P
pytajaca7
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 05.2018
- Odpowiedzi
- 5
Szanowni Państwo,
kilka lat temu obroniłam prace licencjacką dotyczącą wdrażania pewnego systemu w jednej z państwowych instytucji.
Po kilku latach zdałam sobie sprawę, że jeden rozdział może zostać kiedyś uznany za plagiat... No właśnie ale czy może...?
Otóż powstał on w sposób dość specyficzny - spisałam go na podstawie opowiadań osoby pracującej w tej instytucji. Osoba ta poprawiła lekko tekst i wysłała mi go razem z danymi, o które wnioskowałam (jako, że nie mogła mi tych danych udostępnić bez odpowiedniego pisma z uczelni). W źródłach danych wpisałam relacja ustna tej, a tej osoby...
Martwi mnie to, że ten tekst poszedł drogą oficjalną (czyli tu już właściwie nie relacja ustna a bylo to na piśmie). Pytałam, czy ten tekst był potem udostępniany komuś innemu, dowiedziałam się, że osoba, która mi relacjonowała (z głowy) tą historię nikomu tego nie udostępniała, ale nie ręczy za swoich kolegów, ponieważ udostępniając dane robią kopiuj - wklej.
Ja ten tekst przekleiłam do swojej pracy w formie nie zmienianej (bo jak wtedy twierdziłam przeciez ja to spisałam, więc mogę...)
Po tych kilku latach podczas pisania doktoratu nabawiłam się nerwicy i doszłam do wniosku, że cytowania są błędne, a rozdział (2.5 strony) może być uznany za plagiat. Co grozi w takim wypadku? Czy odbierając tytuł zawodowy licencjata również odbierają tytuł magistra?
Nie mam dowodów, że rozdział powstał w ten sposób. Myślałam nawet żeby zwrócić się o jakieś zaświadczenie jak powstał ten tekst, ale po tylu latach czy dostanę coś takiego?
Przyznam, że ta sprawa już od ponad miesiąca nie pozwala mi spać...
Naczytałam się różnych historii o odbieraniu tytułów. W niektórych wątkach spotykałam się z informacją, że po 10 latach nie można odebrać tytułu (tyle jeszcze nie minelo), bo to decyzja administracyjna, natomiast inne teksty mówią, że plagiaty sie nie przedawniaja i nawet po 20 latach mogą odebrać ten lic.
Co powinnam zrobić w takiej sytuacji?
kilka lat temu obroniłam prace licencjacką dotyczącą wdrażania pewnego systemu w jednej z państwowych instytucji.
Po kilku latach zdałam sobie sprawę, że jeden rozdział może zostać kiedyś uznany za plagiat... No właśnie ale czy może...?
Otóż powstał on w sposób dość specyficzny - spisałam go na podstawie opowiadań osoby pracującej w tej instytucji. Osoba ta poprawiła lekko tekst i wysłała mi go razem z danymi, o które wnioskowałam (jako, że nie mogła mi tych danych udostępnić bez odpowiedniego pisma z uczelni). W źródłach danych wpisałam relacja ustna tej, a tej osoby...
Martwi mnie to, że ten tekst poszedł drogą oficjalną (czyli tu już właściwie nie relacja ustna a bylo to na piśmie). Pytałam, czy ten tekst był potem udostępniany komuś innemu, dowiedziałam się, że osoba, która mi relacjonowała (z głowy) tą historię nikomu tego nie udostępniała, ale nie ręczy za swoich kolegów, ponieważ udostępniając dane robią kopiuj - wklej.
Ja ten tekst przekleiłam do swojej pracy w formie nie zmienianej (bo jak wtedy twierdziłam przeciez ja to spisałam, więc mogę...)
Po tych kilku latach podczas pisania doktoratu nabawiłam się nerwicy i doszłam do wniosku, że cytowania są błędne, a rozdział (2.5 strony) może być uznany za plagiat. Co grozi w takim wypadku? Czy odbierając tytuł zawodowy licencjata również odbierają tytuł magistra?
Nie mam dowodów, że rozdział powstał w ten sposób. Myślałam nawet żeby zwrócić się o jakieś zaświadczenie jak powstał ten tekst, ale po tylu latach czy dostanę coś takiego?
Przyznam, że ta sprawa już od ponad miesiąca nie pozwala mi spać...
Naczytałam się różnych historii o odbieraniu tytułów. W niektórych wątkach spotykałam się z informacją, że po 10 latach nie można odebrać tytułu (tyle jeszcze nie minelo), bo to decyzja administracyjna, natomiast inne teksty mówią, że plagiaty sie nie przedawniaja i nawet po 20 latach mogą odebrać ten lic.
Co powinnam zrobić w takiej sytuacji?