N
NarwaniecKRK
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2019
- Odpowiedzi
- 28
Witajcie, mam dość nietypowy problem i nigdzie nie potrafię znaleźć odpowiedzi. W wydziale komunikacji tutejszego urzędu miasta również rozkładają bezradnie ręce, ale ad rem.
W kwietniu ub. roku zmarł mój tato. Niedługo po Jego śmierci (bodaj 3 tygodnie) zrzekłem się przed notariuszem dziedziczenia. Z tego co wiem, to składka OC za samochód mojego ojca była opłacona bodaj do czerwca/lipca.
Mimo tego postanowiłem poinformować ubezpieczyciela (bo przychodziły później różne monity i tak dalej), że właściciel samochodu nie żyje i z grzeczności przesłałem im skan aktu zgonu (bo to ja załatwiałem kwestie związane z pochówkiem) itd. Kilka miesięcy później z ciekawości do nich zadzwoniłem i podałem nr sprawy. Dowiedziałem się, że u nich to konkretne auto już nie figuruje i sprawa jest zamknięta.
Natomiast jaki jest stan faktyczny - a no auto od ponad roku stoi na parkingu pod blokiem "na flaku" i jest de facto wrakiem (stary Mercedes E klasa, warty może max 2 tys.), a spadkobierców jako takich nie ma, ponieważ oprócz mnie dziedziczyły jeszcze dwie siostry, które o ile wiem, również zrzekły się dziedziczenia.
Auto generalnie stoi pod blokiem i "straszy", czasem jakiś sąsiad mnie zaczepi i pyta czy z tym autem nic się nie da zrobić, no bo de facto polisa OC chyba powinna mieć ciągłość, a nie ma kto jej opłacić. Co w takim wypadku powinienem zrobić (o ile w ogóle coś mogę), skoro sam się zrzekłem dziedziczenia?
Pani z wydziału komunikacji zasugerowała powiadomienie tutejszych służb komunalnych celem przetransportowania samochodu na ich parking, a później w drodze postępowania sądowego o ustalenie do kogo owy samochód powinien teraz prawnie należeć.
Macie jakieś sugestie co w takiej sytuacji zrobić? Nie ukrywam, że sytuacja dość niecodzienna, co przyznają w samym urzędzie, że nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkali. Kluczyki do samochodu co prawda są u mnie w domu, no bo tata przed śmiercią ze mną mieszkał, ale do samego auta nie mam żadnych praw.
Pozdrawiam.
W kwietniu ub. roku zmarł mój tato. Niedługo po Jego śmierci (bodaj 3 tygodnie) zrzekłem się przed notariuszem dziedziczenia. Z tego co wiem, to składka OC za samochód mojego ojca była opłacona bodaj do czerwca/lipca.
Mimo tego postanowiłem poinformować ubezpieczyciela (bo przychodziły później różne monity i tak dalej), że właściciel samochodu nie żyje i z grzeczności przesłałem im skan aktu zgonu (bo to ja załatwiałem kwestie związane z pochówkiem) itd. Kilka miesięcy później z ciekawości do nich zadzwoniłem i podałem nr sprawy. Dowiedziałem się, że u nich to konkretne auto już nie figuruje i sprawa jest zamknięta.
Natomiast jaki jest stan faktyczny - a no auto od ponad roku stoi na parkingu pod blokiem "na flaku" i jest de facto wrakiem (stary Mercedes E klasa, warty może max 2 tys.), a spadkobierców jako takich nie ma, ponieważ oprócz mnie dziedziczyły jeszcze dwie siostry, które o ile wiem, również zrzekły się dziedziczenia.
Auto generalnie stoi pod blokiem i "straszy", czasem jakiś sąsiad mnie zaczepi i pyta czy z tym autem nic się nie da zrobić, no bo de facto polisa OC chyba powinna mieć ciągłość, a nie ma kto jej opłacić. Co w takim wypadku powinienem zrobić (o ile w ogóle coś mogę), skoro sam się zrzekłem dziedziczenia?
Pani z wydziału komunikacji zasugerowała powiadomienie tutejszych służb komunalnych celem przetransportowania samochodu na ich parking, a później w drodze postępowania sądowego o ustalenie do kogo owy samochód powinien teraz prawnie należeć.
Macie jakieś sugestie co w takiej sytuacji zrobić? Nie ukrywam, że sytuacja dość niecodzienna, co przyznają w samym urzędzie, że nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkali. Kluczyki do samochodu co prawda są u mnie w domu, no bo tata przed śmiercią ze mną mieszkał, ale do samego auta nie mam żadnych praw.
Pozdrawiam.