Pilnie proszę o pomoc

  • Autor wątku Autor wątku AnnaG2009
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

AnnaG2009

Na koniec kwietnia zwolniłam się z winy pracodawcy bez okresu wypowiedzenia, ponieważ pracodawca zalegał notorycznie z wypłatami i płacił pensję na raty. Miałam umowę na stałe, dlatego przysługiwało mi odszkodowanie za okres wypowiedzenia tj. 3 mies. łącznie pracodawca zalega mi prawie 6500 zł (bez odsetek). Pracodawca nie wypłacił mi zaległych pieniążków, dlatego też złożyłam sprawę do sądu pracy. Sprawę oczywiście wygrałam. Pracodawca jest w chwili obecnej w upadłości naprawczej. Do dziś, a będzie niedługo miesiąc czasu od sprawy, pracodawca, a raczej obecny zarządca nie wywiązał się z zobowiązań i robi sobie kpiny z wyroku sądu. Sprawę oddałam również do komornika sądowe, nie odniosło to rezultatu. Dzisiaj odbyłam rozmowę z zarządcą firmy i dowiedziałam się, że "wyrok sądu to nie wszystko" i mam wypełnić formularz "zgłoszenie wierzytelności" bo w innym wypadku nie dostanę pieniążków. Zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi. Sprawa w sądzie miała miejsce już w trakcie upadłości naprawczej i dokumenty z wyrokiem zostały doręczone zarządcy firmy, dlaczego wyrok sadowy "to nie wszystko" i dlaczego nikt mnie wcześniej nie informował, że komornik sądowy nie zdoła "wydrzeć" moich pieniędzy ponieważ firma jest w upadłości naprawczej, poza tym czy te zgłoszenie wierzytelności to nie jest przypadkiem "śliska sprawa"? Czasami ręce opadają, tracę zaufanie do organów ścigania, sądów itp. Może zwyczajnie wynająć panów windykatorów z szerokimi karkami?! Proszę o radę co dalej z tym fantem zrobić...
 
Heh... chyba zbyt skomplikowana sprawa... nikt nie chce lub nie potrafi podpowiedzieć mi co z tym zrobić... szkoda
 
Po pierwsze - radzę w sposób bardziej wyważony prezentować swoje poglądy. To nie jest onet. Fakt, że nie znasz prawa upadłościowego, jego zasad i celów jest oczywisty, więc czemu wysuwasz jakieś zarzutu wobec funkcjonowania Państwa tylko na tej podstawie, że Tobie akurat nie jest to na rękę?
Po drugie - sprawa wcale nie jest skomplikowana. Jeżeli pracodawca znajduje się w stanie upadłości, to oczywistym jest, że nie dostaniesz swoich pieniędzy "tak po prostu". Pytanie tylko, czy jest to upadłość z możliwością zawarcia układu, czy postępowanie naprawcze. Fakt, że jest tam zarządca, a nie nadzorca sądowy, wskazuje raczej na pierwszą możliwość.
Kto niby miał Cię "wcześniej informować że komornik sądowy nie zdoła wydrzeć" Twoich pieniędzy?
Zgłoś swoją wierzytelność tak, jak poinformował Cię zarządca i czekaj na zgromadzenie wierzycieli. Tam będą dyskutowane różne opcje, zapewne układ z jakąś redukcją zobowiązań itp.
Oczywiście dla pojedyńczego dłużnika ogłoszenie upadłości wierzyciela może być frustrujące (wiem, sam to przeżyłem i z 50 tys. odzyskałem po latach połowę), ale celem tego postępowania jest zabezpieczenie interesów wierzycieli _jako ogółu_. Czyli żeby każdy dostał choć trochę, a nie "kto pierwszy ten lepszy" a reszta odchodzi z kwitkiemj.

Śledź sytuację, uczestnicz w postępowaniu i czekaj - nic innego nie da się zrobić.

PS. Uwagi o "panach z karkami" pominę milczeniem.
 
Szanowny Panie, jeśli chodzi o pierwszy akapit Pana wypowiedzi, to pragnę Panu napisać, iż owszem, nie znam prawa upadłościowego, stąd też znalazłam się tutaj i dlatego też płace, często ostatnie pieniądze za porady prawne. A moja frustracja wynika z tego, iż z firmy w której pracowałam, kilka osób zwolniło się z winy pracodawcy w tym samym czasie a tylko mi i koleżance nie wypłacono zaległości, jeżeli jest tak jak Pan pisze, to na jakiej podstawie reszta ma uregulowane wypłaty a my nie?
Dziękuję za "serdeczną i ludzką" odpowiedź.
Pozdrawiam...
 
A czy w chwili wyplacania zaleglosci tym innym osobom spółka znajdowała się w stanie upadłości? Kto im wypłacił - chyba nie zarządca, bo złamałby prawo. Od chwili ogłoszenia upadłości nie można zaspokajać pojedynczych dłużników.

Zakładając więc że nastąpiło to przed upadłością trudno wyrokować "dlaczego". Może Pani (na forach raczej obowiązuje formuła "Ty", ale skoro Pani nalega...) nie lubił szef, może po prostu nie starczyło już pieniędzy - nie wiem. To pytanie faktyczne, a nie prawne.
 
Powrót
Góra