P
punktag
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2008
- Odpowiedzi
- 2
Witam serdecznie!
Jak tu wszyscy mam problem natury prawnej. Zazwyczaj staram się nikomu nie zawracać głowy i radzić sobie sama, ale ten zgryz ma na imię ZUS i obawiam się, że tylko z tego tytułu z góry jestem skazana na niepowodzenie. Niemniej będę walczyć do końca, włącznie ze Strasburgiem, jeśli trzeba będzie !
Moja sprawa pozornie jest prosta: po wypadku samochodowym miałam w ubiegłym roku operację kręgosłupa szyjnego, przebywałam na zwolnieniu, potem na zasiłku rehabilitacyjnym. Ponieważ chciałam bardzo wrócić do pracy - prowadzę działalność gospodarczą, jest to moje jedynie źródło dochodu - uczciwie się rehabilitowałam i dbałam o zdrowie. Ale już pod koniec zasiłku zaczęły mi się problemy z kręgosłupem lędźwiowym, na który choruję od ponad 20 lat ( miałam nawet rentę z tego tytułu), ale mimo tego wróciłam do pracy. Niestety, już po około trzech tygodniach ból stał się tak nieznośny, że nie nadawałam się do pracy i lekarz wysłał mnie na zwolnienie. Zaczęłam kolejną rehabilitację, tym razem odcinka lędźwiowego i zostałam skierowana na badania i konsultacje do różnych specjalistów. Tymczasem otrzymałam decyzję z ZUS o odmowie zasiłku chorobowego z powodu tej samej choroby przed upływem 60 dni od poprzedniej niezdolności do pracy. Decyzję podpisała pani z ZUS, z którą wojuję osobiście od 15 lat i której już wielokrotnie pisemnie do jej zwierzchników udowodniłam brak kompetencji, złożonych uzasadnionych skarg nie zliczę. Z treści decyzji wynikało, że to pracownik ZUS (nie wiadomo kto) na podstawie analizy mojej dokumentacji medycznej tak uznał. Oczywiście złożyłam odwołanie do sądu - bezpośrednio - ponieważ obawiałam się, że jeśli złożę przez ZUS, to zdążą do rozprawy coś nakombinować na swoją korzyść. Napisałam w odwołaniu, że bzdurą jest uznanie nowej choroby za kontynuację poprzedniej, ponieważ byłam na zwolnieniu i zasiłku na kręgosłup szyjny a aktualna choroba to kręgosłup lędźwiowy. Ale co do matactwa ZUS miałam rację, ponieważ sąd przesłał papiery do ZUS, który przesłał je z powrotem do sądu, wraz z uzasadnieniem decyzji i informacją, że analizy dokumentacji medycznej dokonał Główny lekarz orzecznik ZUS !!! Takiej informacji w żadnej decyzji odmownej ( jest ich 4) nie było, tak samo, jak nie ma żadnej pisemnej opinii tego lekarza załączonej do sądu. Podejrzewam, że jest to kombinacja ZUS, żeby się uratować, bo wiedzą doskonale, że wtopili. Ale mam za sobą bardzo niemiłe doświadczenia prawne, szczególnie sądowe i wiem, że sąd i ZUS wzajemnie rączki sobie podają, a tym bardziej w stosunku do przedsiębiorcy - "krwiopijcy i kapitalisty".
Ponieważ uważam, że racja jest po mojej stronie, chciałabym mądrze ją udowodnić w sądzie. Posiadam pełną dokumentację medyczną z leczenie kręgosłupa lędźwiowego, włącznie z ostatnimi wynikami badań i opinią specjalisty, sugerującego operację tego odcinka kręgosłupa.
Jeśli to możliwe, proszę o radę, jak ugryźć temat, żeby mnie prawnicy ZUS nie zadziobali w sądzie - nie stać mnie na prawnika, moja firma ledwie zipie i właściwie trzymają ją tylko pracownicy, którzy wierzą w mój powrót do pracy i starają się jak mogą.
Bardzo proszę o pomoc i z góry dziękuję!
Jak tu wszyscy mam problem natury prawnej. Zazwyczaj staram się nikomu nie zawracać głowy i radzić sobie sama, ale ten zgryz ma na imię ZUS i obawiam się, że tylko z tego tytułu z góry jestem skazana na niepowodzenie. Niemniej będę walczyć do końca, włącznie ze Strasburgiem, jeśli trzeba będzie !
Moja sprawa pozornie jest prosta: po wypadku samochodowym miałam w ubiegłym roku operację kręgosłupa szyjnego, przebywałam na zwolnieniu, potem na zasiłku rehabilitacyjnym. Ponieważ chciałam bardzo wrócić do pracy - prowadzę działalność gospodarczą, jest to moje jedynie źródło dochodu - uczciwie się rehabilitowałam i dbałam o zdrowie. Ale już pod koniec zasiłku zaczęły mi się problemy z kręgosłupem lędźwiowym, na który choruję od ponad 20 lat ( miałam nawet rentę z tego tytułu), ale mimo tego wróciłam do pracy. Niestety, już po około trzech tygodniach ból stał się tak nieznośny, że nie nadawałam się do pracy i lekarz wysłał mnie na zwolnienie. Zaczęłam kolejną rehabilitację, tym razem odcinka lędźwiowego i zostałam skierowana na badania i konsultacje do różnych specjalistów. Tymczasem otrzymałam decyzję z ZUS o odmowie zasiłku chorobowego z powodu tej samej choroby przed upływem 60 dni od poprzedniej niezdolności do pracy. Decyzję podpisała pani z ZUS, z którą wojuję osobiście od 15 lat i której już wielokrotnie pisemnie do jej zwierzchników udowodniłam brak kompetencji, złożonych uzasadnionych skarg nie zliczę. Z treści decyzji wynikało, że to pracownik ZUS (nie wiadomo kto) na podstawie analizy mojej dokumentacji medycznej tak uznał. Oczywiście złożyłam odwołanie do sądu - bezpośrednio - ponieważ obawiałam się, że jeśli złożę przez ZUS, to zdążą do rozprawy coś nakombinować na swoją korzyść. Napisałam w odwołaniu, że bzdurą jest uznanie nowej choroby za kontynuację poprzedniej, ponieważ byłam na zwolnieniu i zasiłku na kręgosłup szyjny a aktualna choroba to kręgosłup lędźwiowy. Ale co do matactwa ZUS miałam rację, ponieważ sąd przesłał papiery do ZUS, który przesłał je z powrotem do sądu, wraz z uzasadnieniem decyzji i informacją, że analizy dokumentacji medycznej dokonał Główny lekarz orzecznik ZUS !!! Takiej informacji w żadnej decyzji odmownej ( jest ich 4) nie było, tak samo, jak nie ma żadnej pisemnej opinii tego lekarza załączonej do sądu. Podejrzewam, że jest to kombinacja ZUS, żeby się uratować, bo wiedzą doskonale, że wtopili. Ale mam za sobą bardzo niemiłe doświadczenia prawne, szczególnie sądowe i wiem, że sąd i ZUS wzajemnie rączki sobie podają, a tym bardziej w stosunku do przedsiębiorcy - "krwiopijcy i kapitalisty".
Ponieważ uważam, że racja jest po mojej stronie, chciałabym mądrze ją udowodnić w sądzie. Posiadam pełną dokumentację medyczną z leczenie kręgosłupa lędźwiowego, włącznie z ostatnimi wynikami badań i opinią specjalisty, sugerującego operację tego odcinka kręgosłupa.
Jeśli to możliwe, proszę o radę, jak ugryźć temat, żeby mnie prawnicy ZUS nie zadziobali w sądzie - nie stać mnie na prawnika, moja firma ledwie zipie i właściwie trzymają ją tylko pracownicy, którzy wierzą w mój powrót do pracy i starają się jak mogą.
Bardzo proszę o pomoc i z góry dziękuję!