D
dziwnysprzedawca
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2015
- Odpowiedzi
- 7
Niedawno miała miejsce taka sytuacja (w podpunktach będzie lepiej to opisać):
- 22 grudnia kupiłem nowy telefon, okazało się, że nie działa prawy głośnik w każdych podłączonych słuchawkach.
- 23 grudnia przyszedłem z powrotem do sklepu w celu oddania telefonu i liczyłem na zwrot pieniędzy. W końcu telefon nowy, uszkodzony, mam prawo do 14 dni go zwrócić. Nic oprócz odpakowania słuchawek, zdjęcia folii z ekranu nie było w nim robione. Zostałem poinformowany, że może go facet wysłać jedynie na gwarancję - odmówiłem chciałem zwrot kasy lub wymienić mi wejście do słuchawek na nowe za darmo - odmówiłem bo chciałem zwrotu kasy, tym bardziej nie uśmiecha mi się żeby ktoś wymieniał coś w nowym telefonie. Sprzedawca poinformował mnie o jeszcze jednym wyjściu, 27 grudnia będzie miał taki sam telefon więc po prostu go wymienimy na nowy. Zgodziłem się, w sumie jeden pies czy zwrot kasy czy drugi nowy taki sam telefon. Zostałem poinformowany również, że mogę ten który mam używać do tego czasu.
- 27 grudnia, gdy podjechałem pod sklep okazało się, że jest zamknięty. No ok sobota po świętach, rozumiem.
- 29 grudnia powiedziano mi, że telefon będzie 30 grudnia
- 30 grudnia powiedziano mi, że telefon będzie 31 grudnia
- 31 grudnia zażądałem zwrotu kasy bo nie mam zamiaru czekać w nieskończoność aż łaskawy Pan da mi nowy na wymianę. Oczywiście zostałem potraktowany jak śmieć bo powiedziano mi, że telefon używany, nie mogę go już oddać. Mogę gościa pozwać do sądu, rzecznika praw konsumenta, ma to generalnie w dupie. Ustaliliśmy, że 2 stycznia przyniosę tylko pisemko, które "obiecał" podpisać, że odmawia zwrotu pieniędzy za uszkodzony towar jaki sprzedał.
Ma sens w ogóle przygotowywanie takiego pisma? Co mogę zrobić w tym przypadku?
- 22 grudnia kupiłem nowy telefon, okazało się, że nie działa prawy głośnik w każdych podłączonych słuchawkach.
- 23 grudnia przyszedłem z powrotem do sklepu w celu oddania telefonu i liczyłem na zwrot pieniędzy. W końcu telefon nowy, uszkodzony, mam prawo do 14 dni go zwrócić. Nic oprócz odpakowania słuchawek, zdjęcia folii z ekranu nie było w nim robione. Zostałem poinformowany, że może go facet wysłać jedynie na gwarancję - odmówiłem chciałem zwrot kasy lub wymienić mi wejście do słuchawek na nowe za darmo - odmówiłem bo chciałem zwrotu kasy, tym bardziej nie uśmiecha mi się żeby ktoś wymieniał coś w nowym telefonie. Sprzedawca poinformował mnie o jeszcze jednym wyjściu, 27 grudnia będzie miał taki sam telefon więc po prostu go wymienimy na nowy. Zgodziłem się, w sumie jeden pies czy zwrot kasy czy drugi nowy taki sam telefon. Zostałem poinformowany również, że mogę ten który mam używać do tego czasu.
- 27 grudnia, gdy podjechałem pod sklep okazało się, że jest zamknięty. No ok sobota po świętach, rozumiem.
- 29 grudnia powiedziano mi, że telefon będzie 30 grudnia
- 30 grudnia powiedziano mi, że telefon będzie 31 grudnia
- 31 grudnia zażądałem zwrotu kasy bo nie mam zamiaru czekać w nieskończoność aż łaskawy Pan da mi nowy na wymianę. Oczywiście zostałem potraktowany jak śmieć bo powiedziano mi, że telefon używany, nie mogę go już oddać. Mogę gościa pozwać do sądu, rzecznika praw konsumenta, ma to generalnie w dupie. Ustaliliśmy, że 2 stycznia przyniosę tylko pisemko, które "obiecał" podpisać, że odmawia zwrotu pieniędzy za uszkodzony towar jaki sprzedał.
Ma sens w ogóle przygotowywanie takiego pisma? Co mogę zrobić w tym przypadku?