Oszustwo w zakładzie pracy w Niemczech

  • Autor wątku Autor wątku p.musidlowski
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
P

p.musidlowski

Nowy użytkownik
Dołączył
11.2013
Odpowiedzi
6
Witam
Opis sytuacji.
Złożono mi propozycję przyjazdu do Niemiec do zakładu produkcyjnego. Na miejscu okazało się, że zakład potrzebuje inżyniera, którego do tej pory nie miał zatrudnionego. W dniu, w którym pierwszy raz przyszedłem do pracy poproszono mnie o zapoznanie się na początek z maszynami oraz ze specyfiką produkcji. W tym miejscy chciałbym nadmienić, że przez ostatnie 1,5 roku w Polsce zajmowałem się, co prawda teoretycznie dokładnie tą samą tematyką. W kolejnych dniach, oprócz poznawania maszyn i urządzeń całej linii technologicznej, pomagałem załodze (sporo braków kadrowych) na różnych stanowiskach produkcyjnych. Przez cały czas byłem zwodzony obietnicą otrzymania umowy o pracę. Po przepracowaniu 2 miesięcy umowy tej nie otrzymałem (to już zakrawa na pracę na czarno) i w dalszym ciągu jestem zwodzony obietnicami otrzymania umowy oraz wynagrodzenia za przepracowany okres..
Co w takiej sytuacji można zrobić w oparciu o prawo niemieckie i jednocześnie w taki sposób żeby i sobie nie zaszkodzić. Jeżeli chodzi o zeznawanie w różnych urzędach będę opierał się na świadkach, którzy są chętni zeznawać w tej sprawie.
 
Przede wszystkim nie piszesz wystarczająco o tym, jak dokładnie brzmiała ta "propozycja przyjazdu do Niemiec do zakładu produkcyjnego", którą Ci złożono. Piszesz "złożono mi", a nie piszesz kto Ci taką propozycję złożył. Czy to był właściciel lub zarząd tej firmy, w której obecnie pracujesz? Jeśli tak, to co dokładnie zostało uzgodnione? Przecież chyba nie było tak, że masz po prostu przyjechać, na własny koszt, bez jakiegokolwiek uzgodnienia jakichkolwiek zasad, na jakich w tym zakładzie będziesz cokolwiek robił. Nawet jeśli nie było, jak przypuszczam, żadnego pisemnego uzgodnienia czegokolwiek, to na pewno była mowa tym, na jakich zasadach masz tam cokolwiek robić. A więc napisz trochę chociaż o tym, bo trudno uwierzyć, że pojechałeś tam, bez jakiegokolwiek uzgodnienia. W razie sporu (np. przed sądem pracy), będą to pierwsze pytania, na które Ty, a nie strona przeciwna bądziesz musiał odpowiedzieć. Przecież trudno komukolwiek uwierzyć w to, że już od ponad dwóch miesięcy pracujesz, a nic nie zostało, nawet ustnie uzgodnione. Poza tym musisz stanowczo domagać się pisemnego potwierdzenia twoich warunków pracy. Masz do tego prawo. Czy otrzymałeś już jakieś wynagrodzenie? Jeśli tak, to w jaki sposób? Przelewem? Napisz trochę więcej.
 
Pracę zaproponował mi pełnomocnik właściciela firmy. Odbyło się to w ten sposób, że pełnomocnik jest bardzo dobrym kolegą mojego znajomego, który tam pracuje. Powiedział mu, że firma potrzebuje inżyniera, który zaprowadzi tu porządek. Zakład jest dość nowy, produkcja trwa dopiero 2 lata i z rozmowy zrozumiałem, że oni sami jeszcze do końca nie wiedzą jak to wszystko się powinno w tym zakładzie odbywać.
Po miesiącu pracy złożyłem raport z uwagami (ustny) pełnomocnikowi, który miał zostać przekazany właścicielowi.
Jak wszedłem z nim do zakładu to wszyscy koło niego skakali. Wprowadził mnie na halę produkcyjną i wydał polecenie kierownikowi produkcji żeby się mnie oprowadził i zapoznał z maszynami. Między nami były tylko uzgodnienia ustne, miałem obiąć kierownictwo nad produkcją i poprawić wydajność zakładu. W mojej ocenie jest tam straszy bałagan (bardzo często, są kilkudniowe przestoje ze względu na brak podzespołów do produkcji).
Wynagrodzenia nie otrzymałem, chociaż miałem obiecane. Podobno mają mi je wypłacić w tym tygodniu. Z tego co wiem pieniądze ma mi w gotówce przekazać ten pełnomocnik.

Co najlepiej zrobić w tej sytuacji, do jakich urzędów i w jakiej kolejności należy się zgłosić? Jak traktuje niemieckie prawo w tej sytuacji niedoszłego pracownika? W tym momencie wygląda to tak, jakbym nie z mojej winy pracował "na czarno", choć niecelowo. Na ten moment mam deklarację świadka, który ryzykując utratę własnej pracy jest zdecydowany zeznawać na moją rzecz.

Cała rzecz toczy się w Niemczech. Co jeśli siedziba znajduje się poza granicami Niemiec (Luksemburg), a tam jest tylko zakład produkcyjny? Z mojej wiedzy wynika, że firmy zobowiązane są do respektowania prawa niemieckiego.

Z góry dziękuję za wskazanie właściwej drogi postępowania.
 
Najważniejsze, co piszesz, to: "Między nami były tylko uzgodnienia ustne, miałem obiąć kierownictwo nad produkcją i poprawić wydajność zakładu. (...) Wynagrodzenia nie otrzymałem, chociaż miałem obiecane."
Jeśli zdecydujesz się iść do jakiegoś urzędu, np. do sądu pracy, to takie przedstawianie stanu faktycznego jest bardzo niekorzystne; jest niejasne, niekonkretne. Piszesz: "Między nami były tylko uzgodnienia ustne.....". Nieważne, czy one były ustne, czy pisemne; ważne jest, kto (!!!) i co (!!!) z Tobą uzgadniał. I dalej: "...miałem obiecane." Kto obiecał i co? Może denerwuje Cię ta moja pytanina, ale ten problem pojawi się ostro, kiedy rzeczywiście zwrócisz się do jakiegoś urzędu. Używanie w relacjonowaniu konkretnych spraw, konkretnych wydarzeń i konkretnych faktów, bezosobowej strony biernej (np. "zostało mi obiecane"; "zostało uzgodnione" itp...., wywołuje w niemieckiej kulturze językowej nieufność, bo myślenie jest takie: Dlaczego nie chce jasno i otwarcie powiedzieć, kto i co mu obiecał? Nie jest istotne, że nie masz tych obietnic na piśmie, to tylko problem udowodnienia. Nikt np. w sądzie nie będzie wątpił, że to Ty mówisz prawdę, ponieważ świadczenie pracy, co w Twoim przypadku jest faktem, niemal zawsze jest odpłatne; a wiec w razie sporu nikt nie będzie twierdził, że chciałeś tam pracować za darmo. A zatem te Twoje obawy, że "nie było pisemnie" są przedwczesne i moim zdaniem nieuzasadnione. Co innego jest problemem: Z kim były te uzgodnienia i jaka była ich treść, a nie to w jakiej były one formie???!!! I właśnie tu jesteś z jakichś powodów bardzo oszczędny w słowach, i używasz tej nic nie mówiącej gramatycznej bezosobowej strony biernej (np. "zostało obiecane, uzgodnione....itp.")
A jest to ważne, bo ważne jest, kto konkretnie był stroną tego uzgodnienia (właściciel? pełnomocnik? przyjaciel?...). Lepiej żeby Ci ktoś tu na tym forum zwrócił na to uwagę, zanim zwrócisz się do urzędów, bo tam może poinstruują Cię o twoich prawach, ale na pewno nie dadzą Ci wskazówek, jak się wiarygodnie przedstawia przebieg i treść wydarzeń, których uczestnikiem byłeś Ty, a nie oni. Wyobraź sobie, że na jasne pytanie, kto i co Ci obiecywał, odpowiesz: "Obiecano mi .....". Wybacz, ale uznałem, że to co napisałem wyżej, jest konieczne.
 
Ostatnia edycja:
Uzupełnię jeszcze moją wypowiedź: Najpierw ogólnie: Bardzo często jest tak, że ludzie bardzo zdolni, kreatywni, dobrzy fachowcy, są bezwstydnie i chamsko wykorzystywani, ponieważ przy całej swojej fachowej inteligencji nie potrafią zadbać o swoje sprawy i jasno ich z partnerami uregulować. Czytając Cię, odnoszę wrażenie, że właśnie do takich ludzi należysz: Jesteś bardzo dobrym fachowcem i specjalistą, ale w dbałości o swoje własne sprawy jesteś
- wybacz mi - słaby. Popełniłeś błąd; nie postawiłeś swoich własnych interesów wystarczająco klarownie, i teraz czujesz tego skutek. Niestety, Twoje myślenie w tej sprawie nadal nie jest optymalne. Uciekasz do dywagacji o "pracy na czarno", unikasz "jak pies jeża" jasnych twierdzeń o tym, kto i co Ci obiecywał, i rozważasz to, do jakiego urzędu masz się udać, ale nie próbujesz nawet skonkretyzować, z czym chcesz do urzędów pójść.
A teraz konkretnie: Jak najszybciej, to znaczy natychmiast, porozmawiasz z właścicielem, i powiesz mu spokojnie ale stanowczo, że jesteś zaniepokojony tym, że nadal nie otrzymujesz wynagrodzenia i nie masz żadnej pisemnej umowy. Zamienisz się w słuch i odczekasz, co on Ci odpowie. Jeśli nadal będzie obiecywał, to nalegaj na podanie konkretnej daty sporządzenia umowy na piśmie i wypłaty dotychczasowego wynagrodzenia. Nalegaj na jak najkrótszy termin. Nie bój się stawiać warunki. Nic na tym nie stracisz; wręcz przeciwnie: psychologicznie zyskasz trochę respektu z jego strony.
Jeśli opowiedź właściciela będzie negatywna lub wymijająca, zaprzestań natychmiasz dalszej pracy i złoż formalne, pisemne wypowiedzenie ze skutkiem natychmiastowym, wzywając w tym samym piśmie do zapłaty obiecanego (?) wynagrodzenia. I tu ważne wyjaśnienie: Umowa o pracę istnieje, bo została zawarta najpóźniej w tym momencie, w którym w tym zakładzie ruszyłeś palcem za zgodą jego właściciela, w obopólnym przekonaniu, że nie robisz tego za darmo(!). Jeśli nie zapłaci, złożysz krótki pozew o zapłatę wynagrodzenia (ustnie do protokołu albo w formie pisemnej) w najbliższym niemieckim sądzie pracy, w którego okręgu siedzibę ma ten niemiecki pracodawca. Przestań sobie zaprzątać głowę problemem pracy "na czarno", bo jest bardzo wątpliwe, czy ktoś się tym zajmie, skoro wynagrodzenie w ogóle nie było płacone. Krótko: 1) Porozmawiaj z właścicielem; upomnij się o dotychczasowe wynagrodzenie i umowę o pracę na piśmie. 2) W razie negatywnej odpowiedzi lub odpowiedzi wymijającej, przestań natychmiast tam pracować (nie daj się więcej poniżać i poniewierać!), i złóż formalne wypowiedzenie umowy o pracę ze skutkiem natychmiastowym z jednoczesnym żądaniem zapłaty wynagrodzenia (przyda się, w razie jakiegoś postępowania, i będzie dowodem, że chciałeś zgodnego z prawem stosunku pracy). Na zakończenie: Zrozum, że umowa została zawarta, bo tam pracujesz, i ani Ty, ani ten pracodawca, nie uważaliście i nie uważacie tej pracy za bezpłatną. Tak też będzie to rozumiał każdy urząd i każdy sąd. Problemem będzie najwyżej to, co właściwie zostało Ci konkretnie i dokładnie obiecane, ale nawet jeśli to nie zosatnie konkretnie i dokładnie wyjaśnione i ustalone (z braku dowodów), to w najgorszym wypadku sąd pracy oszacuje wartość Twojej pracy, stosownie do tego, co tam robiłeś i odpowiednio do Twoich kwalifikacji. Dlatego już teraz zadbaj o dowody na to, na czym polegała twoja praca w tym zakładzie.
Powodzenia!
 
Ostatnia edycja:
Dziękuję za tak wyczerpującą odpowiedź.
Odnosząc się do Twojej wypowiedzi chciałbym jeszcze bardziej przybliżyć sytuację, która miała miejsce. Faktem jest, że być może mój opis całego zdarzenia nie był zbyt precyzyjny czego skutkiem mogą być pewne domniemania i przypuszczenia. Odpowiadając będę się odwoływał do cytatów Twojej odpowiedzi.

Najważniejsze, co piszesz, to: "Między nami były tylko uzgodnienia ustne, miałem obiąć kierownictwo nad produkcją i poprawić wydajność zakładu. (...) Wynagrodzenia nie otrzymałem, chociaż miałem obiecane."
Jeśli zdecydujesz się iść do jakiegoś urzędu, np. do sądu pracy, to takie przedstawianie stanu faktycznego jest bardzo niekorzystne; jest niejasne, niekonkretne. Piszesz: "Między nami były tylko uzgodnienia ustne.....". Nieważne, czy one były ustne, czy pisemne; ważne jest, kto (!!!) i co (!!!) z Tobą uzgadniał. I dalej: "...miałem obiecane." Kto obiecał i co? Może denerwuje Cię ta moja pytanina, ale ten problem pojawi się ostro, kiedy rzeczywiście zwrócisz się do jakiegoś urzędu. Używanie w relacjonowaniu konkretnych spraw, konkretnych wydarzeń i konkretnych faktów, bezosobowej strony biernej (np. "zostało mi obiecane"; "zostało uzgodnione" itp...., wywołuje w niemieckiej kulturze językowej nieufność, bo myślenie jest takie: Dlaczego nie chce jasno i otwarcie powiedzieć, kto i co mu obiecał?


Używając bezosobowych zwrotów nie oznacza w moim przypadku, że udając się do odpowiedniej instytucji miałbym opory podać z imienia i nazwiska osobę, z którą uzgadniałem szczegóły mojej pracy. W tym miejscu mogę dodać, że wszystkie rozmowy dotyczące pracy oraz mojego zatrudnienia, były przeprowadzane w obecności osób trzecich (bardzo dobra znajomość języka niemieckiego oraz prawnych aspektów dotyczących zatrudnienia). Mam również zagwarantowane, że osoba, która uczestniczyła we wszystkich moich rozmowach będzie moim świadkiem w odpowiednich urzędach.
Jednocześnie dziękuję na zwrócenie mi uwagi na fakt, że bezosobowe zwroty nieufność na niemieckich urzędnikach, a co do ich kultury i mentalności to moje doświadczenie jest jeszcze znikome.

Bardzo często jest tak, że ludzie bardzo zdolni, kreatywni, dobrzy fachowcy, są bezwstydnie i chamsko wykorzystywani, ponieważ przy całej swojej fachowej inteligencji nie potrafią zadbać o swoje sprawy i jasno ich z partnerami uregulować. Czytając Cię, odnoszę wrażenie, że właśnie do takich ludzi należysz: Jesteś bardzo dobrym fachowcem i specjalistą, ale w dbałości o swoje własne sprawy jesteś
- wybacz mi - słaby. Popełniłeś błąd; nie postawiłeś swoich własnych interesów wystarczająco klarownie, i teraz czujesz tego skutek. Niestety, Twoje myślenie w tej sprawie nadal nie jest optymalne. Uciekasz do dywagacji o "pracy na czarno", unikasz "jak pies jeża" jasnych twierdzeń o tym, kto i co Ci obiecywał, i rozważasz to, do jakiego urzędu masz się udać, ale nie próbujesz nawet skonkretyzować, z czym chcesz do urzędów pójść.


Trudno z twierdzeniem dotyczącym słabości się nie zgodzić. Jest to moje pierwsze doświadczenie z pracodawcą niemieckim, a trudno bazować i wyciągać trafne wnioski w oparciu o opowiadania zwykłych pracowników (Polaków) z linii produkcyjnej. Postrzeganie przez nich rzeczywistości jest biegunowo odmienne od mojego, jednak tego na samym początku nie wiedziałem. Sam musiałem dojść do pewnych wniosków. Nie zawsze trafnych.
Jeżeli chodzi o dywagacje dotyczące "pracy na czarno" nie do końca mogę się z nimi zgodzić. Nie chciałbym się teraz koncentrować i wyjaśniać co mną kierowało żeby tak to zdefiniować, ponieważ szkoda na to czasu, który można wykorzystać w bardziej kreatywny sposób i skoncentrować się na meritum aby osiągnąć zamierzony cel. Ale zgodzę się z Tobą, że wizja świetlanej przyszłości, dobrych zarobków, szacunku i tego, że tak naprawdę zawsze chciałem zajmować się produkcją i jej planowaniem przysłoniła mi trochę oczy i skrzywiła rzeczywistość. Ale, jest to przynajmniej dobra nauczka na przyszłość, a odpowiednie wyciągnięcie wniosków z tej nauki może jedynie w późniejszym czasie tylko zaowocować.

Reasumując, jestem Ci bardzo wdzięczny za zwrócenie uwagi na fakty, których ja do tej pory nie widziałem, słowa krytyki z których można wyciągnąć wnioski na przyszłość oraz szczegółową ścieżkę postępowania z pracodawcą niemieckim

Dziękuję
 
Pisząc tak, wcale nie chciałem Ci dokuczyć lub zbytnio krytykować. Wręcz przeciwnie, moim zamiarem było Cię mocno uczulić na realia i zasugerować pewną taktykę i sposób postąpowania. Poza tym jeszcze tylko jedno powtórzę dla jasności: Umowa to porozumienie o określonej treści; to nie papier z zapisanym na nim tekstem. Umowa na papierze to dobry dowód na treść umowy, jaką strony zawarły. Umowa nie spisana na piśmie, to też umowa; ważna i wiążąca umowa. Problem tylko w tym, że jeśli nie ma jej na piśmie, to czasami trudno jest udowodnić, jaką treść ma ta umowa. I teraz wracam do Twojej sytuacji: Jeśli ten właściciel zgodził się na to, że faktycznie pracowałeś w jego firmie, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, że godził się na Twoją pracę w jego firmie i w rozumieniu prawa zawarł z Tobą umowę. I nikt nigdy nie uwierzy, że Twoja praca miała być nieodpłatna. Problem tylko w tym, że może być problem z udowodnieniem, co było ugodnione odnośnie wysokości wynagrodzenia. Ponieważ Ty będziesz ewentualnie domagał się zapłaty, to na Tobie ciąży obowiązek udowodnienie uzgodnienia konkretnej kwoty wynagrodzenia. Ale tak jak już pisałem: W najgorszym wypadku kiedy nie udałoby Ci się udowodnić konkretnie uzgodnionego wynagrodzenia, sąd pracy nie powie, że w takim razie nic Ci się nie należy, bo nie udowodniłeś treści umowy w tym zakresie, lecz oszacuje wartość Twojej pracy. W niemieckim systemie prawa "praca na czarno" to taka praca, kiedy pracodawca i pracownik zgodnie zawierają taką umowę, od której nie będą odprowadzane żadne składki socjalne i podatek od wynagrodzeń.
Trzymam kciuki!
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra