J
Jasomit
Użytkownik
- Dołączył
- 02.2011
- Odpowiedzi
- 41
Witam, niby głupia sprawa, oraz trochę wałkowana, ale o ile więcej czytam, to chyba mniej wiem, więc morze ktoś, bardziej kumaty, mi podpowie co robić.
We wrześniu ktoś przerysował mi auto, prosta sprawa, uspokoiłem człowieka, spisaliśmy oświadczenie i niby ok.
Mój samochód jeżdżący, więc dotarłem do domu i zawiadomiłem ubezpieczyciela.
Miła pani poinformowała że jest moim opiekunem i że przydziela mi rzeczoznawcę.
Przyjechał miły rzeczoznawca, porobił zdjęcia i spisał stan auta.
Wszystko ok, ale otrzymuję wiadomość na email z wysokością odszkodowania, szybko telefon, znany portal aukcyjny i już widzę że za tę kwotę to nawet części nie kupię, nawet używanych, pismo z prośbą o ponowne rozpatrzenie i kolejna wycena, oraz znowu widzę że nawet jak kupię części używane i założe je sobie sam pod blokiem, to i tak za mało.
Akurat zadzwoniła do mnie miła pani z ubezpieczenia ze słowami " ja wiem że to nie wiele, ale postawi pan się na naszym miejscu...
W końcu poirytowany, powiedziałem że wstawiam auto do warsztatu, czyli przyjmuje rozliczenie bezgotówkowe.
Pani podała numer najbliższego warsztatu i powiedziała że tam kieruje sprawę.
Tego samego dnia, zadzwoniono do mnie z tegoż warsztatu, spytałem o kwotę z odszkodowania, panie odpowiedziała że kierownik - nie wiem jaki - powiedział że nawet robocizna będzie więcej kosztowała.
niby ok.
Drugiego dnia dzwoni do mnie pani z warsztatu, mówi że połowę kwoty naprawy muszę pokryć ja, bo ubezpieczyciel stwierdził iż w aucie już wcześniej w dolnej części zderzaka było pęknięcie.
Trochę czytałem o eksploatacji, więc temu zaprzeczyłem.
Ale dzisiaj przybili gwóźdź do trumny.
Auto które mam zakupiłem rok temu, ale przy okazji przeprowadzki zapodziałem jedną umowę kupna sprzedaży, mam tylko tą na mnie a były dwie.
Ubezpieczyciel stwierdził iż nie mam praw do auta i zamyka sprawę, może ktoś podpowie, czy coś mi jeszcze zostało?
We wrześniu ktoś przerysował mi auto, prosta sprawa, uspokoiłem człowieka, spisaliśmy oświadczenie i niby ok.
Mój samochód jeżdżący, więc dotarłem do domu i zawiadomiłem ubezpieczyciela.
Miła pani poinformowała że jest moim opiekunem i że przydziela mi rzeczoznawcę.
Przyjechał miły rzeczoznawca, porobił zdjęcia i spisał stan auta.
Wszystko ok, ale otrzymuję wiadomość na email z wysokością odszkodowania, szybko telefon, znany portal aukcyjny i już widzę że za tę kwotę to nawet części nie kupię, nawet używanych, pismo z prośbą o ponowne rozpatrzenie i kolejna wycena, oraz znowu widzę że nawet jak kupię części używane i założe je sobie sam pod blokiem, to i tak za mało.
Akurat zadzwoniła do mnie miła pani z ubezpieczenia ze słowami " ja wiem że to nie wiele, ale postawi pan się na naszym miejscu...
W końcu poirytowany, powiedziałem że wstawiam auto do warsztatu, czyli przyjmuje rozliczenie bezgotówkowe.
Pani podała numer najbliższego warsztatu i powiedziała że tam kieruje sprawę.
Tego samego dnia, zadzwoniono do mnie z tegoż warsztatu, spytałem o kwotę z odszkodowania, panie odpowiedziała że kierownik - nie wiem jaki - powiedział że nawet robocizna będzie więcej kosztowała.
niby ok.
Drugiego dnia dzwoni do mnie pani z warsztatu, mówi że połowę kwoty naprawy muszę pokryć ja, bo ubezpieczyciel stwierdził iż w aucie już wcześniej w dolnej części zderzaka było pęknięcie.
Trochę czytałem o eksploatacji, więc temu zaprzeczyłem.
Ale dzisiaj przybili gwóźdź do trumny.
Auto które mam zakupiłem rok temu, ale przy okazji przeprowadzki zapodziałem jedną umowę kupna sprzedaży, mam tylko tą na mnie a były dwie.
Ubezpieczyciel stwierdził iż nie mam praw do auta i zamyka sprawę, może ktoś podpowie, czy coś mi jeszcze zostało?