Rzeczywiście dla osoby nieobeznanej dokładnie z sytuacją tak właśnie może to wyglądać, choć tak absolutnie nie jest. Otóż, jeżeli zechcesz przeczytać mój wpis, to opowiem Ci pobieżnie jak sprawa wygląda. Sprawa mojego konfliktu z matką i bratem sięga roku 2018. Wówczas już od kilku lat w naszym sąsiedztwie mieszkał nasz kuzyn, milioner, producent obuwia. Ogólnie ludzie, którzy go poznali (łącznie ze mną) twierdzili, że jest psychopatą, krążyły opinie, że nieraz pobił swojego ojca i regularnie bije żonę, w pracy groził pobiciem pracownikom, odzywał się do pracowników per ch..je i do pracownic per k...wy i c..py itp. W roku 2018 doszło do konfliktu sąsiedzkiego pomiędzy mną a nim, który zakończył się tym, że pewnego poranka przyszło do mnie na plac dwóch recydywistów w kominiarkach i zaczęło tłuc we mnie stojącym w pokoju kamieniami i cegłami... Cudem uniknąłem trafienia rzucając się na bok... Została wybita szyba w pokoju, szkło z niej spadające rozcięło moje plecy i nogi... Przeżyłem, a recydywiści szybko oddalili się... Zarówno ja, jak i moja matka i brat prokurator nie mieliśmy większych złudzeń kto był zleceniodawcą tej, co tu dużo mówić, próby zabicia mnie... Pomimo tego bardzo było mi przykro jak widziałem dwa dni później jak moja matka sobie miło rozmawia z tym milionerem przy płocie. Zero rozmowy o tym co stało się dwa dni wcześniej... Niedługo też przyjechał brat prokurator mieszkający na stałe w innej miejscowości... Jeszcze bardziej mi było przykro jak chodził bez żadnych oporów do tego milionera ze swoimi dziećmi, oczywiście zero rozmowy z nim o tym co się wydarzyło... Po prostu zero... Brat prokurator kolegujący się z miejscowym gangsterem próbującym zabić jego brata... Próbowałem rozmawiać z bratem i matką mówiąc im, że nie dam rady przyjaźnić się z nimi, jeśli oni, jako najbliższe mi osoby na tym świecie, będą kolegować się z typem, który chciał mnie zabić... Ale niestety... Nic się nie dało im przetłumaczyć, brat prokurator reagował na moje słowa nawet wzburzeniem... Nic się nie dało, ponieważ ten milioner ich po prostu kupił... Mojej matce daje tam co jakiś czas przez płot jakieś stare, niepotrzebne mu krzesło itp. Bratu prokuratorowi sprzedał za przyzwoitą ceną przyzwoity samochód, a teraz jeździe Porsche 911... Brat prokurator po prostu sprzedał swojego brata w celu uzyskania osobistych korzyści majątkowych i tyle... Pewnie teraz liczy, że jak będzie grzeczny, to za kilka lat przytuli za okazyjną cenę Porsche od tego milionera... Oczywiście swoim dzieciom nic nie powiedział, że ten milioner chciał zabić ich bliskiego wujka. Dzieci prokuratora chodzą do fajnego wujka milionera i lubią go... Mnie nie bardzo, bo mnie nie ma. Wyprowadziłem się pod koniec 2018 roku z tej miejscowości, bo powiem szczerze, że trochę obawiałem się dalej tam mieszkać po tym co się tam wydarzyło i bierności mojej matki i brata prokuratora... Minęło od tego czasu ponad sześć lat, zmieniłem numer telefonu, bo nie chciałem już nic od nich, nie chciałem od mojej matki ani grama posagu... Chciałem po prostu zapomnieć o nich wszystkich i zacząć nowe życie... Jednocześnie nie mogąc poradzić sobie z tym wszystkim (codziennie myślałem o tym, że mój brat prokurator i matka przyjaźnią się z typem, który chciał mnie zabić) nabawiłem się silnej depresji, przez co popadłem w problemy finansowe. W tym roku dowiedziałem się jednak, że matka zapisała bratu prokuratorowi większość posagu... Nie protestowałem, żyłem sobie dalej trzymając się od nich z daleka. Jednak matka zaczęła mnie nachodzić, wysyłać listy i gadać, że chce mi zapisać resztę posagu z domem... Po pół roku codziennego myślenia o tym wszystkim zdecydowałem się zgodzić na ten zapis... Ja nic od niej nie chciałem, to ona do mnie zaczęła przychodzić i wtryniać mi resztę posagu. Kiedy zacząłem z nią ustalać termin u notariusza we wszystko wmieszał się mój brat prokurator, który powiedział do niej następujące słowa: "Nie zapisuj mu domu, bo on jest bezrobotny (prowadziłem JDG) i sprzeda ci ten dom, zostaniesz bezdomna, a ja nie będę płacił 7 tysięcy złotych na miesiąc z za twoje utrzymanie w schronisku dla bezdomnych". Powiedział również, że "jak mu zapiszesz ten dom, to ja już więcej do ciebie nie przyjadę"... Tak naprawdę mój brat prokurator zachowuje się tak podle wobec mnie, bo tak naprawdę naważył sobie piwa przez ostatni sześć lat kolegując się z tym milionerem, który chciał mnie zabić i teraz boi się, że ja, jak będę miał dom, to coś mu zrobię, kiedy on będzie chciał odwiedzić matkę... Oczywiście ja nic bym mu nie zrobił, ale on dba tylko i wyłącznie o własne bezpieczeństwo, taką ma naturę... Jak w tamtym roku w zimę matka zachorowała na silną grypę, miała 38,5 stopnia gorączki, zalewały ją poty i musiała kilka razy w ciągu dnia wychodzić na dwór aby oporządzić inwentarz, on wiedząc o wszystkim siedział sobie na urlopie, bo już wcześniej go opłacił i jak matka mi mówiła, "bał się, ze mu przepadnie wpłacona kasa". Ja w tym czasie miałem popsuty samochód, mieszkałem osiem kilometrów od matki i chodziłem codziennie dwa razy do niej na nogach aby tylko ona nie wychodziła z domu, bo w takich mroźnych warunkach, w tym wieku mogła po prostu od tego umrzeć... Kiedy mój brat wyprowadził się z rodzinnego domu w 2006 roku, to do dziś jest w nim zameldowany. Przez wiele lat myślałem, ze on po prostu zostawił sobie pewną furtkę, do tego aby w ten sposób walczyć ze mną o ten stary dom, ale teraz wiem, ze mogło chodzić o coś zupełnie innego, dużo bardziej podłego. Mój brat nie zameldował się w nowym miejscu zamieszkania, bo po prostu dba o swoje bezpieczeństwo. Ma taką pracę, jaką ma, oskarża recydywistów, którzy mają swoich przyjaciół na wolności. Jeśli ktoś będzie chciał go namierzyć, to przyjedzie do matki i jej zrobi krzywdę, a nie mi... Taki to niestety wyjątkowo podły człowiek... Dlatego właśnie nie chcę mu odpuszczać, jestem osobą wyjątkowo uczciwą, nigdy nie pijącą alkoholu, narkotyków, stawiającą w życiu na prawdę i uczciwość i bardzo jestem wyczulony na sytuację, gdy ktoś zyskuje na tym, ze jest po prostu podły... Tak wygląda cała ta sytuacja, nie zamierzam mu odpuścić, będę walczył, bo zasady moralne i uczciwość stoją po mojej stronie...