M
Magdalena_1
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2010
- Odpowiedzi
- 3
Mam bardzo nietypowe pytania dotyczące naprawde głupiej sytuacji. Przez własną bezmyslność zdecydowałam sie na kupno pracy maturalnej przez internet. Pani ogłaszała sie jako studentka III roku filologii polskiej, w ogłoszeniu pisała o braku jakichkolwiek zastrzezeń w jej pracy i niemożliwości plagiatu. Po odbiór pracy umówiłam sie w Warszawie na które to spotkanie pani nie zjawiła sie, zostałam przproszona i spotkanie doszło do skutku, niestety nie spotkałysmy sie osobiście bo moja znajoma odebrała prace, a jej przedstawicielem był mąż. Mąż utwierdzał ze gdyby były jakiekolwiek problemy można się kontaktować. Gdy przejrzałam prace w domu zauważyłam ze jest to tekst wklejony z trzech róznych stron internetowych. Pisałam, dzwoniłam, próbowałam sie kontaktówać, nie po to by sie kłócić, lecz po to by dojść do jakiegokolwiek porozumienia, ponieważ dużo za ta prace zapłaciłam (150 złotych). Po wymienianie emaili dowiedziałam sie ze pani po prostu nie chciało się iśc do biblioteki i tak naprawde nie studiuje filologii. Zdaje sobie sprawe z mojego błedu i z tego ze pieniedzy juz nie odzywskam, ale czy w takiej sytuacji mam mozliwość w jakikolwiek sposób odnieść sie do prawa? Czy jest jakikolwiek zapis który mogłabym wykorzystać w rozmowie z tą kobieta? Dodam że ta Pani straszy mnie ze wyrzucą mnie ze szkoły. Bardzo prosze o pomoc.