniłem numer telefonu, bo nie chciałem już nic od nich, nie chciałem od mojej matki ani grama posagu... Chciałem po prostu zapomnieć o nich wszystkich i zacząć nowe życie... Jednocześnie nie mogąc poradzić sobie z tym wszystkim (codziennie myślałem o tym, że mój brat prokurator i matka przyjaźnią się z typem, który chciał mnie zabić) nabawiłem się silnej depresji, przez co popadłem w problemy finansowe. W tym roku dowiedziałem się jednak, że matka zapisała bratu prokuratorowi większość posagu... Nie protestowałem, żyłem sobie dalej trzymając się od nich z daleka. Jednak matka zaczęła mnie nachodzić, wysyłać listy i gadać, że chce mi zapisać resztę posagu z domem... Po pół roku codziennego myślenia o tym wszystkim zdecydowałem się zgodzić na ten zapis... Ja nic od niej nie chciałem, to ona do mnie zaczęła przychodzić i wtryniać mi resztę posagu. Kiedy zacząłem z nią ustalać termin u notariusza we wszystko wmieszał się mój brat prokurator, który powiedział do niej następujące słowa: "Nie zapisuj mu domu, bo on jest bezrobotny (prowadziłem JDG) i sprzeda ci ten dom, zostaniesz bezdomna, a ja nie będę płacił 7 tysięcy złotych na miesiąc z za twoje utrzymanie w schronisku dla bezdomnych". Powiedział również, że "jak mu zapiszesz ten dom, to ja już więcej do ciebie nie przyjadę"... Tak naprawdę mój brat prokurator zachowuje się tak podle wobec mnie, bo tak naprawdę naważył sobie piwa przez ostatni sześć lat kolegując się z tym milionerem, który chciał mnie zabić i teraz boi się, że ja, jak będę miał dom, to coś mu zrobię, kiedy on będzie chciał odwiedzić matkę... Oczywiście ja nic bym mu nie zrobił, ale on dba tylko i wyłącznie o własne bezpieczeństwo, taką ma naturę... Jak w tamtym roku w zimę matka zachorowała na silną grypę, miała 38,5 stopnia gorączki, zalewały ją poty i musiała kilka razy w ciągu dnia wychodzić na dwór aby oporządzić inwentarz, on wiedząc o wszystkim siedział sobie na urlopie, bo już wcześniej go opłacił i jak matka mi mówiła, "bał się, ze mu przepadnie wpłacona kasa". Ja w tym czasie miałem popsuty samochód, mieszkałem osiem kilometrów od matki i chodziłem codziennie dwa razy do niej na nogach aby tylko ona nie wychodziła z domu, bo w takich mroźnych warunkach, w tym wieku mogła po prostu od tego umrzeć... Kiedy mój brat wyprowadził się z rodzinnego domu w 2006 roku, to do dziś jest w nim zameldowany. Przez wiele lat myślałem, ze on po prostu zostawił sobie pewną furtkę, do tego aby w ten sposób walczyć ze mną o ten stary dom, ale teraz wiem, ze mogło chodzić o coś zupełnie innego, dużo bardziej podłego. Mój brat nie zameldował się w nowym miejscu zamieszkania, bo po prostu dba o swoje bezpieczeństwo. Ma taką pracę, jaką ma, oskarża recydywistów, którzy mają swoich przyjaciół na wolności. Jeśli ktoś będzie chciał go namierzyć, to przyjedzie do matki i jej zrobi krzywdę, a nie mi... Taki to niestety wyjątkowo podły człowiek... Dlatego właśnie nie chcę mu odpuszczać, jestem osobą wyjątkowo uczciwą, nigdy nie pijącą alkoholu, narkotyków, stawiającą w życiu na prawdę i uczciwość i bardzo jestem wyczulony na sytuację, gdy ktoś zyskuje na tym, ze jest po prostu podły... Tak wygląda cała ta sytuacja, nie zamierzam mu odpuścić, będę walczył, bo zasady moralne i uczciwość stoją po mojej stronie...
 
leks1990 napisał:
mojemu bratu brakuje 10 złotych w portfelu aby wysłać mi list polecony informujący o dacie zapisu nieruchomości... Tylko tyle i aż tyle aby mógł zachować się godnie i uczciwie...
Dlaczego oczekujesz, że ktoś miałby Cię informować o planowanej transakcji, która Ciebie nie dotyczy? Nie bardzo rozumiem. Matka może zrobić ze swoim majątkiem cokolwiek, skoro jeszcze żyje i Tobie nic do tego. Może go podarować Wam obu, tylko jednemu z Was, albo zapisać na zgromadzenie Jehowa. Nic nie zdziałasz. Masz jedynie prawo do zachowku w określonych przypadkach, jako syn spadkobierczyni.
 
Moralność jedno...prawo to zupełnie coś innego. Pamiętaj o tym.
 
Dlaczego oczekuję, że ktoś miałby mnie poinformować o planowanej transakcji? Być może dlatego, że jestem osobą, która ma pewne prawa do tego posagu np. prawo do spadku. Być może dlatego, że przeżyłem pod jednym dachem z osobą, która przyjmuje bez mojej wiedzy ten posag, ponad 20 lat, być może dlatego, że stałem zawsze za nią w każdej sprawie i przez ten czas była dla mnie drugą osobą po matce na tym świecie... Być może dlatego, że chciałem wierzyć, że mój brat zachowa się uczciwie... A tu taka sytuacja... Postawienie przed faktem dokonanym... Gdyby jeszcze odpuścił ten dom, to bym machnął ręką... Przyjąłbym dom od matki i byłoby po problemie... Najlepsze w tym wszystkim jest to, że mój brat prokurator kiedy w listopadzie 2023 roku matka zapisywała mu większość swojego posagu jasno stał na stanowisku, że dom będzie dla mnie, a po kilku miesiącach jak już działka za domem była jego, zmienił zdanie... W moim odczuciu postąpił nie tylko przebiegle, ale też jak idiota. Skoro zaczął się obawiać, że dom będzie mój, to myślę, że on powinien w listopadzie tamtego roku powiedzieć matce aby mu zapisała dom a nie mi, a tę działkę, którą wtedy przyjął, aby zostawić mi... Teraz bylibyśmy już równo podzieleni, on by miał dom z mieszkającą w nim matką, a ja miałbym działkę za domem, którą pewnie szybko bym sprzedał, a za pieniądze z niej kupiłbym sobie mieszkanie z dala od tamtego miejsca i zacząłbym nowe życie... Ale nie... Debil prokurator najpierw przejął potajemnie na zasadzie faktów dokonanych większość posagu matki, później zmusił ją szantażem i nieprawdopodobnymi insynuacjami (że sprzedam dom na który przecież chciałem ustanowić dla matki służebność mieszkaniową, a w tej sytuacji nie mógłbym go sprzedać bez jej zgody) aby zostawiła sobie dom i w konsekwencji tego dla mnie; osoby ubogiej materialnie, samotnej, zmagającej się z depresją, została resztka. Teraz najbliższe dla mnie osoby na tym świecie czyli matka i brat dali mi do wyboru: "Albo bierzesz tę resztkę, albo wypad"... Owszem, matka może zrobić ze swoim posagiem co chce, jednak nie zapominajmy, że jej sprawność psychiczna jest dyskusyjna (w moim odczuciu jest mocno niepoczytalna), a co za tym idzie, jej decyzje mogą zostać podważone przez sąd. Na dowód tego mogą być np. jej dawne wizyty u psychiatry, jej renta z orzeczenia psychiatry, jej listy do mnie z ostatnich miesięcy, w których zamiast logicznie coś napisać, to pisze, głównie to "że Jahwe jest jedynym zbawieniem i że zbliża się armagedon". Tylko pytanie czy to się w ogóle opłaca... Czy koszty takiego procesu nie przekroczą wartości posagu o jaki się rozchodzi...
 
Tak niestety jest... Smutne to ale niestety prawdziwe i brutalne...
 
Co byście mi doradzili w tej sytuacji... Tak aby wygrała uczciwość... Nie jestem osobą chciwą. Tak naprawdę obędzie się dla mnie bez tego posagu, ale nie mogę tego zdzierżyć, że mój brat prokurator stosując podłe metody dosłownie robi co chce ( manipuluje matką w sprawie podziału majątku tak abym ja miał jak najmniej, przyjaźni się jako prokurator z osobą podejrzaną o próbę zabicia mnie i miło z nim spędza czas).
 
Ma naprawdę nieciekawą zachłanną naturę. Pomimo tego, że zarabia około 20 tysięcy złotych na miesiąc, to praktycznie matce, która żyje w bardzo złych warunkach mieszkaniowych, nic nie pomoże. Tylko z niej korzysta biorąc od niej ekologiczne, wiejskie jedzenie itp... W roku 2019 matka dostała starą bramę wjazdową, sama ją zaciągnęła do ogrodzenia i przymocowała do betonowych słupów na zasadzie przywiązania taśmami z palet budowlanych oraz dętkami z rowerów... On od pięciu lat przyjeżdża do niej co tydzień, otwiera i zamyka tę bramę i nie wymieni jej... Żal mu 1000 zł za używaną bramę plus robotę kilkugodzinną dla dwóch ludzi aby to zrobić i aby u matki było w miarę normalnie...
 
Rewe napisał:
Czego od niej oczekujesz? Chyba tylko wydziedziczenia... Niektórzy przypominają sobie o najbliższych ( czyt: o ich majątku) tuż przed ich śmiercią...

Jeżeli zapoznałeś się z moją obszerną odpowiedzią na Twoje sugestie jakobym przypomniał sobie o majątku matki dopiero przed jej śmiercią, to teraz już zapewne wiesz, że to tak nie jest. Ja posagu od niej nie chcę, nigdy nie chciałem. To ona mi go chce zapisać, tylko problem w tym, że jest manipulowana przez mojego brata i chce abym zgodził się na nierówny podział tego posagu. Według tego jak oni zaplanowali ten podział, to osoba z problemami finansowymi i depresją czyli ja, miałaby dostać sporo mniej od prokuratora z prawie 20-letnim stażem zarabiającego około 20 tysięcy złotych na miesiąc... Ja prędzej umrę niż zgodzę się na taki zapis i nie chodzi tu o to, że chcę więcej, tylko po prostu zdaję sobie sprawę, że to co oni robią jest podłe i nigdy się pod tym nie podpiszę... Czy doradziłbyś mi co w tej sytuacji zrobić? Czy istnieją jakieś sposoby prawne aby unieważnić ten zapis lub domagać się odszkodowania?
 
Powrót
Góra