A
appogeum145
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2019
- Odpowiedzi
- 3
Witam.
Chciałem się poradzić w sprawie, która ciągnie się od ponad miesiąca.
Na początku września byłem poszkodowanym w niewielkiej kolizji drogowej. Uszkodzony lekko zderzak z jednej strony, wymagana naprawa lakiernicza i wymiana kilku plastikowych elementów zderzaka.
Umówiłem się z towarzystwem ubezpieczeniowym na rozwiązanie sprawy bezgotówkowo z OC sprawcy (naprawa w warsztacie w mojej okolicy, z którym maja podpisaną umowę).
Pojechałem do warsztatu, załatwiłem wszystkie formalności i miałem czekać na kontakt, a w między czasie umówiłem się na wstępny termin naprawy pojazdu.
Po 3 tygodniach milczenia zainteresowany sprawą zadzwoniłem do warsztatu, który udzielił mi informacji, że będę zmuszony dopłacić kwotę ~500zł do naprawy, ponieważ zderzak posiadał wcześniej uszkodzenia niezwiązane ze zdarzeniem (co jest prawdą, w końcu to ponad 10 letni samochód!). Kwotę uzasadniono na podstawie tego, że nie mogę się wzbogacić na tej naprawie, w sensie wartość samochodu po naprawie nie może być większa niż przed. Zgadzam się, ale czy samochód wcześniej bezwypadkowy, teraz po tej szkodzie nie straci więcej na wartości niż 500zł?
Próbowałem się skontaktować z ubezpieczycielem, ale bez skutku, Pani która jest likwidatorem mojej szkody nie odbiera telefonów, lub odrzuca połączenie po kilku sygnałach.
Tydzień temu dostałem kolejne pismo, w którym został przedstawiony kosztorys naprawy pojazdu, oraz decyzja, że towarzystwo pokrywa 100% wartości faktury za naprawę, w dwóch ratach po 50%. Skontaktowałem się z warsztatem w celu wyjaśnienia sytuacji i zapytania, czy w końcu muszę coś płacić, czy nie? Dostałem informację telefoniczną, że nie ma żadnej informacji na temat mojego wkładu finansowego i tą samą odpowiedź uzyskałem kolejnego dnia dzwoniąc do towarzystwa ubezpieczeniowego (choć likwidator nadal nie raczył ze mną porozmawiać). Myślałem, że sprawa załatwiona. Niestety to tylko początek kombinowania, ponieważ dziś dostałem telefon z warsztatu, który przypomina mi, że za 2 dni umówiliśmy się na naprawę, oraz o tych ~500zł, które muszę dopłacić z własnej kieszeni... A ja co??? Przecież na kosztorysie nie było takiej informacji, w ogóle w całym dokumencie, który został mi ostatnio wysłany nie było słowa o obciążeniu mnie jakimiś kosztami. Wtedy zostałem uświadomiony, że ten kosztorys został już CELOWO pomniejszony o kwotę, którą muszę zapłacić w celu zatajenia potrzeby dopłacenia w.w kwoty. Jak już wspominałem, tydzień wcześniej telefonicznie zostałem poinformowany, że nie ma w systemie żadnej informacji o kosztach z mojej strony.
Pytanie co teraz powinienem zrobić? Zapłacić? Przecież to ewidentne krętactwo... Kontaktu z likwidatorem szkody nie ma, mimo wysłanych maili i prób kilkanaście razy dziennie. Może to i nie są duże pieniądze, ale czy taka dziwna praktyka w ogóle jest normalna? Rozmawiałem z moim agentem ubezpieczeniowym, który jest zszokowany słysząc jakie zagrywki tu się odbywają.
Chciałem również zaznaczyć, że ja nie żądam od nikogo żeby naprawiał coś więcej niż zostało uszkodzone w czasie kolizji. Te uszkodzenia po drugiej stronie zderzaka jak dla mnie mogą zostać i mówiłem o tym w rozmowie z warsztatem, który twierdzi, że nie można naprawić połowy zderzaka... Może to i prawda, ale dlaczego ja mam być z tego powodu obciążony kosztami?
Będę wdzięczny za poradę.
Pozdrawiam.
Chciałem się poradzić w sprawie, która ciągnie się od ponad miesiąca.
Na początku września byłem poszkodowanym w niewielkiej kolizji drogowej. Uszkodzony lekko zderzak z jednej strony, wymagana naprawa lakiernicza i wymiana kilku plastikowych elementów zderzaka.
Umówiłem się z towarzystwem ubezpieczeniowym na rozwiązanie sprawy bezgotówkowo z OC sprawcy (naprawa w warsztacie w mojej okolicy, z którym maja podpisaną umowę).
Pojechałem do warsztatu, załatwiłem wszystkie formalności i miałem czekać na kontakt, a w między czasie umówiłem się na wstępny termin naprawy pojazdu.
Po 3 tygodniach milczenia zainteresowany sprawą zadzwoniłem do warsztatu, który udzielił mi informacji, że będę zmuszony dopłacić kwotę ~500zł do naprawy, ponieważ zderzak posiadał wcześniej uszkodzenia niezwiązane ze zdarzeniem (co jest prawdą, w końcu to ponad 10 letni samochód!). Kwotę uzasadniono na podstawie tego, że nie mogę się wzbogacić na tej naprawie, w sensie wartość samochodu po naprawie nie może być większa niż przed. Zgadzam się, ale czy samochód wcześniej bezwypadkowy, teraz po tej szkodzie nie straci więcej na wartości niż 500zł?
Próbowałem się skontaktować z ubezpieczycielem, ale bez skutku, Pani która jest likwidatorem mojej szkody nie odbiera telefonów, lub odrzuca połączenie po kilku sygnałach.
Tydzień temu dostałem kolejne pismo, w którym został przedstawiony kosztorys naprawy pojazdu, oraz decyzja, że towarzystwo pokrywa 100% wartości faktury za naprawę, w dwóch ratach po 50%. Skontaktowałem się z warsztatem w celu wyjaśnienia sytuacji i zapytania, czy w końcu muszę coś płacić, czy nie? Dostałem informację telefoniczną, że nie ma żadnej informacji na temat mojego wkładu finansowego i tą samą odpowiedź uzyskałem kolejnego dnia dzwoniąc do towarzystwa ubezpieczeniowego (choć likwidator nadal nie raczył ze mną porozmawiać). Myślałem, że sprawa załatwiona. Niestety to tylko początek kombinowania, ponieważ dziś dostałem telefon z warsztatu, który przypomina mi, że za 2 dni umówiliśmy się na naprawę, oraz o tych ~500zł, które muszę dopłacić z własnej kieszeni... A ja co??? Przecież na kosztorysie nie było takiej informacji, w ogóle w całym dokumencie, który został mi ostatnio wysłany nie było słowa o obciążeniu mnie jakimiś kosztami. Wtedy zostałem uświadomiony, że ten kosztorys został już CELOWO pomniejszony o kwotę, którą muszę zapłacić w celu zatajenia potrzeby dopłacenia w.w kwoty. Jak już wspominałem, tydzień wcześniej telefonicznie zostałem poinformowany, że nie ma w systemie żadnej informacji o kosztach z mojej strony.
Pytanie co teraz powinienem zrobić? Zapłacić? Przecież to ewidentne krętactwo... Kontaktu z likwidatorem szkody nie ma, mimo wysłanych maili i prób kilkanaście razy dziennie. Może to i nie są duże pieniądze, ale czy taka dziwna praktyka w ogóle jest normalna? Rozmawiałem z moim agentem ubezpieczeniowym, który jest zszokowany słysząc jakie zagrywki tu się odbywają.
Chciałem również zaznaczyć, że ja nie żądam od nikogo żeby naprawiał coś więcej niż zostało uszkodzone w czasie kolizji. Te uszkodzenia po drugiej stronie zderzaka jak dla mnie mogą zostać i mówiłem o tym w rozmowie z warsztatem, który twierdzi, że nie można naprawić połowy zderzaka... Może to i prawda, ale dlaczego ja mam być z tego powodu obciążony kosztami?
Będę wdzięczny za poradę.
Pozdrawiam.
Ostatnia edycja: