Pani nauczycielka

  • Autor wątku Autor wątku specu88
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

specu88

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2007
Odpowiedzi
11
Witam.Mam zamiar podać swoją nauczycielkę do sądu,czy gdzieś tam jeszcze.
Sprawa wygląda tak, pewnego dnia Pani nauczycielka zdenerwowała się na klasę. Następnego dnia powiedziała że na wywiadówce poprosi do siebie rodziców, a jak się jego dziecko nie stawi to może nie przychodzić na lekcje.Ja będąc pełnoletni sam odpowiadam za swoje czyny, ale mniejsza o to.. rodzice nie przyszli i nauczycielka nie wpuściła mnie do klasy. Z tego co wiem nauczycielka nie miała prawa tak zrobić .. Teraz moje pytanie pod jaki artykuł to podpiąć??
 
Nauczycielka chyba musiala miec jakis powod wezwania rodzicow :) , ale ty oczywiscie im nie powidziales. Jestes dorosly i sam rozwiazujesz swoje problemy. Masz racje. Podaj ja do Sadu, jak masz za co :?:
Z pewnoscia na lekcji zachowujesz sie odpowiednio i wizyta rodzica byla by zbyteczna. Napewno dasz sobie rade.
 
Jeśli chodzi o rodziców, to mieszkają poza granicami Polski... i nie będą specjalnie latać bo Pani się tak widzi..Jeśli chodzi o powody.. oczywiście jakieś są, ale jest to tzw. odpowiedzialność zbiorowa.. ja osobiście nie mam sobie nic do zarzucenia..Poza tym tu nie chodzi o to.. Kończąc swą wypowiedź, tak, chcę podać nauczycielkę do odpowiedzialności.. ja proszę tylko o paragrafy, artykuły które ta nauczycielka złamała.. nie znam się tyle na prawię więc pytam.
 
ale nauczycielka nie złamala prawa -a jesli chcesz się o coś z nią procesować to tylko na drodze cywilnoprawnej...
 
Jak nie złamała jak złamała... Edukacja w Polsce jest bezpłatna, i mam prawo z niej korzystać.Nauczyciel nie ma prawa niektórych wpuszczać na lekcje a innych nie.. Chyba się z tym zgodzicie..
 
1) skoro uważasz że złamała...- to wskaż konkretny naruszony przepis....
 
Wow. Widzę, że rzeczywiście potraficie pomóc. Nauczyciele czasami bywają z problemami (z głową), więc koleś niekoniecznie zawinił. W mojej szkole też uznaje się odpowiedzialność zbiorową i ma się w dupie prawa uczniów. Często są obrażani, zmuszani do podpisania (pustego dokumentu - tak było tydzień temu. Nauczycielka kazała nam się podpisać pod tym, że usłyszeliśmy, że obniży nam zachowanie za frekwencję. Dodatkowy problem w tym, że najpierw kazała nam się podpisać, a dopiero po tym chciała wpisać na górze strony, pod czym są te podpisy.) różnych rzeczy, są krętactwa z fakultetami - było tak, że NIE MOŻNA wybrać fakultetu z żadnego języka obcego. Dlaczego? Argumentowali to brakiem nauczycieli. Ale w kuratorium okazało się, że zrobili to niezgodnie z prawem i gdyby była grupa 10 uczniów na dany fakultet, to musieliby zatrudnić nauczyciela. Generalnie ta szkoła ma uczniów gdzieś.
Piszę to, bo widzę, że nie chcecie kolesiowi pomóc, bo uważacie, że skoro jest w takiej sytuacji to pewnie na to zasłużył. Ale naprawdę, nie powinniście tak uważać, bo przeważnie tak nie jest. To nie gimnazjum, to szkoła średnia (liceum - w moim wypadku).
 
nauczyciel nie ma prawa nie wpuścić ucznia na lekcje a także nie może go z zajęć wyrzucić- chyba że do dyrektora.
 
No to masz cudne liceum.
Szczerze mówiąc jeśli rozpętasz wojnę na paragrafy z dyrekcją szkoły - przegrasz. Nawet jeśli to Ty masz rację. Kto poprze Twoje stanowisko?
Podobne trudne tematy moje dzieci "załatwiały" moją interwencją -rodzicem. Możesz liczyć na zainteresowanie czyichkolwiek rodziców?
Jeśli masz dyrekcję/wychowawcę/pedagoga/bibliotekarkę to proś o interwencję. Jeśli wszyscy są "ślepi", to zastanów się czy dasz radę walczyć z ciałem pedagogicznym.
 
Szczerze mówiąc jeśli rozpętasz wojnę na paragrafy z dyrekcją szkoły - przegrasz. Nawet jeśli to Ty masz rację. Kto poprze Twoje stanowisko?
Podobne trudne tematy moje dzieci "załatwiały" moją interwencją -rodzicem. Możesz liczyć na zainteresowanie czyichkolwiek rodziców?
Jeśli masz dyrekcję/wychowawcę/pedagoga/bibliotekarkę to proś o interwencję. Jeśli wszyscy są "ślepi", to zastanów się czy dasz radę walczyć z ciałem pedagogicznym.
Dokładnie, przegram. Na zebraniu na początku 2. klasy (przy wybieraniu fakultetów) tylko dwóch rodziców kłóciło się z wychowawczynią, która jak reszta grona pedagogicznego ma własny świat, o istnienie fakultetów (szkoła z nazwą "ekonomiczna" a brak fakultetu z matematyki), reszta miała to gdzieś (jak i wykształcenie swoich dzieci). Tak jest na każdym zebraniu do dzisiaj - 1-2 rodziców się kłóci z "super" wychowawczynią jak ta jakieś głupoty o klasie gada, a reszta jak te baranki słucha...
Ja osobiście staram się mieć wychowawczynię "gdzieś", nie ulegam jej, ani nikomu z dyrekcji, jeżeli nie mają racji (taki mam charakter). Najwyżej będę miał kiepskie zachowanie, ale na szczęście nie patrzy się na to przy rekrutacji na studia.
 
Powrót
Góra