S
samson
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 09.2008
- Odpowiedzi
- 2
Mam pytanie, czy sytuacja niżej opisana jest przestępstwem, czy i jakich konsekwencji może oczekiwać sprawca i czy dokładnie w kontekście takim, jak opisuję są podstawy, by składać doniesienie na policję. Od razu zaznaczam, że od zdarzenia minęły już 2 doby i policja nie została wezwana od razu, gdyż poszkodowana nie była w stanie psychofizycznym, by się tym zająć.
Podczas kłótni w samochodzie doszło do szarpaniny między moją znajomą i jej "przyjacielem". On stwierdził, że jest pijana/naćpana [co oczywiście nie było prawdą, po prostu była wkurzona, wykonano potem badanie toksykologiczne, wynik ujemny] i nie będzie z nią dalej gadać, po czym z użyciem siły wyciągnął ją z auta tak, że upadła na ziemię i w wyniku uderzenia głową straciła przytomność.
Facet jak potem opowiedział człowiek, który udzielił jej pierwszej pomocy, zostawił ją na ulicy. Po prostu odjechał autem, żeby było lepiej - rzecz działa się 20 metrów od szpitala, do ktorego właśnie jechał na dyżur - jest lekarzem. Do znajomej wezwano pogotowie, a ponieważ zabrało ją właśnie do tego szpitala, gdzie pracuje sprawca, zataiła szczegóły zdarzenia, żeby nie robić afery. Lekarz na izbie stwierdził jakieś zaburzenia neurologiczne [drgawki, powiększenie jednej źrenicy itp.] oraz podejrzenie urazu głowy z utratą świadomości, odesłano ją więc do innego szpitala na tomografię itp.
Ostatecznie TK wykluczyło poważniejsze obrażenia, jedynie stłuczenie głowy. No i wiadomo - drobne posiniaczenia, otarcia skóry itp. Teraz moja znajoma nadal ma problemy - wynik tego stłuczenia, ponownie musiała korzystać z pomocy lekarskiej. Chciałaby zgłosić doniesienie, ale zastanawia się, czy to ma sens, jeśli nie udało się nam dotrzeć do pierwszego świadka - mężczyzny, który ją znalazł i mógłby poświadczyć, że tamten facet nie udzielił jej pomocy. Poza tym znajoma ma obawy, że gość, który to zrobił będzie się zasłaniał faktem, że to ona zaczęłą tę szarpaninę. Choć na logikę wydaje mi się, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim, bo ostatecznie poszkodowana jest ona i to on jej nie udzielił pomocy.
Mam też pytanie, czy można wykorzystać przeciw niemu fakt, że z zawodu jest lekarzem [czyli że był tym bardziej zobowiązany tej pomocy udzielić].
Jest też inny aspekt tej sprawy - do dziś są problemy z uzyskaniem dokumentacji medycznej dotyczącej konsultacji lekarskiej w szpitalu, w którym pracuje sprawca i istnieje podejrzenie matactwa, np. w zeszycie, gdzie odnotowuje się pacjentów przywiezionych na izbę przyjęć w ogóle nie wpisano nazwiska znajomej, a w szpitalu, do ktorego ją przewieziono utrzymują, że nie otrzymano żadnych dokumentów i wszelkie badania zrobili sami, we własnym zakresie.
Proszę o wszelką konstruktywną pomoc i podanie ewentualnych paragrafów KPK, ktore dotyczą takich przypadków.
Podczas kłótni w samochodzie doszło do szarpaniny między moją znajomą i jej "przyjacielem". On stwierdził, że jest pijana/naćpana [co oczywiście nie było prawdą, po prostu była wkurzona, wykonano potem badanie toksykologiczne, wynik ujemny] i nie będzie z nią dalej gadać, po czym z użyciem siły wyciągnął ją z auta tak, że upadła na ziemię i w wyniku uderzenia głową straciła przytomność.
Facet jak potem opowiedział człowiek, który udzielił jej pierwszej pomocy, zostawił ją na ulicy. Po prostu odjechał autem, żeby było lepiej - rzecz działa się 20 metrów od szpitala, do ktorego właśnie jechał na dyżur - jest lekarzem. Do znajomej wezwano pogotowie, a ponieważ zabrało ją właśnie do tego szpitala, gdzie pracuje sprawca, zataiła szczegóły zdarzenia, żeby nie robić afery. Lekarz na izbie stwierdził jakieś zaburzenia neurologiczne [drgawki, powiększenie jednej źrenicy itp.] oraz podejrzenie urazu głowy z utratą świadomości, odesłano ją więc do innego szpitala na tomografię itp.
Ostatecznie TK wykluczyło poważniejsze obrażenia, jedynie stłuczenie głowy. No i wiadomo - drobne posiniaczenia, otarcia skóry itp. Teraz moja znajoma nadal ma problemy - wynik tego stłuczenia, ponownie musiała korzystać z pomocy lekarskiej. Chciałaby zgłosić doniesienie, ale zastanawia się, czy to ma sens, jeśli nie udało się nam dotrzeć do pierwszego świadka - mężczyzny, który ją znalazł i mógłby poświadczyć, że tamten facet nie udzielił jej pomocy. Poza tym znajoma ma obawy, że gość, który to zrobił będzie się zasłaniał faktem, że to ona zaczęłą tę szarpaninę. Choć na logikę wydaje mi się, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim, bo ostatecznie poszkodowana jest ona i to on jej nie udzielił pomocy.
Mam też pytanie, czy można wykorzystać przeciw niemu fakt, że z zawodu jest lekarzem [czyli że był tym bardziej zobowiązany tej pomocy udzielić].
Jest też inny aspekt tej sprawy - do dziś są problemy z uzyskaniem dokumentacji medycznej dotyczącej konsultacji lekarskiej w szpitalu, w którym pracuje sprawca i istnieje podejrzenie matactwa, np. w zeszycie, gdzie odnotowuje się pacjentów przywiezionych na izbę przyjęć w ogóle nie wpisano nazwiska znajomej, a w szpitalu, do ktorego ją przewieziono utrzymują, że nie otrzymano żadnych dokumentów i wszelkie badania zrobili sami, we własnym zakresie.
Proszę o wszelką konstruktywną pomoc i podanie ewentualnych paragrafów KPK, ktore dotyczą takich przypadków.