***.pl a dozwolony użytek

  • Autor wątku Autor wątku Rostov
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
R

Rostov

Użytkownik
Dołączył
03.2008
Odpowiedzi
105
Czy instytucja 'dozwolonego użytku' dotyczy również utworów (np. filmów) rozpowszechnionych nielegalnie (np. na ***.pl)? Jednym słowem, czy ściągając z ***.pl film, ale go nie udostępniając, łamiemy prawo?




moderacja
 
Rostov napisał:
... rozpowszechnionych nielegalnie ...
Gwoli ścisłości, dozwolony użytek dotyczy wyłącznie legalnie rozpowszechnionych utworów. Źródło uzyskania utworu do celów dozwolonego użytku osobistego nie ma znaczenia byleby został wcześniej legalnie rozpowszechniony. Nie dotyczy to programów komputerowych.
 
Czyli ściągnięcie filmu z ww. przeze mnie serwisu (którego nazwa została usunięta przez moderację) jest nielegalne, nawet jeśli go nie udostępniamy?
 
Przeczytaj jeszcze raz poprzedni post powoli, dokładnie i ze zrozumieniem.
 
Czytam, ale przyznaję, że nie do końca jestem w stanie to zrozumieć. Czy dobrze rozumiem, że nielegalne jest np. ściągnięcie filmu, który został udostępniony w sieci przed jego polską premierą, a po premierze nie musimy się już przejmować legalnością źródła, z którego pobieramy? Cały czas mam tu na myśli pobieranie bez rozpowszechniania.
 
Nie rzecz w polskiej premierze a w rozpowszechnieniu jako takim chyba, że chodzi Ci o film w polskiej wersji językowej.


Napiszę jeszcze raz. Podstawowym warunkiem dozwolonego użytku chronionych utworów jest jego legalne rozpowszechnienie.
 
No dobrze, ale gdy dochodzi do rozpowszechnienia filmu w dniu jego premiery (bez względu na zasięg geograficzny), to jednak warunkiem legalnego skorzystania z niego (obejrzenia go) jest albo zapłacenie za seans kinowy, albo nabycie jego legalnej kopii na DVD. A osoba wrzucająca do sieci kopię takiego filmu, zwykle nie ponosi kosztów legalnego jego nabycia, bo sama pozyskała go z nielegalnego źródła. Więc jak w końcu traktować takie ściąganie?
 
W polskiej doktrynie, jak już wcześniej napisałem, źródło uzyskania utworu (legalnie rozpowszechnionego) do celów dozwolonego użytku osobistego nie ma znaczenia.
 
To polska doktryna. A jak sytuacja przedstawia się na gruncie prawa UE, które stosuje się zgodnie z zasadą pierwszeństwa prawa wspólnotowego?
 
Nie istnieje wspólnotowe prawo autorskie, jedynie można odnosić się do Art. 17. Karty praw podstawowych. Dyrektywy zaś nie tworzą jednolitego sytemu prawa autorskiego choćby z uwagi na występowanie różnych modeli praw autorskich w krajach członkowskich. Tutaj podstawowe znaczenie mają traktaty i porozumienia międzynarodowe, podstawą jest Konwencja berneńska akt paryski.


PS.
O umowach międzynarodowych pisaliśmy już wcześniej.
 
Ostatnia edycja:
Skoro więc samo ściąganie z ww. przeze mnie serwisu nie jest nielegalne, jak wygląda kwestia dzielenia się tak ściągniętymi plikami w ściśle ograniczonym gronie, czyli np. z członkami rodziny lub znajomymi?
 
Tak jak w regulującym to przepisie prawnym, który był już wielokrotnie omawiany. Szukaj - dozwolony użytek osobisty.





PS.
Dla przykładu prawo niemieckie nie dopuszcza ściągania
 
Znalazłem jednak w sieci następujący artykuł autorstwa profesora Ryszarda Markiewicza, który budzi wątpliwości co do przytoczonej przez Ciebie tezy:

Ściąganie z internetu np. filmów lub nagrań do użytku osobistego, które zostały tam umieszczone bez zgody uprawnionego, jest działaniem bezprawnym w świetle prawa UE – pisze profesor Ryszard Markiewicz.

W Polsce, ale także np. w Austrii i Holandii, generalnie przyjmuje się, że przepisy prawa autorskiego o dozwolonym użytku osobistym [użytku do celów tylko prywatnych] umożliwiają legalne ściąganie z internetu utworów (ale bez równoczesnego udostępniania), także gdy zostały zamieszczone tam bez zgody uprawnionych. A więc dozwolony użytek osobisty legalizuje pozyskiwanie utworów ze źródeł nielegalnych, także z witryn pirackich.

Kategoryczne rozstrzygnięcie

W tym kontekście trudno przecenić znaczenie orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) z 10 kwietnia 2014 r. w sprawie C?435/12 (ACI Adam BV i in). Jego konsekwencje, niekorzystne dla użytkowników internetu, oczywiście wielokrotnie przewyższają wszelkie obawy związane z ACTA. Rozstrzygnięcie to kategoryczne przesądza o sprzeczności z prawem UE ustaw autorskich krajów członkowskich, które przyjmują dozwolony użytek osobisty utworów pozyskiwanych także z nielegalnego źródła. Oznacza to, że ściągający z internetu np. filmy lub nagrania do użytku osobistego, gdy zostały tam umieszczone bez zgody uprawnionego, działa bezprawnie w świetle prawa Unii Europejskiej, a ściślej: dyrektywy 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym (dyrektywa internetowa). Sprzeczne także z tym prawem jest odpowiednio kopiowanie do użytku osobistego z pirackich egzemplarzy płyt, filmów i książek.

Trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy to orzeczenie TSUE już determinuje zmianę wykładni prawa autorskiego w Polsce, czy też konieczna jest jego odpowiednia nowelizacja. Sprawa jest ważna. Chodzi bowiem o to, czy ściąganie plików nielegalnie umieszczonych w internecie dla użytku osobistego stało się bezprawne w wyniku wydania tego orzeczenia, czy też dopiero stosowna nowelizacja prawa autorskiego kiedyś wywoła ten skutek. Za rozwiązaniem pierwszym przemawia okoliczność, że do polskiego prawa autorskiego włączony został tzw. trójstopniowy test, który stanowi, że „dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy". Analogiczny test jest zawarty w dyrektywie internetowej i był podstawą interpretacji TSUE, że podobnie sformułowany do prawa polskiego przepis tej dyrektywy o użytku prywatnym (art. 5 ust. 2 lit. b) „należy interpretować w ten sposób, że nie obejmuje przypadków sporządzania kopii na użytek prywatny z nielegalnego źródła".

Krajowe nie rozróżnia

Moim zdaniem w Polsce konieczna jest ustawowa implementacja tego orzeczenia. Przemawiają za tym istotne argumenty. Przede wszystkim wyraźnie w nim stwierdzono, że prawo Unii „stoi na przeszkodzie obowiązywaniu uregulowania krajowego (...), które nie rozróżnia sytuacji, w której źródło służące za podstawę sporządzenia kopii na użytek prywatny jest legalne, od sytuacji, w której źródło to jest nielegalne". Z orzeczenia tego wynika wymóg takiej redakcji przepisów krajowych praw autorskich, by wyraźnie przewidywały, że dozwolony użytek osobisty nie obejmuje pozyskiwania utworów z nielegalnych źródeł. W prawie polskim nie ma takiej regulacji. Dodajmy, że konieczność zróżnicowania w ustawach krajowych kwestii legalności i nielegalności źródła kopii pojawia się w omawianym orzeczeniu kilkakrotnie. Postulat nowelizacji prawa autorskiego jest uzasadniony także potrzebami rzetelnej legislacji i ochrony zaufania użytkowników internetu do pisanego prawa.

Jak zmienić prawo

Zastanówmy się, jak znowelizować ze względu na omawiane orzeczenie art. 23 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych – regulujący dozwolony użytek osobisty. Po pierwsze, można by przyjąć sformułowanie, że „bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu z legalnego źródła w zakresie własnego użytku osobistego". Wówczas jednak obowiązujące w Polsce zasady niezwykle restrykcyjnej ochrony autorskich praw majątkowych także powinny być zmienione. Trudno bowiem byłoby uzasadnić, dlaczego ściągający plik muzyczny miałby płacić dwukrotność stosownej opłaty licencyjnej – gdy jego działanie było niezawinione, a zatem nie miał możliwości rozeznania, że korzysta z nielegalnego źródła. Uwidacznia się tu absurdalność przyjętych w Polsce quasi-karnych roszczeń cywilnych z tytułu niezawinionego naruszenia praw autorskich. Po drugie (za takim rozwiązaniem się opowiadam), można by wzorem prawa niemieckiego przyjąć, że dozwolony użytek osobisty istnieje wówczas, gdy źródło pozyskania utworu jest legalne albo wprawdzie nielegalne, ale nie ma charakteru oczywiście bezprawnego. W tym ujęciu dopuszczony byłby dozwolony użytek osobisty także z nielegalnego źródła, gdy użytkownik w świetle towarzyszących okoliczności mógłby (błędnie) przyjmować, że źródło jest legalne. Czy jednak takie podejście jest dopuszczalne w świetle omawianego orzeczenia? Nie jest to pewne – skoro wyrok nie przewiduje wprost takiej możliwości i operuje tylko wymogiem „legalnego źródła". Opowiadam się za nim głównie z tego względu, że ściągania utworów w internecie przez osobę, której nie można zarzucić winy, nie należy traktować jako naruszające normalne korzystanie z utworu lub za godzące w słuszne interesy twórcy (test trójstopniowy). Co więcej, regulacja generalnie wykluczająca dozwolony użytek, gdy plik jest pobierany z nielegalnego źródła w sposób niezawiniony, działałaby paraliżująco na funkcjonowanie internetu. Użytkownik zawsze bowiem zadawałby sobie pytanie: a może ten utwór jest bezprawnie zamieszczony?

Wysokość opłat

W Polsce obowiązują opłaty za urządzenia i tzw. czyste nośniki przeznaczone do zwielokrotniania utworów. Są przeznaczane dla posiadaczy praw wyłącznych i mają stanowić dla nich „godziwą rekompensatę" za dokonywanie kopii na użytek prywatny. W omawianym orzeczeniu TSUE uznał, że nie jest dopuszczalny system opłat, który nie rozróżnia, kiedy źródło służące za podstawę sporządzenia kopii na użytek prywatny jest legalne, a kiedy nielegalne. Biorąc pod uwagę, że dotychczas w Polsce opłaty te były wypłacane uprawnionym także ze względu na ściąganie z internetu piracko umieszczonych utworów, trzeba będzie ponownie rozważyć ich wysokość po zmianie przepisu o dozwolonym użytku osobistym. Chodzi tu oczywiście o obniżenie tych opłat, chyba że uznano by, że teraz są one niewspółmiernie niskie w stosunku do słusznych oczekiwań posiadaczy praw wyłącznych.

Wzorem Spotify

Mam zasadnicze wątpliwości co do restrykcyjnego kierunku ochrony praw autorskich w internecie w orzecznictwie TSUE – wymierzonego przeciw użytkownikom końcowym. Aktualnie jednak można tylko postulować modyfikację dyrektyw UE w tej sferze – w kierunku generalnej legalizacji wymiany plików, niezależnej od ich legalnego czy nielegalnego pochodzenia, która nie jest dokonywana w celach handlowych. Wiązałoby się to koniecznie z ustanowieniem sprawiedliwego systemu wynagrodzeń dla podmiotów praw wyłącznych [np. w postaci opłat od nośników albo odrębnych opłat od wszystkich użytkowników, płaconych za pośrednictwem świadczących usługę dostępu do internetu]. Alternatywnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie przez podmioty prawa autorskiego taniego i powszechnego modelu dostępu do utworów. Wzorem mógłby być Spotify, który dotyczy fonogramów. Jeżeli natomiast chodzi o dalsze zmiany prawa polskiego, to być może należałoby powrócić do pomysłu usunięcia (lub zmodyfikowania redakcji) testu trójstopniowego przeniesionego z dyrektywy 2001/29/WE do polskiej ustawy (art. 35 pr. aut.), tym bardziej że rzecznik generalny P. Villalón w swej opinii z 9 stycznia 2014 r. dla TSUE do niniejszej sprawy wyraźnie stwierdził, że test ten jest skierowany tylko do ustawodawcy krajowego. Oznacza to, że nie było obowiązku włączenia go do ustaw autorskich państw członkowskich. Należałoby także przemyśleć wyraźne określenie zasad ujawniania posiadaczom praw wyłącznych danych osobowych ściągających utwory dla własnych potrzeb z nielegalnych źródeł.
 
Z Twojego cytatu.
Rostov napisał:
Znalazłem jednak w sieci następujący artykuł autorstwa profesora Ryszarda Markiewicza, który budzi wątpliwości co do przytoczonej przez Ciebie tezy: ... W Polsce, ale także np. w Austrii i Holandii, generalnie przyjmuje się, że przepisy prawa autorskiego o dozwolonym użytku osobistym [użytku do celów tylko prywatnych] umożliwiają legalne ściąganie z internetu utworów (ale bez równoczesnego udostępniania), także gdy zostały zamieszczone tam bez zgody uprawnionych. A więc dozwolony użytek osobisty legalizuje pozyskiwanie utworów ze źródeł nielegalnych, także z witryn pirackich. ...
Póki co nic się nie zmieniło, po za tym jak wcześnie pisałem nie ma jednolitego unijnego prawa autorskiego, mamy do czynienia tylko z wyrokami TSUE w konkretnych sprawach.
 
Ostatnia edycja:
No tak, ale co z orzeczeniem TSUE i dyrektywą internetową?
 
Ostatnie aktualizacje z 2016 r. nie dokonały jej implementacji do naszego prawa. Pomijam już fakt, że cytowane wypowiedzi pochodzą sprzed tej aktualizacji.
 
Ostatnia edycja:
A co z art. 118 ust. 1 prawa autorskiego? Czy ściągnięcia sobie za darmo filmu, za który zgodnie z prawem trzeba zapłacić, nie można aby podciągnąć pod osiągnięcie korzyści majątkowej?
 
Nie, nie można, tutaj chodzi o przedmiot będący nośnikiem.
 
Dziękuję za dotychczasowe odpowiedzi. Ale gdy jeszcze pojawią się jakieś wątpliwości, napiszę. ;-)
 
W mojej ocenie zaostrzanie dozwolonego użytku osobistego jest nieracjonalne ( co miało wyraz w konsultacjach dotyczących wspomnianych wyżej aktualizacji), należy zaostrzyć skutki bezprawnego rozpowszechniania.


Edit:

Zakładając, że dany utwór posiadał uprzednio status dzieła rozpowszechnionego w rozumieniu art. 6 ust. 1 pkt 3 pr. aut., powołanie się na dozwolony użytek osobisty jest dopuszczalny także wówczas, gdy bezpośrednie źródło pozyskania utworu do tego użytku było rozpowszechnione bezprawnie.
PRAWO AUTORSKIE I PRAWA POKREWNE 6 WYDANIE wprowadzenie Janusz Barta, Ryszard Markiewicz
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra