F
faceless
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 11.2008
- Odpowiedzi
- 2
Jak w temacie mam pewien problem z prawem, a oto jego przyczyna:
Jakis czas temu koledzy wyciagneli mnie na impreze( ja byłem kierowca, wiec bylem nie pijacy), kiedy wracalismy juz do domu umowilismy sie ze ja pojde po samochod a oni zaczekaja na przystanku. Na przystanku okazalo sie ze byly jakies dziewczyny ktore chcieli poderwac a ze mi bylo zimno to czekalem w samochodzie. Kiedu juz wracali do samochodu zaczepili przypadkowych kolesi w srednim wieku, z zapytaniem komu kibicuja, wywiazala sie z tego wieksza rozmowa i do tego jakies nieporozumienie, na tyle powazne ze wlasciel samochodu podbiegl do bagaznika, cos z niego wyciagnal( jak sie pozniej okazalo byla to maczeta), zaczela sie szarpanina na wskutek ktorej jeden z zaczepionych mial rozciety policzek drugi palce pociete( z tego co zdazylem zauwazyc) zanim ja wyszedlem w z samochodu bylo juz po akcji i zdazylem tylko zauwazyc te rany i jak moi koledzy uciekaja kazdy w innym kierunku. Wsiadlem wiec szybko do samochodu i odjechalem, wjechalem w uliczke i zaparkowalem( koledzy mieli rozladowane telefony a wydawalo mi sie ze to ich jedyna szansa na powrot do domu), podeszlem na miejsce zdarzenia tyle ze z drugiej strony ulicy, zobaczylem tam radiowoz i odjezdzajaca karetke. Pochodzilem po sasiednich uliczkach szukajac kolegow jednak ich nie znalazlem. Jakies 10min pozniej zadzwonili do mnie( jakims cudem) ze sa w taksowce i zebym jechal tam i tam, wsiadlem wiec w samochu i pojechalem. Po drodze jednak zdazylo sie cos dla mnie niespodziewanego, mianowicie zobaczylem radiowoz przy drodze, myslalem ze to drogowka wiec zwolnilem. Kiedy obok niego przejechalem ten ruszyl by nastepnie wlaczyc koguta jadac za mna. Zjechalem wiec na najblizszy przystanek, myslalem ze to drogowka wiec zgasilem silnik i przygotowywalem papiery, jedak podbieglo 2 policjantow, jeden mierzyl do mnie pistoletem a drugi otworzyl drzwi i wytargal mnie z samochodu wprost na maske radiowozu po to by skuc mnie i wsadzic na tylne siedzenie. Caly czas utrzymywalem ze nie wiem o co chodzi, w miedzy czasie przyjechali inni policjanci jeden nawet chcial na mnie sila wymusic zebym cos powiedzial, ktorys stwierdzil ze tym ze nic nie mowie wlasnie sobie zrobilem "torowisko do dupy" i ze "w wiezieniu lubia cwelic takich jak ja". W miedzy czasie siostra wlasciciela samochodu wracajac z pracy zobaczyla pojazd wiec sie zatrzymala, przyszedl jeden policjant i mi powiedzial ze bede siedziec za skladanie falszywych zeznan( mowilem ze bylem sam) bo siostra wlasciciela powiedziala ze pojechal on ze mna. Pozniej gdy zadawali pytania powiedzialem ze odmawiam skladania zeznan to inny policjant powiedzial ze ja nie skladam teraz zeznan. Kiedy juz zdjeli odciski palcow( z samochodu i butelek ktore w nim byly, a do tego jeszcze telefonu ktory byl kolegi ale jego siostra powiedziala ze to nie jego, w miedzy czasie dzwonil on do mnie z innego gdyz nie wiedzial co sie dzieje a ja dzwonilem ze juz jestem niedaleko) i wzieli samochod na lawete, zawiezli mnie na komisariat, tam czekalem ze 2-3h w miedzy czasie ten sam policjant dalej probowal mnie sila zmusic do mowienia prawdy, jednoczesnie grozac mi ze mnie zabije jak pocialem jego fryzjera( bo jeden z poszkodowanych jak sie okazalo jest fryzjerem) i bedzie zarosniety chodzil, inny wzial dokumenty samochodu w ktorych byl bilet z meczu i zaczal wyklinac ta druzyne, i mowic ze "jestem cipa bo tylko w 3 na 1 sie umiemy bic"( chcialem mu powiedziec ze dopiero gestem odwagi jest bicie kolesia przykutego do grzejnika, ale wydawalo mi sie ze to bedzie mialo jakis wplyw na dalszy przebieg wydarzen tzn nie wiedzialem ze to nagrywaja co mowie czy co) w miedzy czasie spisali jakis protokol z nastepujacymi przyczynami zatrzymania "Podejrzewany o to ze w dniu xx.xx.xxxx w *** przy ul. ** wspolnie z 2 n/n mezczyznami przy uzyciu niebezpiecznego narzedzia dokonal pobicia ** ** oraz ** ** zachodzi obawa matactwa", nastepnie musialem podpisac to ze nie chce wizyty z lekarzem i nie mam zastrzezen do tego jak zatrzymanie wygladalo. Po podpisaniu odczekalem jeszcze jakas chwile i przewieziono mnie do aresztu( tzn chyba to byl areszt, potocznie nazywa sie to "dolek") tam bylem kilka godzin, zjadlem obiad troche pospalem, pozniej zawieziono mnie na komende na rozpoznanie. Na rozpoznaniu mnie nikt nie rozpoznal, pozostalo wiec skladanie zeznan, zeznania skladalem takie ze na wiekoszosc pytan nie odpowiadalem gdyz nie chcialem klamac. Po podpisaniu zeznan( przy okazji dal mi wezwanie dla wlasciciela zeby ten odebral samochod) powiedzialem temu policjantowi jak bylo(nie ma tego w zeznaniach a jemu nie podalem nazwisk), powiedzial ze jak sie namysle to zebym przyszedl nastepnego dnia ze jeszcze bedzie to mozna odkrecic. Zawieziono mnie z powrotem na dolek wzialem swoje rzeczy i wypuszczono mnie, od zatrzymania minelo jakies ~12h, po powrocie do domu oczywiscie nieciekawa sytuacja ale szybko wyszedlem by jeszcze tgego samego dnia dac wezwanie "koledze". Kiedy zglosil sie nastepnego dnia policjant pytal sie czy wyraza zgode na rozpoznanie, on nie wyrazil wiec ten zeskanowal jego dowod osobisty. Po okolo 3 dniach wyjechal z kraju a ja dalej czekam( juz 2 miesiac), wciaz nie mam telefonu ktory mi zabrali i nie wiem czego sie spodziewac. Przypuszczam ze skonczy sie to w sadzie, ale w ogole nie wiem co mam mowic, nie moge powiedziec z kim bylem z dwoch powodow:
1) Nikt nie lubi konfidentow
2) Przypuszczam ze nie skonczylo by sie to dla mnie dobrze, a w ochorne policji nie wierze( poza tym ile moga mnie chronic, predzej czy pozniej i tak by mnie dopadli)
Wie ktos co w ogole moge za to dostac? Istenieje jakas szansa ze bede uniewinniony? Jak juz pojde do sadu to brac adwokata z urzedu( kolega mowil ze sie zrzuca z chlopakami na adwokata, ale wydaje mi sie ze sedzia jak zobaczy ze z urzedu to pomysli ze po co ma kase wydawac jak nic nie zrobil), czy z kancelarii jakiejs?
Z gory dzieki za wszelka pomoc, jakby byly jakies pytania to prosze pisac.
Acha i jakby byl zly dzial to prosze o przeniesienie do wlasciwego.
Jakis czas temu koledzy wyciagneli mnie na impreze( ja byłem kierowca, wiec bylem nie pijacy), kiedy wracalismy juz do domu umowilismy sie ze ja pojde po samochod a oni zaczekaja na przystanku. Na przystanku okazalo sie ze byly jakies dziewczyny ktore chcieli poderwac a ze mi bylo zimno to czekalem w samochodzie. Kiedu juz wracali do samochodu zaczepili przypadkowych kolesi w srednim wieku, z zapytaniem komu kibicuja, wywiazala sie z tego wieksza rozmowa i do tego jakies nieporozumienie, na tyle powazne ze wlasciel samochodu podbiegl do bagaznika, cos z niego wyciagnal( jak sie pozniej okazalo byla to maczeta), zaczela sie szarpanina na wskutek ktorej jeden z zaczepionych mial rozciety policzek drugi palce pociete( z tego co zdazylem zauwazyc) zanim ja wyszedlem w z samochodu bylo juz po akcji i zdazylem tylko zauwazyc te rany i jak moi koledzy uciekaja kazdy w innym kierunku. Wsiadlem wiec szybko do samochodu i odjechalem, wjechalem w uliczke i zaparkowalem( koledzy mieli rozladowane telefony a wydawalo mi sie ze to ich jedyna szansa na powrot do domu), podeszlem na miejsce zdarzenia tyle ze z drugiej strony ulicy, zobaczylem tam radiowoz i odjezdzajaca karetke. Pochodzilem po sasiednich uliczkach szukajac kolegow jednak ich nie znalazlem. Jakies 10min pozniej zadzwonili do mnie( jakims cudem) ze sa w taksowce i zebym jechal tam i tam, wsiadlem wiec w samochu i pojechalem. Po drodze jednak zdazylo sie cos dla mnie niespodziewanego, mianowicie zobaczylem radiowoz przy drodze, myslalem ze to drogowka wiec zwolnilem. Kiedy obok niego przejechalem ten ruszyl by nastepnie wlaczyc koguta jadac za mna. Zjechalem wiec na najblizszy przystanek, myslalem ze to drogowka wiec zgasilem silnik i przygotowywalem papiery, jedak podbieglo 2 policjantow, jeden mierzyl do mnie pistoletem a drugi otworzyl drzwi i wytargal mnie z samochodu wprost na maske radiowozu po to by skuc mnie i wsadzic na tylne siedzenie. Caly czas utrzymywalem ze nie wiem o co chodzi, w miedzy czasie przyjechali inni policjanci jeden nawet chcial na mnie sila wymusic zebym cos powiedzial, ktorys stwierdzil ze tym ze nic nie mowie wlasnie sobie zrobilem "torowisko do dupy" i ze "w wiezieniu lubia cwelic takich jak ja". W miedzy czasie siostra wlasciciela samochodu wracajac z pracy zobaczyla pojazd wiec sie zatrzymala, przyszedl jeden policjant i mi powiedzial ze bede siedziec za skladanie falszywych zeznan( mowilem ze bylem sam) bo siostra wlasciciela powiedziala ze pojechal on ze mna. Pozniej gdy zadawali pytania powiedzialem ze odmawiam skladania zeznan to inny policjant powiedzial ze ja nie skladam teraz zeznan. Kiedy juz zdjeli odciski palcow( z samochodu i butelek ktore w nim byly, a do tego jeszcze telefonu ktory byl kolegi ale jego siostra powiedziala ze to nie jego, w miedzy czasie dzwonil on do mnie z innego gdyz nie wiedzial co sie dzieje a ja dzwonilem ze juz jestem niedaleko) i wzieli samochod na lawete, zawiezli mnie na komisariat, tam czekalem ze 2-3h w miedzy czasie ten sam policjant dalej probowal mnie sila zmusic do mowienia prawdy, jednoczesnie grozac mi ze mnie zabije jak pocialem jego fryzjera( bo jeden z poszkodowanych jak sie okazalo jest fryzjerem) i bedzie zarosniety chodzil, inny wzial dokumenty samochodu w ktorych byl bilet z meczu i zaczal wyklinac ta druzyne, i mowic ze "jestem cipa bo tylko w 3 na 1 sie umiemy bic"( chcialem mu powiedziec ze dopiero gestem odwagi jest bicie kolesia przykutego do grzejnika, ale wydawalo mi sie ze to bedzie mialo jakis wplyw na dalszy przebieg wydarzen tzn nie wiedzialem ze to nagrywaja co mowie czy co) w miedzy czasie spisali jakis protokol z nastepujacymi przyczynami zatrzymania "Podejrzewany o to ze w dniu xx.xx.xxxx w *** przy ul. ** wspolnie z 2 n/n mezczyznami przy uzyciu niebezpiecznego narzedzia dokonal pobicia ** ** oraz ** ** zachodzi obawa matactwa", nastepnie musialem podpisac to ze nie chce wizyty z lekarzem i nie mam zastrzezen do tego jak zatrzymanie wygladalo. Po podpisaniu odczekalem jeszcze jakas chwile i przewieziono mnie do aresztu( tzn chyba to byl areszt, potocznie nazywa sie to "dolek") tam bylem kilka godzin, zjadlem obiad troche pospalem, pozniej zawieziono mnie na komende na rozpoznanie. Na rozpoznaniu mnie nikt nie rozpoznal, pozostalo wiec skladanie zeznan, zeznania skladalem takie ze na wiekoszosc pytan nie odpowiadalem gdyz nie chcialem klamac. Po podpisaniu zeznan( przy okazji dal mi wezwanie dla wlasciciela zeby ten odebral samochod) powiedzialem temu policjantowi jak bylo(nie ma tego w zeznaniach a jemu nie podalem nazwisk), powiedzial ze jak sie namysle to zebym przyszedl nastepnego dnia ze jeszcze bedzie to mozna odkrecic. Zawieziono mnie z powrotem na dolek wzialem swoje rzeczy i wypuszczono mnie, od zatrzymania minelo jakies ~12h, po powrocie do domu oczywiscie nieciekawa sytuacja ale szybko wyszedlem by jeszcze tgego samego dnia dac wezwanie "koledze". Kiedy zglosil sie nastepnego dnia policjant pytal sie czy wyraza zgode na rozpoznanie, on nie wyrazil wiec ten zeskanowal jego dowod osobisty. Po okolo 3 dniach wyjechal z kraju a ja dalej czekam( juz 2 miesiac), wciaz nie mam telefonu ktory mi zabrali i nie wiem czego sie spodziewac. Przypuszczam ze skonczy sie to w sadzie, ale w ogole nie wiem co mam mowic, nie moge powiedziec z kim bylem z dwoch powodow:
1) Nikt nie lubi konfidentow
2) Przypuszczam ze nie skonczylo by sie to dla mnie dobrze, a w ochorne policji nie wierze( poza tym ile moga mnie chronic, predzej czy pozniej i tak by mnie dopadli)
Wie ktos co w ogole moge za to dostac? Istenieje jakas szansa ze bede uniewinniony? Jak juz pojde do sadu to brac adwokata z urzedu( kolega mowil ze sie zrzuca z chlopakami na adwokata, ale wydaje mi sie ze sedzia jak zobaczy ze z urzedu to pomysli ze po co ma kase wydawac jak nic nie zrobil), czy z kancelarii jakiejs?
Z gory dzieki za wszelka pomoc, jakby byly jakies pytania to prosze pisac.
Acha i jakby byl zly dzial to prosze o przeniesienie do wlasciwego.
Ostatnia edycja: